Marihuana – czy gwałtowny wzrost handlu trawką to nowa bańka?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
11 lutego 2014, 04:50
Liść marihuany
Liść marihuany/ShutterStock
Legalizacja marihuany w USA wywołała gorączkę porównywaną do bańki internetowej – donosi serwis RT. Według jego ekspertów, wartość rynku konopi może przekroczyć 10 mld dolarów, ale jest on równie ryzykowny, co zyskowny.
 

Milion dolarów – tyle zarobił pierwszego dnia działalności nowootwarty sklep z trawką w Colorado. Takie liczby muszą rozpalać nadzieje inwestorów ostatnio zalegalizowanego przemysłu związanego z marihuaną. Jak czytamy na łamach serwisu RT.com, rynek ten, długo i powoli raczkujący, dziś roi się od inwestorów gotowych zaryzykować pieniądze na wkupienie się do spółek z tej półki. Rynek rozwija już nawet usługi okołobiznesowe, takie jak własne reklamy, ubezpieczenia, logistykę i ochronę. 

Dziś rynek świeżo zalegalizowanego relaksu (oraz na użytek medyczny) warty jest 1,4 mld dol., jego wartość ma wzrosnąć w ciągu roku o blisko kolejny miliard, natomiast za cztery lata, zdaniem cytowanego w artykule ArcView Market Research, wartość rynku marihuany wyniesie 10,2 mld dol.

Tłok w kolejce po złoto

Zainteresowanie nowym biznesem i udziałem w zyskach jest tak wielkie, że firmy zaczynają już nawet odczuwać oddech konkurencji. I to wszystko mimo, że marihuana wciąż wymieniana jest na liście zabronionych narkotyków. Do zyskowności na pewno przyczynił się także sam prezydent Barack Obama, który według serwisu RT.com praktycznie pobłogosławił ten przemysł, twierdząc, że palenie marihuany „nie różni się bardzo od papierosów” i „nie jest bardziej niebezpieczny od alkoholu”.

Pojawia się także kwestia nieporuszona nigdy wcześniej w wypadku marihuany, czyli dostęp tego biznesu do systemu bankowego i kredytów. Do tej pory cały przemysł powstał na bazie obrotu gotówką. To może pomóc amerykańskim władzom zyskać lepszą kontrolę nad pieniędzmi przepływającymi pomiędzy nowymi firmami. 

>>> Czytaj o innych kłopotach prezydenta: Barack Obama opada z sił

Mimo kuszących wizji zysków, zdaniem serwisu RT, nawet rekiny rynku konopi ostrzegają, że ten biznes jest znacznie bardziej skomplikowany, niż się wydaje. Nikt bowiem nie jest w stanie przewidzieć, kiedy zakończy się czas zbierania zysków przez entuzjastyczne start-upy.

Analogia do bańki internetowej, która najpierw rozgrzała rynek do czerwoności, a następnie zmiotła wiele drobniejszych firm, które przeinwestowały, torując drogę takim tuzom jak Google czy Amazon, nasuwa się sama.

>>> Czytaj więcej: Zdaniem ekonomistów Adam Smith też paliłby zioło.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Media
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj