„Zgodnie z harmonogramem wynikającym z Umowy społecznej dla górnictwa, szacujemy, że za 12-13 lat poziom wydobycia będzie mniej więcej o połowę mniejszy w stosunku do dnia dzisiejszego” – powiedział w piątek dziennikarzom prezes PGG.

Jak ocenił, ewentualne korekty wielkości wydobycia w poszczególnych latach mogą wynikać z otoczenia rynkowego – np. wielkości zapotrzebowania na węgiel ze strony gospodarstw domowych czy ciepłownictwa, nie zmienia to jednak zasadniczego kierunku, jakim jest redukcja zdolności produkcyjnych i stopniowe odchodzenie od węgla w energetyce.

Reklama

Przed tygodniem największa górnicza spółka otrzymała z budżetu państwa 400 mln zł tytułem dopłaty do redukcji zdolności produkcyjnych – to pierwsza transza środków, wypłacanych dzięki nowelizacji ustawy górniczej, ustanawiającej system publicznego wsparcia dla górnictwa. Wkrótce firma będzie wnioskować o kolejną transzę, jednocześnie rozliczając wydatkowanie poprzedniej.

Środki z dotacji – tłumaczył w piątek prezes PGG – wydawane są mniej więcej po połowie na bieżące potrzeby spółki związane m.in. z zakupami usług i materiałów do produkcji oraz na wynagrodzenia 36,5-tysięcznej załogi. Szczegółowy mechanizm wyliczania dopłat zawarty jest w rozporządzeniu resortu aktywów państwowych.

Rogala nie skomentował podawanych podczas parlamentarnych prac nas ustawą informacji, według których w tym roku PGG może liczyć w sumie na ponad 5 mld zł wsparcia, a łącznie do końca 2031 roku – ok. 20,7 mld zł. Prezes poinformował, iż miniony rok – według wstępnych danych – Grupa zamknęła stratą netto rzędu 700-800 mln zł, przy przychodach ze sprzedaży węgla w wysokości 7,6 mld zł. Kopalnie spółki wydobyły ponad 23 mln ton węgla, a wielkość sprzedaży przekroczyła 24 mln ton.

Prezes PGG potwierdził, iż trwają ostatnie przygotowania do złożenia w Komisji Europejskiej wniosku notyfikacyjnego dotyczącego pomocy dla górnictwa. Pytany o perspektywę zwrotu otrzymanej pomocy, gdyby Komisja ostatecznie nie zgodziła się na proponowane przez Polskę rozwiązania, Rogala wyraził przekonanie, że Komisja przyjmie argumenty strony polskiej.

„Idziemy drogą, która nie jest w Europie nieznana – np. Niemcy korzystały z niej przez ok. 20 lat. Ponadto jest to model w pełni uzasadniony otoczeniem zewnętrznym, które pokazuje, iż droga i forma, które przyjęliśmy, są zasadne i służą zapewnieniu obywatelom niemożliwie najtańszej energii” – tłumaczył szef największej w UE górniczej firmy.

Rogala wskazał na postępujący wzrost zależności energetycznej Unii Europejskiej od importowanych surowców, głównie gazu ziemnego, co – jak argumentował – prowadzi do istotnego wzrostu cen energii elektrycznej. Jak wyliczał, według średnich cen za ub. rok, koszt wytworzenia jednej megawatogodziny energii z węgla to ok. 430 zł (w tym 120 zł stanowi koszt węgla, a 310 zł opłaty związane z emisją CO2), zaś w przypadku gazu było to 850 zł (w tym 190 zł koszt CO2 i 660 zł koszt gazu).

„Widzimy, że paliwo węglowe jest trzy razy tańsze od gazowego. Niestabilność cen gazu ziemnego powoduje, iż nie sprawdza się on jako paliwo przejściowe. Gdyby dziś chcieć +wyłączyć+ węgiel i zastąpić go w pełni gazem, wyprodukowanie energii elektrycznej kosztowałoby polską gospodarkę 47 mld zł więcej” – powiedział prezes PGG, tłumacząc konieczność stopniowego i racjonalnego odchodzenia od węgla, skorelowanego z uruchamianiem nowych mocy w krajowej energetyce.

Prezes przywołał notowania spotowych cen energii sprzed kilku dni – w Polsce było to 440 zł za megawatogodzinę, w Niemczech – w przeliczeniu - 530 zł, we Francji 690 zł, w Austrii 820 zł, zaś w Szwajcarii ok. 900 zł.

Tomasz Rogala potwierdził, iż uruchomienie systemu wsparcia dla górnictwa spowodowało konieczność zmiany umów PGG z tzw. energetyką zawodową w kierunku urynkowienia cen sprzedaży węgla do elektrowni. Obecnie kończy się proces zawierania nowych umów.

Prezes PGG nie chciał komentować toczących się w spółce negocjacji płacowych, dotyczących poziomu wynagrodzeń górników w 2022 roku. Na piątek zaplanowano kolejną turę rozmów – niewykluczone, że zakończy się ona porozumieniem. Związkowcy nieoficjalnie mówili wcześniej o postulacie 10-procentowej podwyżki płac, zarząd spółki – co wiadomo również nieoficjalnie – skłaniał się do 7,5 proc.

Szef największej górniczej spółki przyznał, że w związku ze skumulowaniem w lutym dwóch wypłat – miesięcznej pensji oraz nagrody rocznej, czyli tzw. czternastki - ok. 17,5 tys. górników mogło otrzymać uszczuplone świadczenia „na rękę”, co wiąże się z nowymi rozwiązaniami podatkowymi Polskiego Ładu. Osoby te powinny jednak „odzyskać” te środki po rocznym rozliczeniu podatkowym. Natomiast mniejsze wynagrodzenia netto otrzymuje w nowym systemie ok. 700 przedstawicieli wyższej kadry kierowniczej PGG, którzy zarabiają miesięcznie powyżej 12,8 tys. zł brutto.

Prezes zapewnił, że sprawa uszczuplonych w lutym świadczeń jest obecnie analizowana, a efekty analizy zostaną omówione ze związkowcami podczas spotkania w przyszłym tygodniu. Związki domagają się pilnego zrekompensowania mniejszych wypłat.