Bąk: Nie czuję tego lepszego gazu

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
27 maja 2014, 03:12
Gaz lepszy ma być droższy, a gaz gorszy – tańszy. W sumie wydaje się to sprawiedliwe.

W końcu lepsze wakacje też są droższe od gorszych. Więcej trzeba zapłacić także za lepszy komputer, samochód, a nawet za lepszą kiełbasę i lepszy środek na wypadanie włosów. Sęk w tym, że „lepszość” wszystkich tych rzeczy można stwierdzić organoleptycznie – kiełbasa będzie smaczniejsza, komputer szybszy, a włosy gęstsze.

W przypadku gazu to niemożliwe. Na oko nie będziemy w stanie stwierdzić, jak bardzo jest kaloryczny. Będziemy musieli ślepo zaufać temu, co napisał dostawca na fakturze – jeżeli stwierdzi, że gaz był super i zażyczy sobie za niego dopłaty, pozostanie pokornie przyjąć to do wiadomości. Chyba, że będziemy się bawili w młodych chemików i badali opary wydobywające się z kuchenki. I mierzyli co do milisekundy czas gotowania aptekarsko odmierzonych ilości wody na makaron. A na koniec udowadniali dostawcy, że się pomylił.

Niepokoi mnie również to, że jakość gazu będzie badana w jakimś centrum dystrybucji oddalonym o mojego domu o pół roku świetlnego. Czyli jeżeli tam zbadają jutro, to dotrze do mnie mniej więcej na początku jesiennego sezonu grzewczego. Czyli zapłacę dziś za coś, co dopiero mam dostać. I nie będę mógł tego sprawdzić. Szczerze mówiąc, brzydko mi to pachnie. Czuję w tym jakiś podstęp.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj