Twórca Bartimeksu był nie tylko jednym z najbogatszych Polaków, znalazł się też na liście najbardziej wpływowych ludzi świata. Przyjaźnił się z rosyjskimi i polskimi politykami - chwalił się, że w swojej firmie zatrudniał siedemnastu byłych ministrów. Aleksander Gudzowaty znany był też ze swoich ekscentrycznych pomysłów - w jego prywatnej posiadłości biegały osły, konie i pawie, zbudował tam też piramidę.

W ostatnich latach Gudzowaty, który od lat zmagał się z ciężką chorobą stawów, pozostawał z dala od wielkiego biznesu i polityki, nie pozostał jednak bezczynny. Jego ostatnią inicjatywą było Światowego Centrum Tolerancji w Jerozolimie, którego uroczyste otwarcie było planowane na maj 2013 roku. Według słów Gudzowatego, jego pomysłodawcy i fundatora, miało być to przedsięwzięcie, które rozsławi Polskę na cały świat.

Dla Gudzowatego okres największej sławy i sukcesów przypadł jednak na lata 90. W 1997 roku znalazł się na liście 600 najbardziej wpływowych ludzi świata magazynu „Global Finance”. Królował też wtedy na listach najbogatszych Polaków.

Biedne dzieciństwo

Podobno o pieniądzach marzył od dzieciństwa, kiedy poznał smak biedy. Rodzice - Eliasz i Aleksandra - byli prawosławni. Jego ojciec pochodził ze Lwowa, uczył języka włoskiego w szkole, potem pracował jako robotnik w fabryce maszyn w Łodzi. Tam w 1938 roku urodził się Aleksander.

W rodzinie się nie przelewało - w książce Marka Zieleniewskego „Piramida Gudzowatego” milioner wspominał, że matka zdobywała dla niego końskie mięso na kotlety i napar ze skórek z jabłka, który zastępował herbatę.

Pracować zaczął więc wcześnie. W szkole średniej i już jako student między innymi czyścił buty i mył okna w Studenckiej Spółdzielni Pracy „Puchatek”. Prawdziwe pieniądze zaczął jednak zarabiać, gdy został kierownikiem działu reklamy Politechniki Łódzkiej i wstąpił do PZPR. Twierdził, że jego zarobki przekraczały wtedy pensje obojga rodziców.

Kariera dzięki partii

Wstąpienie do partii pomogło Gudzowatemu w karierze. Temu krokowi oraz zmianie kierunku studiów na handel międzynarodowy zawdzięcza swoją posadę. Na początku lat 70. zaczął pracować w Państwowej Centrali Handlu Zagranicznego "Textilimpex". Zamieszkał wtedy w Warszawie, którą wkrótce opuścił, kiedy przeniósł się do Rosji. Jak napisał na swoim oficjalnym blogu, "w latach 1975-1979 byłem przedstawicielem w Moskwie dwóch wiodących polskich przedsiębiorstw handlu zagranicznego reprezentujących cały polski przemysł lekki".

Po powrocie z Moskwy do 1982 roku Gudzowaty pracował w Kolmeksie, jednak pod koniec lat 90. odszedł stamtąd w wyniku sporu z Ministerstwem Współpracy Gospodarczej z Zagranicą o finanse tej centrali handlowej.

Po odejściu, jeszcze przed 1989 rokiem, założył Garo, firmę importującą miedzy innymi zboże z Rosji. Kluczem do sukcesu okazały się jednak interesy związane z gazem.

Bartimpex bierze wszystko

W listopadzie 1989 roku, tuż po powstaniu rządu Mazowieckiego, Garo przekształciła się w Bartimpex, rodzinną spółkę Gudzowatych.

Gudzowaty wykorzystał wtedy swoje kontakty zdobyte w Moskwie, zwłaszcza znajomości z ludźmi z otocznia ówczesnego prezydenta Rosji Borysa Jelcyna. Polski biznesmen idealnie wstrzelił się w tworzący się wtedy mętny rynek przesyłu gazu między Rosją i Polską.

Bartimpex zajął się handlem barterowym, kupując od rosyjskiego Gazpromu gaz ziemny - dla Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa - w zamian za żywność i artykuły przemysłowe. Gudzowaty na wiele lat zmonopolizował handel gazem z Rosją i dorobił się na tym wielkich pieniędzy.

Po latach we "Wprost" tak wspomina tamten okres: "Bogatym człowiekiem jestem przez przypadek. Szczęśliwy przypadek. Przez większość życia żyłem poniżej średniego poziomu i nie przyzwyczaiłem się do wydawania pieniędzy. Nie mam samolotu, jachtu, wydaję na rzeczy, które sprawiają mi przyjemność duchową. (...) A te moje pieniądze to naprawdę był szczęśliwy traf. Jeszcze za PRL pracowałem na wielkich liczbach i jak mnie wywalili z pracy, nie umiałem pracować na mniejszych. Na tym zarobiłem".

Przyjaźń z Wałęsą i Oleksym

Monopol na rynku gazowym Gudzowatemu udało się osiągnąć także dzięki znajomościom wśród polskich elit. Gudzowaty miał bowiem doskonałe stosunki nie tylko z politykami rosyjskimi, ale także z polskimi, i to zarówno tymi z prawicy, jak i z lewicy.

W 1995 r. Gudzowaty sfinansował kampanię wyborczą Lecha Wałęsy. Wyłożył na nią 2 mln obecnych złotych. Jednak po przegranej Wałęsy w rezydencji Gudzowatego pod Warszawą pojawił się nie kto innym jak Józef Oleksy.

Chyba zresztą Gudzowatemu, byłemu członkowi PZPR, bliżej było do postkomunistów. Do mediów co i raz przeciekały informacje, że Gudzowaty wpłaca miliony (raz 1 milion, innym razem 3 miliony) na konto SLD. Jerzy Urban wspominał, że podczas jednego z kongresów SLD przerwano obrady tylko dlatego, że na salę przybył Gudzowaty. Przywitano go burzliwymi oklaskami.

W 2000 roku na otwarciu klubu jeździeckiego jego syna, słynnego fotografa Tomasza Gudzowatego, pojawiła się cała elita polityczna, w tym ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski i przyszły premier Leszek Miller.

Gudzowaty zjednywał sobie też przychylność elit w inny sposób - dając im zarobić. Słynął z dawania pracy byłym politykom, sam zresztą chwalił się, że zatrudnia siedemnastu byłych ministrów.

Koniec dobrej passy

Pod koniec lat 90. skończyła się dobra passa Gudzowatego. Nie udało mu się ułożyć dobrych stosunków ani rządem Jerzego Buzka, ani z ekipą nowego prezydenta Rosji Władimira Putina.

Nie przekonał też kolejnych polskich ekip do budowy gazociągu Bernau - Szczecin, w który to projekt zaangażował się wraz z niemieckim koncernem Ruhrgas.

Gudzowaty był coraz bardziej odsuwany od wpływów. Na czołówki gazet trafił znowu w 2007 roku, gdy wyciekły słynne już taśmy - nagrane przez ochronę - z rozmów Gudzowatego z Adamem Michnikiem i Józefem Oleksym. Te nagrania zatrzęsły polską scena polityczną, gdyż panowie rozmawiali między innymi synu Leszka Millera i łapówkach, o protekcji dla Oleksego czy o korupcji i finansowaniu kampanii SLD.

Największy ekscentryk wśród polskich milionerów

W życiu prywatnym Gudzowaty znany był z ekscentrycznych zachowań. Swój warszawski gabinet wystylizował na nobliwą siedzibę starej firmy z tradycjami.

Z kolei w Mariewie pod Warszawą, jego rezydencji na skraju Puszczy Kampinoskiej, biznesmen wybudował 50-tonową kamienną piramidę wzorowaną na egipskiej piramidzie Cheopsa. W środku była specjalna półka na której kładł się i ładował energią do pracy.

Dziennikarz Michał Matys wspomina też, że po podwórku jego posiadłości biegały osły, konie i pawie.

Gudzowaty znany był zresztą z miłości do zwierząt. Pytany przez Szymona Hołownię, czy myśli o swojej śmierci, powiedział: "Czasem myślę. Będzie mi szkoda zostawić dzieci, kumpli. Moje zwierzęta, choć z tego pewnie będzie się pan śmiał. (...) Bo, wie pan, one dla mnie są wszystkim i wcale nie są takie głupie. Żal będzie je zostawiać".

Aleksander Gudzowaty zmarł 14 lutego 2013 roku w wieku 75 lat.