Wśród rządzących państwami G20 dojrzewa jednak zgoda na nieortodoksyjne metody walki ze stagnacją.

Zmieniło się bowiem podejście do działań Tokio, które walczy z deflacją, drukując jeny. Reszta świata podejrzewała, że w rzeczywistości chodzi o sztuczne zaniżanie wartości waluty. Prezes Banku Japonii Haruhiko Kuroda spędził ostatnie kilka dni, przekonując czołowych urzędników państw G20 do swoich racji, co przyniosło efekt: nikt już nie nazwał tego typu polityki rozpętywaniem wojny walutowej. „Kuroda wygrał z G20” – podsumował „The Wall Street Journal”.

Oficjalny komunikat po piątkowym spotkaniu ministrów finansów i szefów banków centralnych grupy uznał zaś za priorytet pobudzanie wzrostu i tworzenie nowych miejsc pracy. Otwarte jednak pozostało pytanie, w jaki sposób tego dokonać. Różnice w podejściu do tego problemu ujawniły się na spotkaniu Międzynarodowego Komitetu Monetarnego i Finansowego przy MFW w sobotę. Zdaniem Amerykanów najpoważniejszym problemem jest wciąż słaby popyt w Europie. Z kolei niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble ostrzegał, że zagrożeniem dla ożywienia gospodarczego są raczej deficyty budżetowe państw rozwiniętych. Rządzący nie mogli się zgodzić także co do polityki walutowej. USA ponownie wezwały do większej aprecjacji juana, której zaniżona wartość wobec dolara jest fundamentem chińskiego sukcesu eksportowego.