Jedlak: Stara dobra złotówka i pożądane euro

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
9 kwietnia 2014, 03:15
Krzysztof Jedlak, redaktor naczelny Dziennika Gazety Prawnej, fot. Wojciech Górski
Krzysztof Jedlak, kierownik działu podatki, fot. Wojciech Górski/DGP
Przez ostatnich kilka lat cieszyliśmy się – w każdym razie powinniśmy – że mamy złotego, a nie euro. Rzeczywiście były powody do radości.

Własny pieniądz bardzo pomógł naszej gospodarce, gdy na świecie rozpętał się kryzys finansowy. Na dodatek niektóre kraje strefy euro popadły w takie tarapaty, że europejski projekt pod tytułem „wspólna waluta” stanął pod znakiem zapytania. My zaś uniknęliśmy recesji, a polski bank centralny jako jeden z niewielu na świecie mógł prowadzić normalną politykę monetarną. Notowania złotego są przy tym dość stabilne i względnie korzystne dla przedsiębiorców. 

Kryzys nie minął – przecież rekordowo niskie i bliskie zera stopy procentowe w eurolandzie oraz zapowiedzi tzw. ilościowego luzowania (pod czym kryją się różne formy kreowania pieniądza) to nie jest przypadek. Będzie wciąż dawał o sobie znać. I – abstrahując od nowych wyzwań w polityce międzynarodowej – pozostaje najważniejszym problemem dla rządów i władz monetarnych takich potęg jak USA, Japonia oraz kraje UE. W Europie tym bardziej że problemy euro strefy – np. nadmierne zadłużenie wielu państw, różnice w konkurencyjności gospodarek, wysokie bezrobocie i brak oznak trwałego, znaczącego ożywienia – nie zostały rozwiązane, choć można mówić o pewnej stabilizacji, a w każdym razie o ich zepchnięciu na dalszy plan. Tak czy inaczej przyszłość Unii nie wygląda tak różowo, jak mogło się nam zdawać jeszcze dekadę temu.

A jednak coś się zmieniło, i jest to zmiana głęboka. Sądzę, że wszyscy ją odczuwamy. Chodzi o poczucie bezpieczeństwa.

Więcej integracji europejskiej oznacza więcej bezpieczeństwa, z czego najlepiej zdajemy sobie sprawę, śledząc doniesienia z Ukrainy. Jak sądzę, im bardziej są niepokojące, tym cieplej myślimy o Unii i wspólnym pieniądzu. I nie jest to tylko kwestia emocji, ale i chłodnej kalkulacji.

A zatem stara dobra złotówka czy euro? Sprzeczność pozorna. Złoty bardzo dobrze nam służy. Z przyczyn politycznych powinniśmy być jednak w stanie w każdej chwili porzucić go i przyjąć wspólną walutę. Aby to było możliwe (i nieszkodliwe dla gospodarki lub też związane z jak najmniejszymi kosztami), powinniśmy jak najrychlej – oraz trwale – spełnić kryteria ekonomiczne. Przecież silna gospodarka (zrównoważony wzrost, inflacja pod kontrolą itd.) oraz zdrowe finanse publiczne (umiarkowany deficyt, redukowany dług etc.) przydadzą nam się bez względu na wszystko. Z czasem może się też okazać, że to one stanowią najlepszą zachętę do wymiany waluty – w interesie nas wszystkich. Jeśli wcześniej nie zdecydują o tym polityka i względy bezpieczeństwa.

Tak więc dziś złoty, ale z opcją natychmiastowej zamiany na euro w najlepszym z gospodarczego lub politycznego punktu widzenia momencie. Do czego trzeba być jednak gotowym, najlepiej od zaraz.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj