Bezrobocie przygniata Francję. Czas na liberalizację rynku pracy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
25 września 2012, 19:00
Minister pracy Michel Sapin ma ambicję obniżyć bezrobocie, które wynosi dzisiaj 10,2 proc.
Minister pracy Michel Sapin ma ambicję obniżyć bezrobocie, które wynosi dzisiaj 10,2 proc. Reuters/Forum/DGP
Łatwiej będzie zatrudniać i zwalniać. Firmy będą mogły szybciej reagować na cykle koniunkturalne.

Wbrew wyborczym obietnicom Francoisa Hollande’a, francuski rząd – stojąc w obliczu rosnącego bezrobocia i perspektywy likwidacji kilku wielkich zakładów przemysłowych – zdecydował się na liberalizację rynku pracy.

Podobne plany mieli wprawdzie poprzednicy Hollande’a, w tym Nicolas Sarkozy, ale za każdym razem kończyło się tak samo – pod wpływem ulicznych protestów rządy wycofywały się z większości reform. O to, by teraz zmiany udało się wprowadzić, zadba uchodzący za polityka probiznesowego minister pracy Michel Sapin, który będzie pośredniczył w rozmowach między związkami zawodowymi a organizacjami pracodawców. Obie strony już zgodziły się, że będą się spotykać co tydzień, od 4 października począwszy. Jeśli do końca roku nie osiągną porozumienia w sprawie istotnej nowelizacji kodeksu pracy, rząd przedstawi parlamentowi własny projekt. Ale Sapin uważa, że nie będzie to konieczne. – Sytuacja jest na tyle poważna, że zarówno związki, jak i pracodawcy zgodzili się negocjować – mówi Sapin.

Sytuacja rzeczywiście wymaga działań, bo bezrobocie we Francji wzrosło w sierpniu do 10,2 proc. i według oceny rządu będzie się zwiększać jeszcze przez rok. Reforma ma uprościć zatrudnianie i zwalnianie pracowników, tak aby szybciej można było reagować na cykle koniunkturalne, tak jak to w tym roku zrobiły Włochy i Hiszpania. Sapin uważa, że francuski kondeks pracy jest oderwany od rzeczywistości i nie spełnia podstawowego zadania, jakim jest ochrona pracowników. We Francji istnieje 36 rodzajów umów, na jakie firma może zatrudnić pracownika, ale stworzyło to system dwóch kategorii – kurczącej się grupy pracowników, którzy mają umowy na czas nieokreślony i pełny zakres przywilejów, oraz resztę zatrudnianą na kontrakty czasowe. Szczególnie dotyczy to młodzieży – umowę bezterminową dostaje tylko co piąta osoba z tej grupy.

Pomysłem na poprawę sytuacji ma być ograniczenie niektórych przywilejów przysługujących przy umowach na czas nieokreślony przy jednoczesnym zwiększeniu kosztów zatrudnienia na umowy czasowe. To powinno skłaniać pracodawców do częstszego wybierania tej pierwszej formy. Dodatkową zachętą byłoby obniżenie skłądek, które muszą płacić przy etatach.

Zmagające się z podobnym problemem spadającej konkurencyjności Włochy wprowadziły przepisy umożliwiające zwolnienia z powodów ekonomicznych, ograniczyły wysokość odpraw i stworzyły powszechny system ubezpieczeń i zasiłków, z kolei Hiszpania poluzowała przepisy w sprawie kontraktów zbiorowych, ułatwiła zmiany umów czasowych na bezterminowe i również ograniczyła wielkość odpraw.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj