Parafianowicz: Dance macabre "Biesa" z Putinem

Zbigniew Parafianowicz
Zbigniew Parafianowicz/DGP
Mimo wzajemnej nienawiści i pogardy, którą darzą się Władimir Putin i Wiktor Janukowycz, obaj politycy mają jedną wspólną cechę.

Zaskakująco łatwo wierzą w swoją własną propagandę. Ta wiara nieuchronnie jednak musi prowadzić do klęski. Taniec śmierci Janukowycza na Majdanie zakończył jego prezydenturę. Taniec śmierci pod Hrabowem, gdzie zestrzelono malezyjskiego boeinga, powinien zakończyć tak zwana rosyjską wiosnę na Ukrainie. W Zagłębiu Donieckim przekroczono już chyba wszystkie czerwone linie. Stawkę mogłoby podbić jedynie użycie broni masowego rażenia. Szygalewszczyzna powoli osiąga swoje maksimum.

Pod koniec maja rozmawialiśmy w Kijowie z Ołeną Rybak, żoną zamordowanego w Gorłówce radnego Wołodymyra Rybaka. Jego oprawcą był niejaki „Bies” – Igor Biezler – ten sam, który na nagraniach ujawnionych przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy mówi o broni przeciwlotniczej docierającej na Zagłębie Donieckie z Rosji. Ołena opowiadała nam o starciu osobowości Wołodymyra i „Biesa”. Pierwszy próbował przekonywa ludzi, ze można żyć godnie. Z każdym dniem „pyskowania” biezlerowcom zyskiwał milczący szacunek ludu. Drugi miał inna wersje wolności. Zapewniała ją broń i siła, z która Rybak musiał przegrać.

Efektem tej porażki była zombizacja miejsc takich jak Gorłówka. Władcą dusz był „Bies”. „Broń rodziła władze”, z której ten czerpał pełnymi garściami. Sam Biezler stał się w końcu kimś między Wierchowieńskim a Szygalewem z „Biesów” Fiodora Dostojewskiego. Albo widmem z ballady Puszkina, również zatytułowanej „Biesy”. W tym kontekście nom de guerre Igora Biezlera nabierało znaczenia symbolicznego. Szygalewszczyzna musiała się zakończyć czymś spektakularnym. Pożar jest w takim wypadku tylko kwestią czasu. W tym wariancie było to zestrzelenie boeinga.

Po nim przez chwilę wydawało się, że musi też nastąpić moment oczyszczenia. Sytuacja jest przecież manichejska. Jak w dniu, kiedy padły pierwsze ofiary Majdanu. Po śmierci Serhija Nihojana i Michaiła Żyźnieuskiego był moment pozornego spokoju, a później eskalacja przemocy i upadek Janukowycza. W tym wypadku nie mamy jednak pewności, czy do przesilenia dojdzie. Jesteśmy świadkami jeszcze większego upodlenia separatystów. Dochodzą sygnały o plądrowaniu miejsca tragedii. Słyszymy o sporach o ciała zamordowanych, którzy z wojną Biezlera nie mieli przecież nic wspólnego. Mijają kolejne dni.

Rodziny ofiar nie mogą liczyć na początek śledztwa, które wyjaśni w szczegółach, jak doszło do zestrzelenia samolotu. Nie wiedzą nawet, gdzie są ciała ich bliskich. Za powołanie do życia donieckich „Biesów” odpowiada osobiście Władimir Putin. To Rosja oddelegowała Biezlera do Gorłówki. Dała mu broń i pieniądze. Rozliczała z realizacji żądań. Eksportowała na Ukrainę chaos, by w tym chaosie podkopać możliwości nowej, prozachodniej władzy. Za barbarzyński taniec śmierci w Hrabowem odpowiada prezydent Putin. Śmierć pasażerów malezyjskiego boeinga obciąża bezpośrednio jego sumienie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraParafianowicz: Dance macabre "Biesa" z Putinem »
Tematy: Ukraina
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj