Imponujący wzrost zainteresowania domowymi instalacjami fotowoltaicznymi to przede wszystkim efekt rządowego programu „Mój prąd” i dopłat do paneli. Jego efekty przeszły najbardziej optymistyczne oczekiwania – jak wynika z rocznego podsumowania programu od 30 sierpnia 2019 r. do 30 sierpnia 2020 r. Polacy złożyli 131,4 tys. wniosków o wsparcie takich inwestycji. To ponad 350 dziennie. Ale skuteczność programu należy mierzyć nie liczbą wniosków, ale jego realnymi efektami, a te są imponujące. Krzywa ilustrująca wzrost liczby i mocy instalacji pnie się stromo w górę – na koniec czerwca funkcjonowało w Polsce 262,3 tys. mikroinstalacji o łącznej mocy 1,7 GW. 1 września moc całej zainstalowanej fotowoltaiki przekroczyła 2,5 GW i wzrosła miesiąc do miesiąca o 11 proc., a to właśnie mikroinstalacje były głównym źródłem tego wzrostu. Rekordowa dobowa produkcja została zanotowana 12 sierpnia 2020 r. W tym dniu panele fototowoltaiczne (PV) wyprodukowały 12,3 GWh energii elektrycznej.

Słoneczna eksplozja

– Program „Mój Prąd” to była iskra, która spowodowała eksplozję – mówił podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach wiceminister klimatu Ireneusz Zyska.

– W Polsce mamy obecnie 260 tys. prosumentów, czyli jednocześnie i konsumentów, i producentów energii; liczymy, że w 2030 r. będzie ich milion – mówił kilka dni temu minister klimatu Michał Kurtyka po odpisaniu listu intencyjnego o ustanowieniu partnerstwa na rzecz rozwoju przemysłu fotowoltaicznego i zawarcia porozumienia sektorowego.

Domowa fotowoltaika ma wsparcie nie tylko ze strony rządowych programów, ale również komercyjnych instytucji finansowych. Wiosną ubiegłego roku PKO Bank Polski zaczął udzielać Ekopożyczki, która wspiera inwestycje gospodarstw domowych w instalacje fotowoltaiczne. Także BGK ogłosił gwarancje kredytowe biznesmax na takie instalacje dla firm. Fotowoltaikę na raty można już sfinansować kredytami oferowanymi też m.in. przez BOŚ Bank, BNP Paribas, Alior Bank, Santander Consumer Bank.

Reklama

Prosument, czyli kto

Jeszcze nie tak dawno rynek energii wyglądał prosto – zakłady energetyczne – elektrownie, produkowały energię, a ich odbiorcami były firmy i gospodarstwa domowe. Wzrost popularności mikroinstalacji niesie ze sobą rewolucyjną zmianę – coraz większa część dotychczasowych klientów zawodowej energetyki staje się aktywnym elementem tego systemu.

Mikroinstalacje fotowoltaiczne pozwalają bowiem produkować prąd na własne potrzeby, ale również – w przypadku pojawienia się nadwyżek – można je dostarczać do sieci i odbierać później.

Tak narodziło się pojęcie prosumenta. W polskim prawie prosument jest definiowany jako osoba, która wytwarza energię elektryczną z odnawialnych źródeł energii na własne potrzeby za pomocą mikroinstalacji, jednocześnie może ją magazynować i przekazywać nadwyżkę do sieci energetycznej. Ustawodawca zaznacza jednak, że przekazywanie energii nie może być przeważającą częścią działalności gospodarczej.

Prosumenci spełniający wymogi tej definicji mogą korzystać z systemu opustów – dostarczoną do sieci energię mogą „odzyskać” - np. w nocy – w stosunku 1 do 0,8 dla mniejszych instalacji (do 10 kW) lub 1 do 0,7 (od 10 kW do 50 kW). W ten sposób sieć elektroenergetyczna jest traktowana przez prosumenta jako swego rodzaju magazyn energii.

Wielka moc małych instalacji

Pojawienie się w systemie zjawiska prosumenta zmienia cały system elektroenergetyczny. Największe wyzwanie pojawia się przed segmentem dystrybucji energii. Dotychczas – w bardzo dużym uproszczeniu – przesył energii odbywał się jednokierunkowo – od producenta do konsumenta. Pojawienie się tysięcy prosumentów oznacza, że ruch w sieci będzie dwukierunkowy.

Kolejnym związanym z tym wyzwaniem jest stabilność sieci. Przy kilku dużych źródłach wytwarzania, jak jeszcze kilkanaście lat temu zachowanie stabilności dostaw energii zależało praktycznie jedynie od stanu sieci przesyłowej, obecnie znacznie trudniej będzie kontrolować przesył. Mówiąc najprościej – OZE są źródłami niestabilnymi, ponieważ nie zawsze świeci słońce i nie zawsze wieje wiatr. Gdy warunki atmosferyczne będą dla OZE niekorzystne, trzeba będzie zadbać, by szybko uzupełnić ten ubytek z innych źródeł. Elektrownie węglowe są pod tym względem nienajlepszym rozwiązaniem za względu na małą elastyczność; znacznie lepiej do roli stabilizatora systemu nadaje się gaz i atom.

Słowo „elastyczność” będzie często używane w debacie o transformacji energetyki zawodowej, która jest konieczna przy rozwoju energetyki prosumenckiej. Z tego punktu widzenia nowego wymiaru nabierają zapowiedzi PKN Orlen i Enei o kontynuacji budowy bloku energetycznego w Ostrołęce, tyle że zasilanego już gazem, a nie węglem jak pierwotnie planowano.

