Wszyscy przedstawiciele pożyczkodawców, z którymi rozmawialiśmy, uważają, że rynek ich usług trzeba jakoś uregulować.

– Dziś pieniądze może pożyczać każdy, na przykład taksówkarz czy kioskarz, i jest niezwykle trudno nadzorować czy kontrolować takie osoby. Problemem jest samo dotarcie do nich, gdyż niekoniecznie chcą w ogóle rejestrować swoją działalność – twierdzi Marcin Tokarek, prezes SMS Kredyt.

– Z błędów firm ogłaszających się na latarniach muszą tłumaczyć się przejrzyście działające przedsiębiorstwa, inwestujące w budowę wizerunku i relacje z klientami. Trzeba chronić tych, którzy w Polsce zamierzają zainwestować kilkaset milionów złotych rocznie – dodaje Loukas Notopoulos, prezes Vivus Polska.

>>> Czytaj też: KNF: Wartość kredytów wzrosła o 3,3 proc., depozytów - o 4,8 proc. w I-II

Pożyczkodawcy wymieniają cały katalog nadużyć małych firm, które psują opinię całej branży. Krzysztof Przybysz, dyrektor operacyjny Ferratum Poland, mówi, że najczęstsze to brak jakichkolwiek zabezpieczeń chroniących klientów przed nadmiernym zadłużaniem się.

– Niewłaściwa ocena ryzyka kredytowego, niesprawdzanie zdolności kredytowej klientów w dostępnych bazach danych dłużników, nieuczciwe praktyki wobec nich podczas podpisywania umów to podstawowe przewinienia mniejszych firm i tym z pewnością należy się zająć – wymienia dyrektor Ferratum.

Loukas Notopoulos dodaje jeszcze pobieranie wysokich opłat za rozpatrzenie wniosku i nieczytelne przedstawianie kosztów pożyczki. Roman Jamiołkowski, rzecznik Provident Polska, mówi, że klienci często nie otrzymują formularza informacyjnego, który powinien zawierać dane o całkowitym koszcie pożyczki, czasie trwania umowy oraz informację o oprocentowaniu.

– Innym nadużyciem może być nieproporcjonalnie szybko narastająca całkowita kwota zadłużenia w momencie, kiedy klient spóźni się choćby dzień z ratą pożyczki. Do życzenia wiele pozostawiają również techniki windykacji niektórych firm, które wykorzystują to, że klienci nie znają swoich praw – mówi Jamiołkowski.

Przedstawiciel lidera rynku usług pożyczkowych na pierwszym miejscu stawia jednak pobieranie opłaty przygotowawczej od klienta bez zamiaru udzielenia mu pożyczki. Według danych Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jedna czwarta z niemal 4 tys. zgłoszeń zebranych między listopadem ub.r. a połową marca od klientów firm pożyczkowych w czasie akcji „Sprawdź, zanim podpiszesz” dotyczyła właśnie takich spraw.

Nasi rozmówcy uważają, że dobrym pomysłem na regulację rynku byłoby stworzenie rejestru firm pożyczkowych prowadzonego przez UOKiK. Takie rozwiązanie zarekomendował ostatnio Komitet Stabilności Finansowej. Aby się znaleźć w takim rejestrze, firma musiałaby spełnić kryteria m.in. wielkości kapitału. Pożyczkodawcy mają swoje pomysły na ustawienie barier wejścia na rynek.

>>> Czytaj też: Pożyczki chwilówki: Jak uregulować działalność firm pożyczkowych?

– Rekomendujemy, aby podstawowymi kryteriami były: niekaralność członków zarządu, jawna forma działania w postaci spółki prawa handlowego, tak by informacje o niej były dostępne w KRS, i wreszcie określone wymogi kapitałowe. Dzisiaj nikt dokładnie nie wie, jakie podmioty działają na rynku pożyczkowym i na jaką kwotę udzielają pożyczek. W naszej ocenie wprowadzenie rejestru spowoduje większą przejrzystość branży i poprawi bezpieczeństwo klientów, co jest w interesie całego sektora – mówi Marcin Tokarek.

Krzysztof Przybysz z Ferratum również opowiada się za stworzeniem rejestru. Choć zaleca ostrożność w określaniu kryteriów. Jego zdaniem część przedsiębiorstw może przejść do szarej strefy, dlatego wcześniej powinna zostać przeprowadzona analiza rynku. Za to Loukas Notopoulos deklaruje, że nawet jeśli decydenci nie przygotują projektu ustawy o rejestrze, to firmy – przynajmniej te udzielające pożyczek przez internet – uregulują się same przez powstającą właśnie organizację branżową.