Według wczorajszych doniesień portalu EUobserver rezolucja wzywająca do zablokowania dalszej budowy Nord Streamu 2, do której podjęcia wezwali deputowani Zielonych, mogłaby liczyć w Strasburgu na ponadpartyjne poparcie. Samo w sobie stanowisko PE to jednak za mało. Tym bardziej że europarlament zawsze był w sprawie Nord Streamu bardziej krytyczny niż inne instytucje UE. Postulat zablokowania jego budowy kilkakrotnie pojawiał się już w jego uchwałach. Ostatnie dni przyniosły jednak również zaostrzenie retoryki Komisji Europejskiej. Szef unijnej dyplomacji Josep Borrell stwierdził, że UE od dawna sprzeciwia się Nord Streamowi 2 w związku z obawami o zwiększenie zależności Europy od rosyjskiego gazu, jednak brakowało jej narzędzi, by zatrzymać popierany przez Berlin projekt. W stanowisku przekazanym Polskiej Agencji Prasowej Komisja stwierdziła, że rosyjski gazociąg „nie jest projektem stanowiącym przedmiot wspólnego europejskiego interesu”. Polityka KE wobec Nord Streamu była dotąd ambiwalentna – z jednej strony krytykowała ona gazociąg z perspektywy bezpieczeństwa energetycznego i tak kształtowała przepisy dyrektywy gazowej, by ograniczyć jego rentowność, z drugiej – krytykowała amerykańskie sankcje i sygnalizowała możliwość angażowania się na rzecz poszkodowanych przez nie firm.
Napięcie zwiększa również strona rosyjska. Zatrzymanie Aleksieja Nawalnego w zasadzie wyklucza możliwość zmiękczenia stanowiska USA w sprawie gazociągu, przynajmniej w pierwszych tygodniach prezydentury Joego Bidena. Sankcje wobec Nord Streamu 2 cieszą się ponadpartyjnym poparciem amerykańskiego Kongresu. Sam prezydent także ma na koncie krytykę projektu. Na to, że zmityguje ją w imię poprawy stosunków z Europą, liczył Berlin, jednak – w ocenie komentatorów – nowy prezydent nie może sobie dziś pozwolić na wizerunek zbyt miękkiego wobec Moskwy. Niedawno Waszyngton zdecydował o uruchomieniu sankcji wobec gazociągu. Wątpliwe, by stało się to bez konsultacji i przyzwolenia ze strony nowej administracji. Kontynuację działań na rzecz zatrzymania Nord Streamu zapowiedział też w Senacie przyszły sekretarz stanu USA Antony Blinken. Sankcje wymierzone są póki co w wykorzystywany przy układaniu rury na dnie Bałtyku statek „Fortuna” i jego armatora, rosyjską spółkę KVT-RUS. W grę wchodzi jednak dalsze ich rozszerzanie. W efekcie już teraz z projektu wycofują się kolejne zaangażowane firmy.
Reklama
Za utrzymaniem presji na Nord Stream 2 przemawiają także interesy amerykańskiej branży gazowej, dla której zatrzymanie projektu to szansa na większe dochody z eksportu LNG do Europy. Z kolei zapunktowanie w tej sprawie zwiększa szanse Bidena na uzyskanie poparcia zachowawczych bądź bliskich lobby paliwowemu demokratycznych senatorów dla części swojego programu klimatycznego. Jak ocenił w rozmowie z Politico były pełnomocnik ds. energetycznych w administracji Baracka Obamy Richard Morningstar, kompromisowym rozwiązaniem zaproponowanym Berlinowi mogłoby być zawieszenie finalizacji gazociągu do czasu wypracowania szerokiego porozumienia – z udziałem Niemiec, Polski, Ukrainy i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej – które chroniłoby interesy Kijowa i ograniczało zagrożenia dla bezpieczeństwa regionu związane z Nord Streamem.
Sceptyczny wobec szans na realne długofalowe zaostrzenie unijnej polityki wobec Rosji, w tym w odniesieniu do Nord Streamu, jest były szef MSZ, obecnie europarlamentarzysta PiS Witold Waszczykowski. Według niego wzmożenie związane z zatrzymaniem rosyjskiego opozycjonisty jest chwilowe, a po nim w Europie wróci polityka „business as usual”. – Skończy się na krytyce, reprezentowanie unijnego stanowiska zrzuci się na Josepa Borrella, który przez Rosjan jest marginalizowany, nie jest uznawany za partnera do rozmowy – mówi DGP polityk. Powątpiewa także – ze względu na wpływy niemieckie w kluczowych frakcjach – w możliwość przeforsowania w PE rezolucji wzywającej do zablokowania budowy rosyjskiego gazociągu.
O tym, że Nord Stream 2 zostanie dokończony, zapewnia w dalszym ciągu rosyjski rząd. Obawy o perspektywy realizacji projektu po raz pierwszy wyraził jednak w ostatnich dniach główny udziałowiec inwestycji, rosyjski Gazprom, który w prospekcie dotyczącym emisji euroobligacji przyznał, że w wyniku „presji politycznej” budowie grozi zawieszenie lub całkowite zatrzymanie.
Finalizacja gazociągu już raz stanęła pod znakiem zapytania w związku z Nawalnym – po próbie jego zabójstwa głosy o konieczności zawieszenia projektu przybrały na sile w Niemczech. Za takim rozwiązaniem opowiedział się wtedy m.in. szef komisji spraw zagranicznych Bundestagu i niedawny pretendent do pokierowania CDU Norbert Röttgen. Zmiany stanowiska rządu w sprawie gazociągu nie wykluczali także ówczesna liderka chadeków, kierująca resortem obrony Annegret Kramp-Karrenbauer czy szef MSZ Heiko Maas (SPD). O podtrzymaniu wsparcia dla projektu zdecydowała postawa Angeli Merkel, która opowiedziała się za rozdzieleniem kwestii Nawalnego i Nord Streamu. Jak się wydaje, po aresztowaniu rosyjskiego opozycjonisty zdania nie zmieniła. ©℗
Sankcje wobec Nord Stream 2 cieszą się również poparciem Kongresu USA