Czynnikiem zwiększającym stabilność systemu, który trzeba uwzględniać w kalkulacjach dotyczących rozwoju energetyki prosumenckiej, będzie rozwój elektromobilności, który – zdaniem wielu ekspertów – będzie również oznaczał rozwój systemu „przechowywania” energii poprzez baterie samochodowe oraz magazyny energii zlokalizowane przy punktach ładowania pojazdów. Będzie to dodatkowy element umożliwiający optymalizację pracy krajowego systemu elektroenergetycznego.

Na większą skalę

W produkcję prądu z odnawialnych źródeł, również na własne potrzeby, coraz częściej angażują się przedsiębiorstwa, także te największe. Przykładowo wiosną tego roku PKN Orlen ogłosił, że na budynku koncernu w Płocku powstała mikroinstalacja fotowoltaiczna o mocy prawie 50 kWp.

Instalacja zasilająca spółkę z Grupy Orlen, wpisuje się w realizowany na wielu poziomach proces transformacji energetycznej. PKN Orlen jako pierwszy koncern paliwowy z Europy Środkowej zadeklarował niedawno cel osiągnięcia neutralności emisyjnej w 2050 roku. Fotowoltaika stanowi uzupełnienie projektów nisko- i zeroemisyjnych, w które koncern jest obecnie zaangażowany.

Energetyka prosumencka to nie tylko fotowoltaika, najbardziej dostępna dla indywidualnych wytwórców prądu. Ze względu na wysokie nakłady inwestycyjne i ograniczenia regulacyjne energetyka wiatrowa to raczej kierunek dla podmiotów gospodarczych. Ale już np. geotermia i uzyskiwanie energii z biomasy mogą okazać się znakomitym rozwiązaniem w skali samorządu lokalnego, np. w ramach tzw. klastrów energii. Celem ich funkcjonowania jest zapewnienie ciągłości dostaw energii na poziomie lokalnym przy jednoczesnym pozytywnym wpływie na środowisko naturalne. W systemie klastra mogą występować różne źródła wytwórcze, ze szczególnym uwzględnieniem odnawialnych źródeł energii korzystających z własnej sieci dystrybucyjnej lub współpracujące z operatorem.

Także na tym polu spółki Skarbu Państwa wykazują sporą aktywność. W lipcu Orlen Projekt – spółka z Grupy Orlen, podpisała w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi list intencyjny ze spółką H.Cegielski-Poznań, Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa i Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu w sprawie współpracy przy budowie biogazowni rolniczych opartych na innowacyjnej polskiej technologii, które umożliwią zagospodarowanie substratów z gospodarstw rolnych i ich przetworzenie na energię elektryczną oraz biometan. Realizacja projektu będzie oznaczała dla spółki utworzenie nowej linii biznesowej i wzbogacenie jej portfolio o kolejny bioprodukt.

System po nowemu

Ta rewolucja wymusza nowe podejście do regulacji sektora i jego organizacji. Polskie Sieci Elektroenergetyczne opracowały koncepcję Prosumenckiej Chmury Energii (Prosumer Energy Cloud), której realizacja umożliwi bardziej efektywne rozliczanie odbiorców energii, którzy posiadają własne mikroinstalacje wytwórcze. Rozwiązanie to zakłada funkcjonowanie wirtualnego „portfela” prosumenta, w którym przechowywane będą informacje o wolumenie energii pobranej z sieci i wprowadzonej do niej.

Polskie Sieci Elektroenergetyczne przedstawiły koncepcję Wirtualnego Punktu Przyłączenia (WPP), w myśl której licznik jest przypisany wyłącznie do punktu w sieci, a nie do konkretnego użytkownika, jak ma to miejsce obecnie. Dzięki tej zmianie każdy użytkownik będzie mógł swobodnie przyłączać się do dowolnego WPP. Uprości to rozliczenia za energię elektryczną i pozwoli na rozwój elektromobilności i klastrów energii.

Z kolei w obecnie opracowywanej nowelizacji ustawy o OZE rząd planuje wprowadzić pojęcie tzw. prosumenta wirtualnego. O co chodzi? Obecnie prosumentami mogą zostać jedynie właściciele własnych domów, którzy instalują panele na swoich dachach. Osoby mieszkające w miastach bardzo często nie mają możliwości zainwestowania we własną instalację fotowoltaiczną. Pomysł polega z grubsza rzecz biorąc na tym, by takie podmioty – np. spółdzielnie mieszkaniowe, mogły zainwestować udziały w farmie fotowoltaicznej położonej w innym miejscu – nawet bez konieczności fizycznego podłączenia. Taki podmiot stawałby się „właścicielem” (proporcjonalnie do udziałów) wyprodukowanej w takiej instalacji energii, mógłby ją wykorzystać na własne potrzeby (chociaż oczywiście nadal byłby zasilany z dotychczasowej sieci), a nadwyżki sprzedawać.

Rozwój OZE i energetyki prosumenckiej będzie stanowił dla sektora elektroenergetycznego rewolucję podobną do tej, jaką przeżyła gospodarka na skutek rozwoju internetu. Branża musi się do tego przygotować na wielu polach – od źródeł wytwarzania, które muszą zapewniać większą elastyczność, poprzez fundamentalne zmiany funkcjonowania sieci przesyłowych. Kolejne zadania spoczywają na prawodawcach i regulatorach, którzy muszą opracować stosowne przepisy dotyczące chociażby sposobu rozliczeń.

Ta transformacja już się rozpoczęła i dobrze, że polskie firmy to dostrzegają i inwestują w energetykę gazową i OZE. Bo pozostawanie w tyle za tym trendem będzie znacznie bardziej kosztowne.

ADS

Partner

Materiały prasowe