Afera Tomasza Lipca to idealny przykład korupcji na wszystkich poziomach: od łapówek za przetargi na ochronę miejskich basenów, poprzez zatrudnianie nianiek na fikcyjne umowy w komunalnych spółkach, po oskarżenia o wyprowadzenie 100 mln zł z inwestycji wokół Euro i polityczne naciski na prokuraturę.

>>> Czytaj też: 4 powody, dla których tak źle pracujemy w Polsce, a tak dobrze za granicą

Chmury nad głową Lipca, znanego chodziarza, ministra sportu w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, zaczęły się zbierać, gdy w drugiej połowie 2006 r. coraz głośniej robiło się o nieprawidłowościach w kierowanym przez niego wcześniej Warszawskim Ośrodku Sportu i Rekreacji. Kontrole wykazały liczne nieprawidłowości w finansach, w których – w najlepszym razie – panował chaos: nieczytelne księgi, poprzerabiane faktury, ustawiane przetargi. Prokuratura wszczęła nawet śledztwo w tej sprawie, ale któż przejmowałby się tym w gorączce przygotowań do Euro. Zwłaszcza że uwagę przyciągało wówczas starcie Lipca z układem w PZPN, które minister sromotnie przegrał, gdy musiał wycofać wprowadzonego do związku kuratora.

Wydawało się, że sprawa WOSiR ucichła. Jednak pod koniec czerwca 2007 r. CBA aresztowało szefa i wiceszefa Centralnego Ośrodka Sportu, którzy mieli organizować sieć korupcyjnych układów wokół budowy Stadionu Narodowego. – Planowali utworzyć, wykorzystując podstawione osoby, kontrolowane przez siebie firmy i czerpać zyski np. z ustawianych przetargów. Proponowali przedsiębiorcom zakładanie firm, które czerpałyby profity z przedsięwzięcia, ale które miały być kontrolowane przez dyrektorów COS – mówił na konferencji szef CBA Mariusz Kamiński.

>>> Czytaj też: Emerytury w Polsce: Co czwarta osoba może nie otrzymac minimalnego świadczenia

Centralny Ośrodek Sportu podlega Ministerstwu Sportu, a obaj dyrektorzy pracowali wcześniej z Lipcem w WOSiR. Trudno się dziwić, że kilka dni później, po rozmowie z premierem Jarosławem Kaczyńskim, ustąpił on ze stanowiska. Oświadczył przy tym, że jest niewinny, wiedział o podejrzeniach wobec szefów COS, których zwolnił ze stanowiska. I choć w sprawie aresztowano kolejne osoby, sam Lipiec pozostawał na wolności. Do czasu. Dokładnie cztery dni po przegranych przez PiS wyborach parlamentarnych także do drzwi Lipca z korupcyjnymi zarzutami zapukało CBA, a z afery łapówkarskiej zrobiła się afera polityczna.

Wkrótce po aresztowaniu Lipca do dymisji podało się kilkunastu warszawskich śledczych. Był to bunt przeciw szefowej stołecznej prokuratury (określonej przez jednego z nich jako człowiek pisowskiego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry), która – jak twierdzili jej podwładni – naciskała, żeby zaczekali z aresztowaniem Lipca do wyborów, by nie psuć PiS sondaży. A także – jak spekulowały media – nie psuć „efektu Beaty Sawickiej”, aresztowanej w czasie kampanii posłanki PO, która w tym samym czasie przyjęła od CBA kontrolowaną łapówkę. Ostatecznie szefowa prokuratury odeszła, śledczy wycofali dymisje, a sprawą zajęła się sejmowa komisja ds. nacisków, która niejednogłośnie uznała, że na prokuratorów faktycznie wywierano presję w sprawie byłego ministra sportu. Nikogo nie pociągnięto jednak do odpowiedzialności, nie licząc upomnienia dla szefowej prokuratury.

Nie był to jednak koniec politycznych sensacji w sprawie Lipca, gdyż obciążający go wicedyrektor COS Tadeusz M. zeznał, że w Narodowym Centrum Sportu (państwowej spółce odpowiedzialnej m.in. za budowę i zarządzanie Stadionem Narodowym) planowano wyprowadzenie 100 mln zł, które miałyby zasilić kasę PiS. Zapachniało wielkim skandalem, ale warszawska prokuratura umorzyła śledztwo, gdy się okazało, że żaden inny świadek nie potwierdził słów Tadeusza M.

Ostatecznie więc sprawa Tomasza Lipca zakończyła się tym, czym się zaczęła – oskarżeniem o nieprawidłowości w WOSiR i COS. Po kilkuletnim procesie sąd uznał m.in., że Lipiec przyjął 100 tys. zł łapówek i zatrudniał fikcyjnie opiekunkę, za co wymierzył mu karę 3,5 roku więzienia oraz zakaz zajmowania stanowisk państwowych przez dziesięć lat. Przy okazji wszczęto kontrole także w innych warszawskich jednostkach budżetowych zajmujących się sportem, a przy czytaniu ich wyników włos jeży się na głowie. Sport był, jest i będzie niewyczerpanym źródłem pieniędzy i posad przyznawanych po znajomości.