Kompania Węglowa nie ma pieniędzy, a Bogdanka uzależniona jest od decyzji francuskiego GdF Suez.
– Zarząd musi przeanalizować i pod kątem opłacalności ocenić strategiczne cele spółki, w tym budowę bloku energetycznego. Mam wrażenie, że niektóre są mocno nieaktualne – mówi Marian Turek, przewodniczący rady nadzorczej Kompanii Węglowej.
Słowa szefa nadzoru górniczej firmy nie wróżą dobrze wartemu ok. 5,5 mld zł projektowi budowy bloku węglowego o mocy 1000 MW na terenie byłej kopalni Czeczott. Inwestycja realizowana wspólnie z azjatyckimi partnerami była pomysłem Joanny Strzelec-Łobodzińskiej, która w połowie września zrezygnowała ze stanowiska prezesa Kompanii.
Reklama
W sierpniu KW otrzymała trzy oferty na finansowanie i budowę elektrowni, która ma zużywać 2,5–3,5 mln ton węgla i produkować ok. 5–7 TWh energii rocznie. Przesłały je japońskie Mitsui, koreański Samsung i chińskie Sepco. Ci ostatni po rezygnacji Joanny Strzelec-Łobodzińskiej poinformowali, że znaleźli gwarancje bankowe dla całości kwoty potrzebnej na budowę, czyli 1,8 mld dol. Projektu broni Janusz Steinhoff, były minister gospodarki. – Taki blok tuż przy kopalni wydaje się racjonalny. Elektrownia ma tanie paliwo, a Kompania zbyt i energię –wyjaśnia.
Problem w tym, że KW nie ma pieniędzy na inwestycje, walczy o przetrwanie. Jedną z przyczyn dymisji jej prezesa była fatalna kondycja finansowa spółki, która po ośmiu miesiącach zanotowała ponad 340 mln zł straty, już w czerwcu zapowiadając, że partnerom handlowym za towary i usługi zapłaci dopiero za cztery miesiące. W piątek spółka uzyskała zgodę rady nadzorczej na podpisanie umowy emisji obligacji średnioterminowych do kwoty 1,23 mld zł, ale środki z emisji przeznaczy na bieżącą działalność oraz wykup obligacji krótkoterminowych za 700 mln zł. W skład konsorcjum gwarantów emisji wchodzą: BZ WBK, BNP Paribas, PKO BP, BGK, Alior Bank oraz zajmujący się eksportem węgla Węglokoks.
Na dniach mają się wyjaśnić losy budowy węglowej jednostki o mocy 500 MW w Starej Wsi k. Łęcznej. W maju list intencyjny w tej sprawie podpisały GdF Suez i Bogdanka. – Nadal rozmawiamy – mówi Zbigniew Stopa, prezes Bogdanki. Jednak, jak słyszymy od osób znających projekt, szanse na jego realizację są minimalne.
– GdF ma problemy z wybudowanymi w Europie elektrowniami gazowymi. Z powodu rozwoju odnawialnych źródeł energii i zalewu tanim węglem z USA generują one potężne straty. GdF szuka okazji do pozyskania gotówki ograniczając wydatki do niezbędnych – mówi nasz informator.
GdF wyłączył już łącznie 12 tys. MW mocy w europejskich gazówkach. W piątek poinformował o zamknięciu i wyburzeniu elektrowni w Wielkiej Brytanii, a na początku października sprzedał Japończykom 28 proc. aktywów posiadanych w Australii. Do inwestowania w Polsce Francuzów nie zachęcają także niskie ceny energii i mizerne prognozy wzrostu zapotrzebowania na energię, które przez ostatnie cztery miesiące jednak rosło.
Jeśli wspólny blok z GdF Suez spali na panewce, Bogdanka ma wariant awaryjny. Chce stawiać małą elektrociepłownię o mocy 77 MW energii i 69 MW ciepła. Problem w tym, że ten blok nie zmieścił się na liście tych, którym przyznano darmowe uprawnienia do emisji CO2 na lata 2013–2019. To obniża jego rentowność, ale nie przekreśla realizacji tego projektu.

>>> Czytaj także: PKP Energetyka wyemituje obligacje warte 500 mln zł na modernizację sieci