Parafianowicz: Niemcy zadłużeni jak Grecja? Realne

Zbigniew Parafianowicz, kierownik działów kraj i świat
Zbigniew Parafianowicz, kierownik działów kraj i świat/DGP
Niemiecki minister finansów najpewniej nie będzie musiał mierzyć się z ekstremalnymi scenariuszami zadłużenia Niemiec. Opracowane przez akademików symulacje mają jednak ogromne znaczenie.

Niemiecki minister finansów najpewniej nie będzie musiał mierzyć się z ekstremalnymi scenariuszami zadłużenia Niemiec, o których piszemy dziś w DGP. Opracowane przez akademików zza Odry symulacje mają jednak ogromne znaczenie. Pokazują, jak bardzo krucha jest teza o danym raz na zawsze zdrowym budżecie RFN, bez nadmiernego długu i problemu deficytu.

Polecam je jako lekturę dla wszystkich zwolenników poglądu o kierowniczej roli Berlina w edukowaniu Europy, jak postępować, by nie stać się drugą Grecją. Wystarczy, by w pętlę zadłużenia wpadły Hiszpania i Włochy, by mit zdrowych gospodarczo Niemiec odesłać do lamusa. O ile w dług wart ponad 200 proc. PKB Niemiec ciężko uwierzyć, o tyle bankructwo Hiszpanii czy poważne kłopoty Rzymu to już zupełnie realna perspektywa. Perspektywa, która przekłada się na realne wydatki dla budżetu federalnego związane z bail-outami.

Europa to jednak tylko część problemu. Niedawno w DGP pisaliśmy o niemieckim uzależnieniu od Azji, która przecież nie musi się rozwijać w tempie, jakie znamy z dwóch ostatnich dekad. Tąpnięcie w Chinach oznacza problemy eksporterów z RFN. I nie jest to wcale zagadnienie akademickie. Wielki rynek zbytu i wielka fabryka, jaką są Chiny, mają tyle samo pułapek co i potencjalnych korzyści. Nikt nie może dać gwarancji, że za kilka lat ChRL nie okaże się jedną wielką bańką spekulacyjną. Tak jak w przypadku USA azjatycki kryzys może zacząć się na rynku nieruchomości i przenieść na pozostałe dziedziny życia. Tym razem w skali zwielokrotnionej. Jeśli miliony Chińczyków przestaną spłacać kredyty, a ich banki zaczną borykać się z problemem złych długów, doskonale zapowiadający się partner handlowy RFN stanie się kulą u nogi.

Niepewność w strefie euro i pytania o Azję dopełnia niekorzystny trend demograficzny w RFN. Mimo kosztownych programów w zakresie polityki prorodzinnej przyrost naturalny nie jest taki, jakiego życzyłby sobie rząd. Niemieckie społeczeństwo już dziś jest społeczeństwem emerytów, na których nie ma kto pracować. Świadczenia obciążają budżet. Mniej jest również tych, którzy płacą podatki. Ten trend będzie się pogłębiał.

Jeśli wziąć pod uwagę tylko te trzy problemy, symulacje zadłużenia, o których piszemy, nabierają zupełnie nowego wymiaru. Zdrowa dziś gospodarka niemiecka nie jest wieczna. Republika Federalna zależy od czynników, na które nie ma najmniejszego wpływu. Wierni wyznawcy tezy o RFN jako głównej sile gospodarczej Europy nie mogą od tego abstrahować.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj