Wilkowicz: To pech, nic innego

Łukasz Wilkowicz zastępca kierownika działu branże i firmy
Łukasz Wilkowicz zastępca kierownika działu branże i firmy/Dziennik Gazeta Prawna
W doniesieniach z Cypru niewiele mówi się o tym, jak to się stało, że Cypr znalazł się na krawędzi bankructwa.

Samo wyjaśnienie, że aktywa cypryjskiego systemu bankowego kilkakrotnie przewyższają produkt krajowy brutto tego kraju, to za mało. Te pieniądze nie wzięły się znikąd, a trudno, żeby uskładali je sami Cypryjczycy (PKB na głowę z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej jest podobny do średniej unijnej).

Depozytów cypryjskim bankom dostarczają obcokrajowcy. Nie tylko Rosjanie. Na wyspie mieszka spora grupa Brytyjczyków, a cypryjskie banki były aktywne także na Wyspach Brytyjskich. I tu niespodzianka. Angielska prasa już w ubiegłym roku pisała, że tamtejszy nadzór finansowy starał się wymusić na cypryjskich bankach przekształcanie swoich oddziałów (w których obowiązywały cypryjskie gwarancje depozytów) w spółki zależne (gwarancje brytyjskie). Miał nosa. Z pieniędzmi deponentów banki muszą coś robić.

Wiadomo, że cypryjskie wpadły w kłopoty przez Grecję. Greckich obligacji, na których zanotowały miliardowe straty, nie kupowały jednak dlatego, że lubią spekulować. Po prostu Grecja to ich rodzimy rynek. Reuters przypomina, że na Grecję przypadała w końcu września 2012 r. jedna trzecia aktywów Bank of Cyprus – jednego z dwóch banków, którego klienci zostali ostrzyżeni (przy okazji, największym akcjonariuszem BoC jest rosyjski biznesmen Dmitrij Rybołowlew, pozostaje mieć nadzieję, że ubiegłoroczna inwestycja w klub piłkarski AS Monaco była bardziej trafna…). Skoro Grecja od wielu kwartałów jest w recesji, to nie ma takiej możliwości, żeby obecne tam banki mocno tego nie odczuły. A skoro mowa o stanie gospodarki, to warto przypomnieć, jak wygląda cypryjska. Jeszcze dwa lata temu znosiła ona światowy i grecki kryzys całkiem nieźle.

Kłopoty zaczęły się latem 2011 r. – od wielkiego wybuchu amunicji (skonfiskowanej z transportu, który miał trafić z Iranu do Syrii), która była składowana tuż obok jednej z głównych elektrowni na wyspie. Bezpośrednie i pośrednie straty oraz koszty odbudowy od razu szacowano na 2–3 proc. PKB. Jeszcze wtedy mogło się wydawać, że nie będzie to aż tak wielki problem – na początku 2011 r. cypryjski dług publiczny tylko nieznacznie przekraczał 60 proc. Ale wkrótce będzie już 100 proc., więc wiadomo, że Cypryjczycy sami się z kryzysu nie wyciągną. Za to niewiele jest takich krajów, gdzie w bankach przeważają zagraniczne (i to pozaunijne) pieniądze. Więc ryzyka powtórki cypryjskiego rabunku depozytów nie trzeba aż tak się bać.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Łukasz Wilkowicz
Łukasz Wilkowicz
Zastępca redaktora naczelnego DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraWilkowicz: To pech, nic innego »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj