Za głupotę się płaci. Woźniak: Kupując surowce od Rosji, finansujemy jej machinę wojenną

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
28 lutego 2022, 12:02
Kupując surowce od Rosji, finansujemy jej machinę wojenną. Europa zmarnowała ostatnie osiem lat, które można było wykorzystać na uniezależnienie się od dostaw ze Wschodu - mówi w wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej Piotr Woźniak, prezes PGNiG w latach 2015‒2020, minister gospodarki w latach 2005‒2007.

W normalnych warunkach mniej więcej jedna czwarta rosyjskich dostaw gazu do Europy przepływa przez Ukrainę. To realne, że mimo wojny gaz będzie tłoczony w sposób niezakłócony?

Jedna czwarta to tylko możliwości (czyli przepustowość) sieci ukraińskiej, a nie fizyczny przesył. Od około dwóch lat dostawy z Rosji przez Ukrainę do Europy Zachodniej, w tym do Polski, spadły do niecałych 40 mld m sześc. na rok. Dlatego tym bardziej tłoczenie gazu, mimo wojny, jest realne. Wszystko zależy od strategii albo raczej taktyki inwazji wojskowej obranej przez Kreml. Rosyjskie wojsko może zdecydować się na prowokacyjne uderzenie w ukraińską infrastrukturę przesyłową, co doprowadziłoby do przerwania dostaw.

Co by to oznaczało?

Dalekosiężne konsekwencje. System gazociągów ukraińskich ma większą przepustowość niż jakakolwiek inna trasa, którą przesyłany jest gaz z Rosji do Europy. A nasz kontynent, ujmując to delikatnie, jest w dość nierównym stopniu przygotowany na pozyskiwanie gazu z innych kierunków. Ale największy cios, porównywalny nawet do uruchomienia gazociągu Nord Stream 2, będzie dla samej Ukrainy. Nasi napadnięci kilka dni temu sąsiedzi w 2015 r., po inwazji rosyjskiej na Krym, wstrzymali zakupy gazu bezpośrednio od firm z Rosji. Natomiast zniszczenie, a przez to wyłączenie tamtejszych gazociągów jako trasy przesyłowej do Europy, oznaczać będzie koniec możliwości zakupu gazu z Zachodu w ramach tzw. rewersu wirtualnego. Konieczność przejścia na fizyczne dostawy z Zachodu oznaczałaby dla Kijowa gigantyczne trudności, w tym koszty. Potrzebna byłaby nowa infrastruktura, nie tylko po stronie ukraińskiej, ale też po polskiej, nowe kontrakty z zachodnimi partnerami na przesył, z eksporterami na sprzedaż oraz opanowanie umiejętności handlu na zachodnich giełdach. Dodatkowo zagrożone przejęciem przez Rosję są terytoria na północnym wschodzie kraju, gdzie występują ukraińskie produkcyjne złoża gazu ziemnego.

Dla zachodu Europy to też będzie problem? Czy do jej zasilenia wystarczą Nord Stream 1, Turk Stream i Jamał?

W ostatnich latach dostawy szlakiem ukraińskim już bardzo mocno ograniczono. Realnie tłoczone jest nim nie więcej niż 30‒40 mld m sześc. rocznie. Taki wolumen można zastąpić dość łatwo, jeśli wziąć pod uwagę, że przepustowość samego Nord Stream 1 (działa w pełni od 2012 r.), tak jak i Nord Stream 2 (tydzień temu zawieszono certyfikację operatora tej trasy, ponieważ miał być nim Gazprom), to po ok. 55 mld m sześc. na rok.

Rozmawiał Marceli Sommer

Cały wywiad przeczytasz na gazetaprawna.pl

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj