Ale wzrost gospodarczy to nie wszystko. Krajem o najwyższym na świecie wzroście gospodarczym będzie w tym roku Sudan Południowy – jak przewiduje Międzynarodowy Fundusz Walutowy, jego PKB zwiększy się o 43 proc. – lecz musiałby utrzymać ten rekordowo wysoki poziom jeszcze przez sześć lat, by pod względem dochodu na mieszkańca dogonić najsłabsza w UE Bułgarie. Dlatego aby sprawdzić, które z unijnych gospodarek będą w 2014 r. zielonymi wyspami, a które czarnymi dziurami, wzięliśmy pod uwagę więcej czynników – oprócz wzrostu także poziom bezrobocia i deficyt budżetowy (nie uwzględniliśmy inflacji, bo we wszystkich krajach Unii jest ona na zbliżonym poziomie i w żadnym nie jest problemem, ani długu publicznego, bo kumuluje się on przez lata, wiec nie określa bieżącego stanu gospodarki).

W każdej z tych trzech kategorii ustawiliśmy 28 państw UE w kolejności od najlepszego do najgorszego (na podstawie prognoz KE), a następnie zsumowaliśmy miejsca, które zyskały – im niższa liczba, tym zdrowsza gospodarka.

Zwycięzcą rankingu okazały się Niemcy, które maja wprawdzie przeciętny wzrost gospodarczy, ale niskie bezrobocie i niewielka nadwyżkę budżetową (18 punktów), minimalnie wyprzedzając Estonię i Szwecję (po 19). Polska z wynikiem 23 punktów zajęła wysokie, szóste miejsce, czyli znajduje się w grupie unijnych liderów. Niestety ten stan nie do końca odpowiada rzeczywistości.

To w dużej mierze efekt pierwszego miejsca w kategorii deficyt budżetowy. Prognozowana nadwyżka w wysokości 4,6 proc. PKB jest skutkiem transferu środków w ramach reformy systemu emerytalnego, czyli de facto jest zabiegiem księgowym. Gdyby wziąć pod uwagę faktyczna różnicę w dochodach i wydatkach państwa, Polska znalazłaby się w tej kategorii na 22. miejscu. W całym zaś rankingu uzyskałaby 44 punkty, co daje nam 15. miejsce. To znaczy, że nie jesteśmy już zieloną wyspą, lecz unijnym średniakiem.

>>> Czytaj też: Wzrost PKB Polski przyspieszy w 2014 roku do 2,9 proc. - prognozuje Erste Group