Włosi nie potrzebują już pielęgniarek, fryzjerów i ludzi do obsługi frezarek, ale informatyków, programistów i inżynierów.

Szacuje się, że na rynku pracy pojawi się w tym roku 29 tysięcy nowych miejsc pracy. W dobie bezrobocia, które dotknęło ponad dwanaście procent osób w wieku produkcyjnym, to dobra wiadomość. Jednocześnie jednak z góry można przewidzieć, że osiem i pół tysiąca ofert pozostanie bez odpowiedzi, ponieważ brakuje poszukiwanych specjalistów.

W przeszłości zapotrzebowanie pracodawców dotyczyło przede wszystkim zawodów wymagających zdolności manualnych, przysłowiowych już dziś pielęgniarek, piekarzy pizzy czy fryzjerów. Teraz poszukiwani są specjaliści z dziedziny informatyki oraz inżynierowie i technicy, znający się na mechanice i bezpieczeństwie pracy.

Zgłaszający się do tych zawodów wykazują poważne braki w wykształceniu. Z drugiej strony wielu pracodawców oferuje wciąż niezadowalające warunki pracy, co zniechęca prawdziwych specjalistów, liczących na to, że prędzej czy później ktoś sprawiedliwie oceni i wynagrodzi ich kwalifikacje.

>>> Polecamy: Będziemy jak Niemcy, Włochy i Japonia. To fatalne wieści