Koalicja: syryjska opozycja, Kurdowie wezmą udział w walce o Rakkę

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
26 października 2016, 21:21
Gen. Stephen Townsend, dowódca amerykańskich sił w Iraku i Syrii oraz koalicji walczącej z IS, poinformował w środę, że w skład sił, które będą walczyć o Ar-Rakkę, bastion dżihadystów w Syrii, wejdzie syryjska opozycja i kurdyjska milicja YPG.

"Jedyną siłą zdolną do tego w jakimś możliwie szybkim terminie są Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), których ważną częścią jest YPG (...). Zaczniemy wkrótce izolować Rakkę z tymi siłami, które są gotowe do akcji" - powiedział Townsend podczas konferencji prasowej.

Takie działania koalicji zapowiedział dzień wcześniej Szef Pentagonu Ash Carter, podczas spotkania w ministrów obrony państw wchodzących w skład koalicji walczącej z Państwem Islamskim (IS), które odbyło się w Paryżu.

Carter powiedział, że "zasadą strategiczną koalicji jest to, że należy identyfikować skuteczne siły lokalne" i pozwolić im interweniować; dodał też: "Chodzi nam o trwałe zwycięstwo nad IS, a takiego zwycięstwa nie można osiągnąć za pomocą sił zewnętrznych".

Koalicja podkreśla konieczność szybkiego odizolowania Rakki, aby nie dotarli tam dżihadyści z Mosulu, gdzie trwa ofensywa sił irackich.

Amerykanie traktują YPG jako ważnego sojusznika w walce z IS, jednak Turcja, która ogłosiła niedawno, że chce wziąć udział w walce o Rakkę, przy okazji kampanii przeciw dżihadystom walczy też Kurdami.

Ankara uważa YPG za organizację terrorystyczną i przedłużenie zdelegalizowanej w Turcji Partii Pracujących Kurdystanu (PKK). Tymczasem YPG stanowi bardzo znaczącą część SDF.

Poparcie Amerykanów dla kurdyjskiej milicji było już wcześniej źródłem napięć między Waszyngtonem a Ankarą.

Townsend powiedział, że w sprawie "roli, jaką YPG odegra w walce o Rakkę", Amerykanie prowadzą rozmowy z Ankarą.

Pod koniec sierpnia siły tureckie rozpoczęły operację o kryptonimie "Tarcza Eufratu", której celem jest oczyszczenie z obszarów przy południowej granicy Turcji z bojowników Państwa Islamskiego oraz uniemożliwienie kurdyjskim bojownikom, wspieranym przez USA, zdobywanie nowych terenów w Syrii.

Współpracę koalicji z Turcją utrudniają dodatkowo napięte relacje między Ankarą a Bagdadem, które ostatnio pogorszyły się na tyle, że obie strony wezwały ambasadorów do złożenia wyjaśnień.

Tureccy żołnierze stacjonują w Iraku w bazie Baszika, w północnej prowincji Niniwa, gdzie szkolą irackie milicje sunnickie do walk o odbicie Mosulu. Turcja deklaruje wolę odegrania ważnej roli w obydwu ofensywach koalicji, choć jej zaangażowania na swoim terytorium nie życzy sobie Bagdad. Mimo to szef tureckiej dyplomacji Mevlut Cavusoglu oznajmił we wtorek, że Turcja może rozpocząć ofensywę lądową na północy Iraku, aby wyeliminować "wszelkie zagrożenia" dla jej interesów.

Według ocen zachodnich wywiadów w Mosulu jest od 5 do 6 tys. bojowników IS, a w Rakce jest ich między 3 a 4 tys. Mosul jest bastionem dżihadystów; to tam w czerwcu 2014 roku lider IS Abu Bakr al-Bagdadi proklamował kalifat na okupowanych terenach w części Iraku i Syrii. (PAP)

fit/ mc/

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj