dr Janusz Steinhoff, wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka, przewodniczący Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC / zelaznastudio.pl
Czy jest się czego obawiać, jeżeli chodzi o węgiel i o to, że jego deficyt będzie miał dla nas poważne skutki w nadchodzącym sezonie jesienno-zimowym?
Reklama
Zdecydowanie. My, Polacy mamy się czego obawiać, jeżeli chodzi o konsekwencje obecnej sytuacji w odniesieniu do nośników energii, po tym jak Europa wprowadziła embargo na ich import z Federacji Rosyjskiej. Była to konieczna decyzja, ponieważ Rosja od wielu lat wykorzystywała dostawy surowców energetycznych do różnych krajów, szczególnie do Europy, do prowadzenia imperialnej polityki zagranicznej. Agresja na Ukrainę to działanie bez precedensu po 1945 r. i wymaga wyjątkowej reakcji. Cywilizowany, demokratyczny świat tym razem musi postępować konsekwentnie, nie możemy pozwolić sobie na powtórkę sytuacji, która miała miejsce w trakcie aneksji Krymu. Ówczesna niewystarczająca aktywność Zachodu ośmieliła Rosję do obecnego ataku na Ukrainę.
Co nam grozi?
Nie podzielam hurraoptymizmu, bardzo często sygnalizowanego przez przedstawicieli rządu, że jesteśmy przygotowani i Polacy nie doświadczą żadnych skutków kryzysu energetycznego w Europie. Oczywiście doświadczą. Przede wszystkim pojawi się problem gazu. Kolejka do norweskiego gazu jest bardzo długa. Ubytek 150-170 mld m sześc. surowca, jeśli wliczyć w tę pulę również gaz skroplony importowany z Rosji, będzie wyjątkowo brzemienny w skutki. Nie da się paliwa z Rosji zastąpić importem z innych kierunków w tak krótkim czasie, czyli w skali roku czy nawet dwóch lat. Trzeba przebudować niektóre drogi transportowe, zwiększyć możliwości importu LNG etc.
Jeżeli chodzi o węgiel i ropę, to na rynkach światowych można je kupić łatwiej niż gaz. Jednak cena węgla poszybowała. W tej chwili w portach ARA ( Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia - red.) trzeba zapłacić 340-350 dol. za tonę. To kwoty niespotykane nigdy wcześniej.
Przypomnijmy więc, ile węgla importowaliśmy z Rosji, a teraz musimy ściągnąć z innych kierunków?
Około 8-9 mln t, przy czym były to importowane w znaczącym stopniu tzw. asortymenty grube, które trafiały do odbiorców komunalnych. To są wsie, małe miasteczka, ale również duże miasta - budownictwo komunalne w starych budynkach wyposażonych w piece. Ubytek takiego wolumenu węgla importowanego z Rosji będzie dotkliwy. Nie wiem, czy uda nam się taką ilość zaimportować przed sezonem grzewczym. Czy nasze porty zdołają przeładować tę ilość, bo import z Rosji odbywał się koleją. Wyzwaniem jest więc i zabezpieczenie kierunków importu, i logistyka. Unia przy podejmowaniu decyzji o embargu na węgiel, kierując się realizmem, postanowiła, że zakaz importu będzie obowiązywał od sierpnia br. Nasz rząd wprowadził ten zakaz w kwietniu, praktycznie bez jakiejkolwiek analizy skutków tej decyzji. Nie uwzględniono faktu, że sankcje w stosunku do Rosji są skuteczne, gdy wprowadzają je wszystkie kraje członkowskie.
Czyli, nawet jak uda się podpisać kontrakty na import z innych kierunków, nie będzie pewności, że ten węgiel do nas dotrze?
Optymistyczne wypowiedzi przedstawicieli rządu, że już płynie do nas węgiel z Australii etc., bardzo często nie mają pokrycia w faktach. Rynek węgla rządzi się swoimi prawami, musi się przeorientować. A ubytek rosyjskiego węgla jest znaczący dla całej Europy.
Dość krytycznie oceniam w tym kontekście powrót w tej kwestii do ręcznego sterowania. Do planów, by węgiel importowały, a następnie dystrybuowały przede wszystkim państwowe spółki. Podobnie źle oceniam dotowanie węgla i sztywne określenie kwoty tej dotacji. Może to stworzyć duże problemy organizacyjne. Zdecydowanie bardziej racjonalne byłoby bezpośrednie wsparcie odbiorców opału, z uwzględnieniem kryterium dochodowości. Rząd powinien raczej skupić się na roli regulacyjnej. Od importu węgla są wyspecjalizowani przedsiębiorcy. Oni potrzebują tylko trochę czasu, ewentualnie wsparcia w rozliczeniach z dostawcami.
Czy import będzie w stanie zrekompensować ubytek 8-9 mln t?
Trzeba dołożyć wszelkich starań. Uruchomić potencjał prywatnych firm, wyspecjalizowanych w imporcie, w obrocie węglem. A jednocześnie myśleć o logistyce, przepustowości naszych portów.
Czy brak węgla z Rosji odczują elektrownie, które opierają się na surowcu z naszych kopalń?
Zapotrzebowanie na węgiel w elektroenergetyce w pełni pokrywa polskie górnictwo. Do tego część elektroenergetyki jest zasilana węglem brunatnym. Nie widzę więc w elektroenergetyce wielkich problemów z zaopatrzeniem.
Czyli przez braki węgla nie grożą nam blackouty?
Nie przewiduję takich problemów. Przewiduję natomiast problemy w ciepłownictwie, które sprowadzało, często tańszy, węgiel z Rosji.
CAŁY TEKST W PONIEDZIAŁKOWYM WYDANIU DGP I NA E-DGP