3,3 proc. – tak niskim bezrobociem może się pochwalić tylko jedno miasto w Polsce. Poznań od lat utrzymuje się w krajowej czołówce najzdrowszych rynków pracy. Jaka jest recepta na sukces stolicy Wielkopolski?

Na koniec października w poznańskim urzędzie pracy było zarejestrowanych 10,7 tys. bezrobotnych, a stopa bezrobocia w tym mieście wynosiła 3,3 proc. – wynika z najnowszych danych GUS. Choć to najniższy wskaźnik wśród miast wojewódzkich w Polsce, nie jest to rekord Poznania. Na koniec 2008 roku stopa bezrobocia spadła do 1,7 proc. Od tego czasu rosła do 2012 roku (4,2 proc. na koniec grudnia), teraz znów leci w dół.

Poznań już od dłuższego czasu wyprzedza Warszawę pod względem najniższego bezrobocia. Na koniec października tego roku stolicę wyprzedzał także Sopot (3,9 proc.). Bezrobocie w Warszawie kształtuje się w tej chwili na poziomie 4,4 proc. We Wrocławiu wynosi 4,6 proc., a w Katowicach 4,8 proc.

Tak niskie wskaźniki oznaczają niemal pełną równowagę na rynku pracy. Za granicę takiego bezrobocia uznaje się bowiem poziom 4-5 proc. Ekonomiści z którymi rozmawialiśmy podkreślają, że bezrobocie równowagi to jednak tylko teoria. W rzeczywistości poziom bezrobocia w Poznaniu i innych dużych miastach może być znacznie wyższy.

Równowaga, ale tylko w teorii

Bezrobocie równowagi, które tylko w nazwie oznacza równowagę rynku, w praktyce wiąże się z niewykorzystaniem części siły roboczej. W teorii mówimy, że składa się na nie głównie bezrobocie frykcyjne, czyli takie, które wynika z dynamicznych przepływów na rynku pracy (w każdej minucie ktoś traci pracę i ktoś ją zyskuje), ale może ono składać się też z bezrobocia strukturalnego wynikającego ze zmieniającej się mody i technologii oraz bezrobocia instytucjonalnego (wynikającego z określonych instytucji formalnych i nieformalnych)” – tłumaczy dr Beata Woźniak-Jęchorek z Katedry Makroekonomii i Historii Myśli Ekonomicznej na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu.

„Bezrobocie nierównowagi to z kolei problem słabnącej koniunktury. W Poznaniu mamy statystykę wskazującą na istnienie bezrobocia frykcyjnego, ale pamiętać trzeba, że liczba ta jest niedoszacowana ze względu na podstawy metodologiczne wyliczania stopy bezrobocia” – mówi dr Beata Woźniak-Jęchorek.

W statystykach uwzględnia się tylko osoby, które są zameldowane na stałe lub ba pobyt czasowy. Tymczasem do miast w poszukiwaniu pracy przyjeżdża dużo osób z różnych miejsc kraju i choć często długo nie mogą znaleźć pracy, są rejestrowani jako bezrobotni w miejscu zameldowania, nie pobytu. Dlatego też nie są wliczani do miejskich statystyk.

Dr hab. Baha Kalinowska-Sufinowicz z Katedry Makroekonomii i Historii Myśli Ekonomicznej na UE w Poznaniu, podkreśla, że poznańskim rynku pracy wciąż występują niedopasowania strukturalne. „Mamy tu do czynienia zarówno z zawodami nadwyżkowymi, jak i deficytowymi. Rynek pracy cechuje się pewnym stopniem niedopasowania podaży pracy, oferowanej przez potencjalnych pracowników do popytu na pracę, zgłaszanego przez pracodawców. Problemem jest więc tu kwestia mobilności zawodowej i kwalifikacyjnej” – mówi ekonomistka.

„Osoby migrujące spoza Poznania, niezależnie od tego, czy są zameldowane czy nie, zgłaszają często niższe wymagania odnośnie do poziomu wynagrodzeń oraz warunków pracy (choćby rodzaju pierwszej umowy o pracę). Czynnik ten bywa decydujący w efektywnym znajdowaniu pracy” – dodaje.

W zamieszkiwanym przez 550 tys. osób Poznaniu na prywatnych i publicznych uczelniach co roku uczy się 120 tys. studentów. Dwie trzecie z nich to osoby spoza Poznania, które po studiach szukają tu pracy. Nie zawsze z powodzeniem – wylicza dr Beata Woźniak-Jęchorek. ”Trzeba też dodać, że kurczy się liczba mieszkańców Poznania. Jest to bardzo niepokojący trend odpływu siły roboczej”. W 2013 roku z Poznania wymeldowało się o 2206 osób więcej niż zameldowało.

>>> Polecamy: Bezrobocie w Europie. Gdzie najłatwiej o pracę, a gdzie najtrudniej? [INFOGRAFIKA]

Zdaniem ekspertów problemem jest też zdecydowanie wyższy udział kobiet w grupie bezrobotnych, niż mężczyzn. Jak wynika z danych PUP, w listopadzie tego roku 53 proc. zarejestrowanych w Poznaniu bezrobotnych stanowiły kobiety, a 47 proc. – mężczyźni.

„Zastanawiające jest to, że w województwie wielkopolskim w miarę poprawy koniunktury gospodarczej ten udział się powiększa i nierówności płci w aspekcie bezrobocia ulegają powiększeniu na niekorzyść kobiet” – mówi dr hab. Baha Kalinowska-Sufinowicz.

„Z hasłem bezrobocia równowagi raczej bym nie dyskutowała, bo jest to koncept teoretyczny adekwatny do gospodarek bez historycznego doświadczenia centralnej regulacji gospodarki. A przesłanką do takiej oceny jest istnienie wyjątkowych - słabych grup na rynku pracy a którymi „tamte” systemy w ogóle się nie zderzały. Chodzi min. o mężczyzn i kobiety w wieku 45 i więcej lat, osoby bezrobotne zamieszkałe na obszarach wiejskich. A więc rynek nie jest zbilansowany a obecnej wartości bezrobocia nie można odnosić do stanu bezrobocia równowagi w rozumieniu gospodarek wysoko rozwiniętych" - mówi dr Agnieszka Ziomek z Katedry Polityki Gospodarczej i Samorządowej na UE w Poznaniu.

Na następnej stronie przeczytasz, co przyciąga zagraniczne firmy do Poznania



Zagraniczni inwestorzy ciągną do Poznania

Choć dane statystyczne mogą być nieco zaniżone, nie ma wątpliwości, że Poznań pozytywnie wyróżnia się na polskim rynku pracy. Bardzo dobre wyniki notuje cały powiat poznański (stopa bezrobocia wynosi 3,6 proc.), a Wielkopolska może poszczyć się najniższym bezrobociem wśród województw (7,7 proc.). To w dużej mierze zasługa inwestorów, których w regionie nie brakuje. Pod względem liczby podmiotów z udziałem kapitału zagranicznego stolica Wielkopolski plasuje się w ścisłej czołówce Polski.

Niedawno w Sadach pod Poznaniem swoje centrum dystrybucyjne otworzył amerykański Amazon – w ciągu 3 lat pracę ma tu znaleźć 2 tys. osób, a razem pracownikami tymczasowymi zatrudnianymi w okresach przedświątecznych – nawet 5,5 tys. osób. Z kolei w Białężycach koło Wrześni ruszyła budowa nowej fabryki Volkswagena, która zapewni pracę ok. 3 tys. osób. Do największych inwestorów należą też GlaxoSmithKline, Bridgestone, Wrigley, SABMiller czy Franklin Templeton. Swoje centra usług IT i finansowo-księgowych mają tu też m.in. Microsoft, Carlsberg czy MAN.

Inwestycyjny sukces Poznania to niewątpliwie także efekt korzystnego położenia regionu i bliskości Niemiec, którzy od lat 90. są największym polskim partnerem handlowym.

„Sytuację poprawia permanentnie poprawiająca się infrastruktura transportowa – drogowa, kolejowa, lotnicza, co nie pozostaje bez wpływu zarówno na rozwój kontaktów biznesowych, jak i samą realizację zawartych kontraktów handlowych. Pozytywne efekty widoczne są w niesłabnącym zainteresowaniu inwestorów zagranicznych przedsięwzięciami zarówno w sektorze przemysłu, jak i usług” – mówi dr hab. Baha Kalinowska-Sufinowicz.

Tak niskiej stopy bezrobocia Poznaniowi nie udałoby się zapewne osiągnąć, gdyby nie rozwinięte zaplecze naukowe. „Poznań dysponuje znacznym potencjałem kapitału ludzkiego, m.in. dzięki wielu prężnie działającym ośrodkom, które przyciągają swoją ofertą edukacyjną osoby spoza miasta. Wiele z nich pozostaje w Poznaniu, powiększając zasoby osób z wykształceniem wyższym” - dodaje.

Nie da się jednak ukryć, że zagraniczni inwestorzy ciągną do Poznania w dużej mierze także ze względu na stosunkowo niskie koszty pracy. Średnie wynagrodzenie w całym powiecie poznańskim wynosiło w 2013 roku 3513 zł brutto, czyli 90,6 proc. średniej dla Polski. W Poznaniu było wyższe i sięgało 4 256 zł brutto (110 proc.).

„Obserwując rynki pracy wielu innych krajów, można dojść do przekonania, że niższemu poziomowi wynagrodzeń towarzyszy często niższy poziom bezrobocia – coś za coś. Pracodawców stać bowiem na zatrudnienie większej liczby osób” – uważa dr hab. Baha Kalinowska-Sufinowicz.

Zdaniem dr Agnieszki Ziomek, Poznań jest miastem ekonomicznie efektywnym pod względem funkcjonowania rynku pracy. Na czym to polega? „Wysoka wydajność niska cena pracy. Już 10 lat temu zauważalne były ale nienagłaśniane korzystne dla Wielkopolski i niższe niż na Mazowszu płace managementu. W relacji do nich utrzymywano niższe płace pracowników produkcyjnych” – tłumaczy ekonomistka.

