Potocki, Parafianowicz: Putina wspierają już tylko przegrani

Michał Potocki
Michał Potocki/Dziennik Gazeta Prawna
Gdy pod koniec stycznia padły pierwsze strzały z ostrej amunicji na ulicy Hruszowśkoho w Kijowie, pisaliśmy w tym miejscu, że to początek końca Wiktora Janukowycza.

Złamanie niepisanych zasad ukraińskiej polityki wcześniej czy później musiało zaowocować upadkiem. Teraz, gdy rosyjska piechota morska prowokuje konflikt na Krymie, a paramilitarne oddziały okupują parlament w Symferopolu – powtarzamy tezę, że wywołanie wojny przeciw Ukrainie będzie początkiem końca Władimira Putina. Już dziś widać jaskółkę tego upadku. Putin po prostu przelicytował. Rosyjski prezydent wywrócił stolik, bo to, co się dzieje na Ukrainie, z jego punktu widzenia jest zabójcze. Po raz drugi „chochły” – jak pogardliwie nazywa się w Moskwie Ukraińców – udowodnili, że są w stanie obalić jedynowładcę, do którego stracili zaufanie. 

>>> Czytaj więcej: Rosja przejmuje Krym. Putin: mam prawo do inwazji

Jeśli udało się w Kijowie, dlaczego nie w Moskwie? Stąd decyzje Putina. Swoista ucieczka do przodu, która zamiast żelaznej logiki ma w sobie zarzewie upadku. Bo zamiast chaosu na Ukrainie, pękania po kawałku państwa, mamy konsolidację oligarchów i pojednanie w obliczu zagrożenia. Sami Ukraińcy nie zafundowaliby sobie opcji zerowej i grubej kreski. Zapewnił im ją Putin. Rosjan wspierają absolutnie przegrani – byli funkcjonariusze Berkutu czy korespondencyjnie z Rostowa eksprezydent Janukowycz. Putin nie dostrzega, że nie da się podbić 45-milionowego państwa, którego większość obywateli kieruje się logiką wolności i godności, a nie mentalnością KGB i homo sovieticus. Ukraina to nie Rosja, jak pisał były prezydent Leonid Kuczma. To niemal truizm, ale jakże ważny, by zrozumieć sąsiada. Tę tezę sformułował polityk z Dniepropietrowska, który obejmował urząd, nie mówiąc po ukraińsku. Nie pisał tego granciarz finansowany dolarami Freedom House. Putin albo nie chce, albo nie umie tego dostrzec. Nie zauważa, że podobną logiką kierują się finansujący do niedawna Janukowycza Rinat Achmetow czy współpracujący niegdyś z moskiewską mafią sołncewską oligarcha ukraiński Dmytro Firtasz. Niemal wszyscy myślący ludzie od Bugu po Doniec.

Putin w rozumowaniu o Ukrainie przekleja za to kalki rosyjskie. Traktuje ją z mieszaniną lęku i pogardy. Kompleksu wyższości i niższości jednocześnie. Obawia się, by w tej jego Małorosji, na tym – jak to powiedział na szczycie NATO w Bukareszcie, a czego byliśmy świadkami – „terytorium” nie kiełkowały idee godnościowe. By „faszyści” i „banderowcy” nie pojawili się na placu Bołotnym. I by on sam nie musiał salwować się ucieczką. Właśnie dlatego rosyjski prezydent działa nieracjonalnie. Jak schyłkowy Janukowycz rozpoczyna spiralę niewytłumaczalnych decyzji. Na wojnę z Ukrainą go nie stać. Jeśli się w nią uwikła, to na lata. A „chochły” doprowadzą go do upadku.

>>> Czytaj też: Tusk: Kryzys na Ukrainie może zaważyć na historii Europy

673220-zbigniew-parafianowicz-2.jpg
Zbigniew Parafianowicz
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraPotocki, Parafianowicz: Putina wspierają już tylko przegrani »
Tematy: Ukraina
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj