Od czasu dojścia do władzy premier David Cameron zapowiadał, że zamierza sprowadzić imigrację do najwyżej kilkudziesięciu tysięcy rocznie.

Tymczasem w ciągu 12 miesięcy do września zeszłego roku liczba imigrantów zamiast zmaleć, wzrosła o prawie jedna trzecią i przekroczyła 210 tysięcy. Ta liczba to tak zwana "imigracja netto", czyli przewaga przyjeżdżających nad wyjeżdżającymi. Jedyna pociechą dla rządu w Londynie jest fakt, że dzięki jego polityce udało się zmniejszyć liczbę imigrantów spoza Unii Europejskiej, głównie z Afryki i Azji. Wzrosła natomiast wydatnie liczba przyjezdnych z państw Unii, nie tylko z jej nowych członków, ale też z dotkniętych recesją Hiszpanii, Portugalii i Grecji.

>>> Czytaj też: Protest pod siedzibą brytyjskiego premiera: Polacy mają dość imigracyjnej gorączki

Brytyjska prasa ujawniła tymczasem raport parlamentarny, że w ciągu najbliższej dekady trzeba będzie zbudować 630 tys. mieszkań aby pomieścić miliona 400 tysięcy przewidywanych imigrantów. Będzie to jedna trzecia całego zapotrzebowania kraju na mieszkania. Aby uzmysłowić skalę problemu, dziennik "The Daily Telegraph" przyrównał to do zbudowania dwóch miast wielkości Leeds, czyli odpowiednika Krakowa.

>>> Polecamy artykuł: Dlaczego lepiej żyć na Wyspach niż w Polsce? Oto realia polskich imigrantów