Eksperci: Zestrzelenie SU-25 nie znaczy, że terroryści mają specjalistyczną broń

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
23 lipca 2014, 15:20
Samolot typu Sukhoi Su-25. Źródło: Johnny Comstedt, CC BY-NC-ND 2.0
Samolot typu Sukhoi Su-25. Źródło: Johnny Comstedt, CC BY-NC-ND 2.0/Flickr.com
Zestrzelenie kolejnych samolotów nad Ukrainą nie musi znaczyć, że terroryści wciąż mają specjalistyczną broń przeciwlotniczą, twierdzi ekspert z magazynu "Skrzydlata Polska". SU-25 schodzą na niskie pułapy, są narażone na ostrzał.

Zestrzelenie kolejnych wojskową samolotów nad wschodnią Ukrainą nie musi oznaczać, że terroryści wciąż dysponują specjalistyczną techniką wojskową, jak zestaw "Buk", twierdzi Bartosz Głowacki z magazynu "Skrzydlata Polska"

Nad wschodnią Ukrainą strącono dwa samoloty Su-25, należące do ukraińskiej armii. Piloci zdążyli się katapultować. Za atakiem stoją najprawdopodobniej prorosyjscy separatyści.

>>> Czytaj też: Separatyści zestrzelili dwa ukraińskie samoloty wojskowe

Su-25: do zwalczania celów naziemnych

Zdaniem Bartosza Głowackiego samoloty szturmowe mogły lecieć dość nisko nad ziemią, a to ułatwia zestrzelenie. Wynika to ze specyfiki Su-25, które są przeznaczone do zwalczania celów naziemnych, a więc muszą schodzić na niskie pułapy. Przez to - jak mówi Bartosz Głowacki- są narażone na ostrzał na przykład z broni ręcznej.

Ekspert dodaje, że samoloty mogły zostać strącone także za pomocą przenośnych zestawów przeciwlotniczych, takich jak "Strzała" czy "Igła". Separatyści nie musieli też wcale korzystać z wyrzutni rakiet "Buk", z której najprawdopodobniej zestrzelono malezyjskiego Boeinga 777.

Z kolei Tomasz Hypki ze "Skrzydlatej Polski" zwraca uwagę, że samoloty Su-25 są przystosowane do przetrwania ostrzału z przenośnych systemów rakietowych. Jak jednak dodaje, ukraińskie lotnictwo niedomaga i od lat nie było modernizowane, wiele maszyn jest w złym stanie, a latają nimi piloci z niewielkim doświadczeniem.

Przedstawiciele armii twierdzą, że samoloty zostały zestrzelone w okolicach miejscowości Saur Mohyła w obwodzie donieckim przy granicy z Rosją. Użyto do tego naziemnych wyrzutni rakiet.

Z kolei obecny na miejscu dziennikarz jednego z ukraińskich kanałów telewizyjnych, powołujący się na żołnierzy walczących na froncie, twierdzi, że jeden z samolotów wykonywał zadanie bojowe w okolicach Łysyczanska w obwodzie ługańskim.

Łysyczansk pod Siewierodonieckiem to miasto, o które toczą się teraz zacięte walki między separatystami a wojskiem. Siewierodonieck został wyzwolony wczoraj.

>>> Czytaj też:Eksperci: Tylko surowe sankcje gospodarcze odwiodą Rosję od destabilizacji Ukrainy

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: IAR
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj