Ostatnim klubem Davida Beckhama, który kilka miesięcy temu definitywnie pożegnał się z boiskiem, był francuski Paris Saint-Germain (PSG). O tym, ile katarscy właściciele klubu zapłacili za ochronę piłkarza i jego rodziny krążyły legendy, jednak faktem jest, że sięgającą 800 tys. euro miesięczną pensję Beckham postanowił przekazywać na pomoc charytatywną dzieciom. Bez problemu mógł sobie na to pozwolić.

Beckham nadal wygrywa bowiem większość rankingów na najlepiej zarabiającego piłkarza i wyprzedza młodszych zawodników - Cristiana Ronaldo i Lionela Messiego - którzy odnoszą sukcesy na boisku i są w czołówce najlepszych piłkarzy świata. Według magazynu "Forbes", Beckham zarabia rocznie aż 47,2 mln dol., podczas gdy jego młodsi koledzy niewiele ponad 40 mln dol. Tyle tylko, że o ile Ronaldo i Messi na kopaniu piłki zdobyli połowę tej kwoty, to Beckham na piłce zarobił zaledwie 5,2 mln dol., a reszta pochodzi głównie z lukratywnych kontraktów reklamowych.

Były reprezentant Anglii (i jej wieloletni kapitan) pokazuje w ten sposób, jak sukces sportowy przekuć w niebywały sukces finansowy. Nazywany ikoną sportu Beckham był fenomenalnym piłkarzem i jedynym angielskim zawodnikiem, który zdobył tytuły mistrzowskie w aż czterech różnych ligach (angielskiej, hiszpańskiej, amerykańskiej i francuskiej). Przez lata grał w najsławniejszych klubach świata - zaczynał w Manchester United, by po konflikcie z Fergusonem przenieść się do Realu Madryt i potem do AC Milan. W 2007 roku podpisał rekordowy kontrakt z amerykańskim klubem Los Angeles Galaxy i stał się najlepiej zarabiającym piłkarzem z całej historii MLS. Do Europy Beckham jednak wracał - dwa razy wypożyczał go na półroczne kontrakty AC Milan - i to na Starym Kontynencie piłkarz wreszcie zakończył karierę.

Wszystko dzięki Victorii?

Równie profesjonalnie jak na boisku Beckham radził sobie poza nim. Interesy piłkarza od lat reprezentuje założona przez niego spółka Footwork, która sprzedaje licencje na wykorzystanie jego nazwiska czy wizerunku do celów biznesowych. Brytyjscy doradcy podatkowi szacują, że Footwork jest dziś jedną z najzyskowniejszych firm na Wyspach - nie wydaje nic na reklamę czy sieć sprzedaży, więc z każdych 100 funtów wpływających na jej konto ponad 77 jest zyskiem. A ponieważ dziś wpływy z kontraktów reklamowych Beckhama przekraczają 20 mln funtów rocznie, a on sam jest numerem jeden na liście płac spółki, to w latach 2002 - 2010 firma przyniosła piłkarzowi łącznie 86 mln funtów.

Reklama

Footwork udało się uzyskać tę zawrotną sumę głównie dzięki temu, że Beckham może sobie pozwolić na reklamowanie tylko największych firm. Piłkarz zawsze rozważnie wybierał kontrakty i preferował te, które wykorzystywały jego wizerunek, jednocześnie promując jego nazwisko. Tak było, gdy pokazywał się w butach Adidasa, pił Pepsi, golił się maszynkami Gillette czy reklamował męską bieliznę Armaniego. Popularność Beckhama w Japonii pomogła Vodafone’owi przejąć tamtejszego operatora J-Phone. Ostatnio gwiazdor sygnował własną linię bielizny w sieci odzieżowej H&M - piłkarz miał zarobić na tej umowie nawet 100 mln euro.

Ponadto Beckham nosi zegarek Breitlinga i używa smartfona Galaxy Samsunga, reklamuje też sieć hipermarketów Sainsbury’s. W efekcie przychody piłkarza z indywidualnych kontraktów rosną w tempie 30 proc. rocznie. Rok temu brytyjski dziennik „The Sunday Times” szacował wartość brandu Beckham na 190 mln funtów, czyli około 225 mln euro.

Specjaliści z branży reklamowej podkreślają, że znaczy udział w wylansowaniu marki Beckham miała żona sportowca Victoria - kiedyś wokalistka zespołu Spice Girls, potem celebrytka, a dziś projektantka mody, której kreacje noszą hollywoodzkie gwiazdy. Małżeństwo stanowi świetnie uzupełniający się medialny tandem, co podkreślają miedzy innymi angażując się we wspólne projekty reklamowe, jak damskie i męskie perfumy „David Beckham”. Niedawno do sławnych rodziców dołączył ich syn Romeo, który został twarzą luksusowej marki odzieżowej Burberry. W sumie majątek Beckhamów został przez tygodnik "Sunday Times" wyceniony na 200 mln funtów.

Messi i Ronaldo idą łeb w łeb

Sukces Beckhama próbują powtórzyć Messi i Ronaldo, którzy nie tylko zarabiają tyle samo na kontraktach reklamowych (w tym roku po 21 mln dol.), ale także biorą udział w podobnych tematycznie kampaniach znanych marek.

O ile zawodnik FC Barcelona został twarzą luksusowej marki odzieżowej Dolce&Gabbana, która projektuje stroje dla czołowych klubów piłkarskich, to piłkarz Realu Madryt reklamuje jej konkurenta Armaniego. O ile Messi promuje Adidasa, to Ronaldo pozyskał Nike. I dalej: Argentyńczyk pije pepsi, Portugalczyk woli coca-colę. Oprócz tego Messi związał się z Audemars Piguet, Herbalife, StorkMan i liniami Turkish Airlines, a Ronaldo z Armani Jeans, Castrol oraz producentem gier komputerowych Konami.

Obydwaj piłkarze postanowili również sami zatroszczyć się o swoje interesy, ale tym razem udało im się to z różnym skutkiem. Argentyński zawodnik od lat słynął jako jedyny sportowiec, który nie ma własnego agenta, a jego interesami zajmuje się rodzina. Okazało się, że nie zawsze odbywało się to zgodnie z prawem. Miesiąc temu prokuratura postawiła Messiemu i jego ojcu zarzut unikania płacenia podatków w latach 2007 - 2009. Mieli oszukać hiszpańskiego fiskusa na kwotę 4,2 mln euro. Lionel i Jorge Horacio mają zeznawać w sądzie w tej sprawie 17 września.

A może własna firma?

Ronaldo wybrał inną drogę i pieniądze zarobione z reklam postanowił ulokować w branży niezwiązanej ze sportem. Poszedł tym samym śladem wielu innych gwiazd, które pieniądze zarobione na boisku czy korcie lokują we własne projekty biznesowe. W ten sposób przygotowują sobie sportową emeryturę.

Portugalski piłkarz postawił na inwestycje w nieruchomości na rynku turystycznym. Wspólnie z Yildirimem Demirörenem, prezesem klubu Besiktas ze Stambułu, buduje pod szyldem CR7 luksusowy kompleks hotelowy na wyspie Porto Santo (Archipelag Madery), który ma kosztować 80 mln euro.

O wiele lepszy interes zrobiła Maria Szarapowa, która zainwestowała we własną markę Sugarpova, pod którą tenisistka produkuje cukierki i żelki. Sprzedają się świetnie, pomimo że są droższe od podobnych słodyczy koncernu Haribo - w USA 140-gramowa torebka Haribo Gold Bears kosztuje 1,5 dol., a taka sama z misiami Sugarpova – 5,99 dol. Szarapowa zainwestowała w ten interes zaledwie 500 tys. dol., co przy jej zarobkach stanowi niewielki wydatek.

Tenisistka w 2013 r. po raz dziewiąty z rzędu znalazła się bowiem na szczycie najlepiej zarabiających sportsmenek, a od czerwca zeszłego roku zarobiła 29 mln dolarów. Pieniądze te pochodziły jednak jeszcze nie z własnej firmy, ale głównie od sponsorów, którzy rozchwytują Szarapową odkąd w 2004 r., mając zaledwie 17 lat, wygrała Wimbledon.Tenisistka ma kontrakty między innymi z firmami Evian, Clear Shampoo, Sony Ericsson, Tag Heuer, Samsung, Head, Tiffany & Co. Sama tylko Nike zapłaci jej w ciągu ośmiu lat 70 mln dol.

Liczy się uroda

Właśnie Szarapowa ma szansę powtórzyć sukces Beckhama - specjaliści z branży przyznają, że jest świetnie prowadzonym projektem marketingowym. Pierwszy kontrakt podpisała w wieku 9 lat i od tamtego czasu jej kariera opiekuje się sztab profesjonalistów.

Zadanie mają ułatwione tym bardziej, że Szarapowa to śliczna, długonoga blondynka, jest więc bardzo atrakcyjna dla reklamodawców, dla których uroda liczy się często bardziej niż sukcesy sportowe zawodników. Przez lata wielkie firmy chętnie zamieszczały swoje reklamy na sukienkach Anny Kurnikowej. Ta tenisistka nigdy nie wygrała turnieju WTA, ale przez całą karierę znajdowała się w czołówce najlepiej zarabiających sportsmenek.

Serbka Ana Ivanovic, która na liście najlepiej zarabiających tenisistek "Forbesa" znalazła się przed odnoszącą sukcesy Polką Agnieszką Radwańską, w 2012 roku zarobiła 7,2 mln dol., a sezon zakończyła dopiero na 13. pozycji w rankingu WTA. Wszystko głównie dzięki urodzie i popularności - Ivanovic ma między innymi lukratywną dożywotnią umowę z Adidasem, której wartość szacuje się na kilkadziesiąt milionów dolarów.

Zepsuty wizerunek

O ile jednak sponsorzy mogą wybaczyć gwiazdom sportu brak sportowych sukcesów, to nie wybaczą im zachowań, które niszczą ich medialny wizerunek. Zawodnik jest bowiem twarzą produktu, który reklamuje i jeżeli pozwala sobie na zachowania sprzeczne z oczekiwaniami opinii publicznej, musi się liczyć z tym, że sponsorzy się od niego odwrócą.

Przekonał się o tym amerykański pływak, ośmiokrotny mistrz olimpijski z Pekinu Michael Phelps. Najpierw w 2004 roku został aresztowany za jazdę samochodem w stanie nietrzeźwym, jednak po publicznych przeprosinach sportowca incydent ten poszedł w niepamięć. O wiele poważniejsza w skutkach okazała się publikacja w mediach jego zdjęć z fajką nabitą marihuaną pięć lat później. Nie tylko groziło mu, że nie wystąpi na igrzyskach olimpijskich w 2012 roku, ale dodatkowo odsunęli się od niego sponsorzy. Phelps stracił między innymi kontrakt z Kellog Co., producentem zbożowych przekąsek Corn Flakes oraz z siecią restauracji szybkiej obsługi Subway. Amerykanin do Londynu wreszcie pojechał i zdobytymi tam medalami zdołał ostatecznie odzyskać sympatię opinii publicznej i zaufanie sponsorów.

Rok 2009 okazał się również pechowy dla najsłynniejszego golfisty świata Tigera Woodsa. Miał wówczas wypadek samochodowy i jego wyniki sportowe drastycznie się pogorszyły, przez co znacznie spadły także jego dochody z gry - z 20 mln dol., jakie potrafił zarobić w 2009 roku, do niecałych 2 mln dolarów.

Co więcej, świat obiegła wiadomość o jego zdradach małżeńskich i uzależnieniu od seksu. W efekcie zaczęli go opuszczać sponsorzy. Kontrakty zerwały z nim między innymi PepsiCo i Gatorade. Współpracę zakończył z nim również motoryzacyjny gigant General Motors oraz Procter & Gamble, Gillette i AT&T. Na całe szczęście dla Woodsa, nie porzucił go jego największy sponsor firma Nike. Jak szacował CNN, Woods nadal dostaje od firmy rocznie ponad 35 mln dolarów.

Jego gaże zeszczuplały jednak niemal o połowę. Jak obliczył magazyn "Sports Ilustrated", jeszcze w 2009 roku wynosiły 92 mln dolarów rocznie. Po skandalu Woods w 2010 roku zarobił już tylko 60 mln dol., a w 2011 - 54,5 mln dol.

Golfista zdołał się jednak podnieść z upadku. Odzyskał sportową klasę, wygrywając w przeciągu roku 6 turniejów, dzięki czemu wrócili do niego sponsorzy, a w mediach dobrze został przyjęty jego związek z narciarką Lindsay Vonn. Dobra passę sportowca widać także, patrząc na jego zarobki. Woods wrócił na pierwsze miejsce rankingu "Forbesa" najbogatszych sportowców świata - w ostatnim roku zarobił już 78,1 mln dol., w tym 13,1 mln dol. przyniosła mu gra, a 65 mln dol. reklamy.

Choć pieniądze, jakie na reklamach zarabiają najlepsi sportowcy świata przyprawiają o zawrót głowy, niewielu z nich potrafi zarabiać miliony nawet po zakończeniu kariery. Sztuka ta udała się koszykarzowi-legendzie Michaelowi Jordanowi, który zszedł z parkietu 10 lat temu, a w 2012 roku zarobił 80 mln dol. Beckham ma duże szanse powtórzyć jego sukces. A kto będzie następny?