Sprzedaż detaliczna rośnie. Co to oznacza dla gospodarki?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
22 października 2013, 12:40
Warszawa, widok na ulicę Emilii Plater z Pałacu Kultury i Nauki (fot. Radek Kołakowski, CC BY 2.0)
Warszawa, widok na ulicę Emilii Plater z Pałacu Kultury i Nauki (fot. Radek Kołakowski, CC BY 2.0)/Flickr.com
Sprzedaż detaliczna wzrosła kolejny miesiąc z rzędu. Głownie dzięki dobrym wynikom salonów samochodowych. Z danych GUS można wyciągnąć dwa wnioski.

Wnioski z danych GUS są dwa. Pierwszy: ceny towarów praktycznie nie rosną. Bo sprzedaż liczona według cen stałych wzrosła mocniej (o 4,1 proc. w skali roku), niż ta policzona według cen bieżących (o 3,9 proc.).

- To pokazuje, że nie ma presji inflacyjnej w gospodarce. A inflacja, z którą mamy do czynienia, to w dużym stopniu pochodna podwyżek cen administrowanych w niektórych usługach, jak np. przy wywozie śmieci – mówi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.

Jego zdaniem dane o sprzedaży pokazują stopniową odbudowę popytu konsumpcyjnego – i to jest drugi wniosek.

- Widać to nie tylko w samym wzroście sprzedaży, ale też w jej strukturze. Dynamicznie rośnie np. sprzedaż dóbr trwałego użytku, jak samochody, meble czy sprzęt RTV – dodaje ekspert. To oznacza, że Polacy coraz częściej decydują się na zakupy towarów, które nie są artykułami pierwszej potrzeby. Choć akurat w przypadku aut, gdzie sprzedaż we wrześniu wzrosła aż o 16,8 proc. w porównaniu do danych sprzed rokiem, wynik może być nieco zaburzony przez tzw. prywatny eksport. Czyli zakupy klientów zza granicy w polskich salonach.

- Konsumpcja powinna się stopniowo zwiększać i nawet eliminując wpływ sprzedaży samochodów to jej wyniki w trzecim kwartale były lepsze niż w drugim. Sprzyja temu stabilizacja na rynku pracy i hamowanie przyrostu bezrobocia. Dzięki temu zmniejsza się strach przed utratą źródła dochodów. Dodatkowo niskie ceny poprawiają siłę nabywczą tych dochodów – mówi Grzegorz Maliszewski.

W odbudowę popytu wierzy także Jakub Borowski, ekonomista Credit Agricole. Według niego Polacy coraz mniej chętnie oszczędzają, a z drugiej strony zmiany w rekomendacji T dotyczącej kredytów konsumpcyjnych wraz z niskim oprocentowaniem tych kredytów poprawiają dostępność bankowych pożyczek na konsumpcyjne wydatki.

Inne zdanie na ten temat ma za to Wiktor Wojciechowski, ekonomista Invest-Banku. Jego zdaniem kluczowe są właśnie dane o sprzedaży samochodów – według niego to one zaburzają cały wskaźnik. I w efekcie nie pokazuje on odbicia popytu konsumpcyjnego, na który tak liczą inni eksperci.

- Uważamy, że wynika to jednak głównie ze zwiększonych zakupów samochodów przez przedsiębiorstwa, a nie przez gospodarstwa domowe. W efekcie, poprawiająca się kwartalna dynamika sprzedaży detalicznej w cenach stałych nie będzie wprost przyczyniała się do proporcjonalnego odbicia spożycia prywatnego – napisał Wojciechowski w swoim komentarzu. 

>>> Polecamy: Poziom bezrobocia bez zmian. GUS podał dane za wrzesień

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj