Tydzień na rynkach finansowych zaczyna się w nienajlepszych nastrojach przy świeżych oznakach słabości chińskiego przemysłu i wciąż pamiętanym słabszym odczycie PKB z USA.

Inwestorzy żyją także doniesieniami ze Szwajcarii, jakoby SNB wyznaczył nieoficjalny korytarz dla EUR/CHF.

Szwajcarska gazeta Schweiz am Sonntag donosi cytując źródła zbliżone do banku centralnego, że SNB nieoficjalnie prowadzi politykę utrzymania EUR/CHF w korytarzu 1,05-1,10. Rzecznik banku odmówił komentarza, jednak rynek nie czeka na potwierdzenie i dziś wyciąga EUR/CHF ponad 1,05. Spekulacje, czy i w ogóle SNB agresywnie działa na rynku, trwają od zeszłego tygodnia i przynoszą wysoką zmienność rynku franka w obu kierunkach. Biorąc pod uwagę płytkość rynku po tym, jak wielu uczestników rynku „sparzyło się” na usunięciu limitu 15 stycznia, SNB może nie mieć trudnego zadania na polu osłabienia franka, o ile bank faktycznie jest aktywny.

Reklama

Niepewność inwestorów gra na korzyść SNB i z tego względu szanse na otrzymanie oficjalnego stanowiska banku są marne. Ale handel na CHF dalej wygląda na spekulacyjne szukanie okazji niż próba zajęcia fundamentalnych pozycji w walucie, dlatego na razie trudno mówić o trwałości wypracowanych poziomów.
Ropa naftowa zaliczyła imponujący wzrost w piątek z ceną WTI szybującą o 8 proc. ponad 48 USD/b. Reakcję przypisuje się informacji o największym od 30 lat tygodniowym spadku liczby funkcjonujących szybów wiertniczych w Ameryce Północnej. Do wyczerpania globalnej nadpodaży surowca jeszcze daleka droga, ale wydaje się, że rynek ma argumenty, by przynajmniej uklepać dno cenowe. Odbicie cen ropy wsparło waluty surowcowe (AUD, CAD, NOK), choć dzisiejsze spadki WTI poddają w wątpliwość trwałość poprawy.

Kłody pod nogi dla sentymentu wokół rynku surowców rzucają dane z Chin. Oficjalny indeks PMI dla chińskiego przemysłu w styczniu pierwszy raz od września 2012 r. wskazał na kurczenie się sektora (49,8 poprz. 50,1) i tym samym dołączył do wskazań prywatnego wskaźnika przygotowywanego przez HSBC (49,7, poprz. 49,8). Dane są rozczarowujące i będą stanowić zewnętrzny czynnik ryzyka osłabiający przede wszystkim waluty Antypodów. W dalszym terminie sygnały słabości z gospodarki będą przemawiać za reakcją Ludowego Banku Chin, ale to tylko nasili oczekiwania na podobne decyzje ze strony banków centralnych Australii i Nowej Zelandii, utrzymując presję na krajowe waluty.

Dalej w poniedziałkowym kalendarium mamy wysyp styczniowych wskaźników PMI dla przemysłu. W Polsce oczekujemy poprawy indeksu do 53,1 z 52,8 w grudniu, ale tak niewielka zmiana ma nikłe szanse, by przełożyć się na istotne umocnienie złotego. Rewizja odczytów z Francji, Niemiec i strefy euro zwykle spotyka się z neutralną reakcją unijnej waluty, ale świeże wyniki dla Hiszpanii i Włoch mogą przyciągnąć uwagę. Zdecydowanie więcej może pokazać rynek funta, gdyż grudniowy PMI był sporym rozczarowaniem i wokół dzisiejszego odczytu narosły oczekiwania na odbicie (52,7, poprz. 52,5). Po południu z USA w pierwszej kolejności uwagę skupi indeks ISM, szczególnie że po piątkowym słabszym od prognoz odczycie PKB za IV kwartał narosły wątpliwości o solidność ożywienia gospodarki i jej odporność na rozwój sytuacji za granicą. Odczyt powyżej konsensusu (54,5) powinien być wspierający dla USD. Oprócz ISM dziś także dane o dochodach i wydatkach Amerykanów w grudniu oraz PMI.