Jaki jest najważniejszy klucz do zrównoważenia rynku pracy i czego inne samorządy mogą uczyć się od Poznania? Czytaj na następnej stronie



Małe firmy, wielkie efekty

Zdaniem specjalistów kluczem do sukcesu poznańskiego rynku pracy są jednak rodzimi przedsiębiorcy. "Najistotniejszą rolę w utrzymaniu dobrej sytuacji na poznańskim rynku pracy odgrywają lokalni pracodawcy, w dużej części mali i średni przedsiębiorcy, którzy od początku 2014 coraz chętniej zaczęli przyjmować ludzi do pracy. Do końca października, w dyspozycji naszego urzędu było prawie 14 tys. ofert pracy. Ostatnie takie dane mieliśmy w 2008 roku – 13 404 ofert przez 12 miesięcy. Ale jest jeszcze sporo do zrobienia, by sytuacja była tak dobra jak w 2007 roku, gdy urząd dysponował prawie 17,5 tys. ofert zatrudnienia" – mówi Magdalena Morze, specjalista ds., promocji w Powiatowym Urzędzie Pracy w Poznaniu.

W Poznaniu i całym powiecie poznańskim działalność gospodarczą prowadzi ponad 111 tys. osób fizycznych. Dla porównania, we Wrocławiu i powiecie wrocławskim jest to 82,8 tys. osób. „Ostatnio w mieście kwitnie scena start-up’owa, która z jednej strony pokazuje wielką siłę i przedsiębiorczość osób młodych, które poszukują innowacji, ale z drugiej - jest wynikiem braku alternatywy na znalezienie pracy w dużych przedsiębiorstwach, których w Poznaniu brakuje” – mówi dr Beata Woźniak-Jęchorek.

„Recepta na sukces statystyczny tkwi w przedsiębiorczości. Trzeba jednak pamiętać, że tego typu rynek pracy z bardzo dużym udziałem małych i średnich firm nie oferuje atrakcyjnych, dobrze płatnych miejsc pracy dla siły najemnej” – dodaje.

Od początku 2014 roku na aktywizację zawodową w regionie PUP wydał już ponad 20 mln zł. Dzięki temu na staże do pracodawców zostało skierowanych 1000 osób, dodatkowo prawie 500 osób skorzystało z form pomocy finansowej, w tym subsydiowanych miejsc pracy. „Dzięki naszemu wsparciu na lokalnym rynku w 2014 roku pojawi się ponad 550 nowych firm – jednoosobowych działalności gospodarczych. Mikrofirmy, które powstają na poznańskim rynku bardzo dobrze sobie radzą i ponad 70 proc. z nich nadal funkcjonuje po zakończeniu 12 miesiącach wymaganych, by dotacja z urzędu była bezzwrotna. Spora część z tych firm dalej się rozwija z czasem stając się pracodawcami” – mówi Magdalena Morze z PUP w Poznaniu.

Zdaniem specjalistki, mamy w tej chwili do czynienia z powolną zmianą na rynku pracy, zmierzającą do sytuacji gdy można mówić o tzw. „rynku pracy pracownika”, kiedy to osoba szukająca pracy może pozwolić sobie na wybranie tej oferty zatrudnienia, która spełnia jej oczekiwania w stopniu najbardziej zadowalającym.

„Nie ma jednak obawy, abyśmy mogli mówić o braku rąk do pracy. Sytuacja zatrudnieniowa na terenie województwa wielkopolskiego jest bardzo zróżnicowana i często celem migracji zarobkowej dla mieszkańców powiatów, w których stopa bezrobocia jest wysoka, jest właśnie Poznań, traktowany metropolitalnie, łącznie z gminami powiatu poznańskiego. To tutaj lokują się duże inwestycje i dlatego łatwiej jest znaleźć pracę” – mówi Magdalena Morze.

Dr Agnieszka Ziomek z UE w Poznaniu przyznaje, że trudniej jest oceniać sukces Poznania jako rezultat zmian po stronie zasobu pracy. „Myślę że jakiś postęp w doskonaleniu kwalifikacji w odpowiedzi na wymagania pracodawcy, przynosi już dobre rezultaty, ale czy byłby na tyle silny żeby podtrzymać zatrudnienie przy fali dekoniunktury? Tego nie wiemy. Pewne jest jednak że niskie bezrobocie to wysokie zatrudnienie, a ono wynika z możliwości prowadzenia biznesu w Wielkopolsce”.

Co więc można radzić innym samorządom na przykładzie sukcesu Poznania na rynku pracy? Zdaniem ekonomistki, kluczem jest kombinacja takich czynników, jak przemyślana strategia rozwoju, konsekwentna realizacja polityki rozwoju, świadomość i poparcie mieszkańców oraz poczucie dumy.

>>> Polecamy: Cała prawda o polskim rynku pracy. NBP burzy wszystkie mity

Miasta w Polsce z najniższym i najwyższym bezrobociem w październiku 2014 r. / Forsal.pl
Poznań, fot. In Green / ShutterStock