Forsal logo

Fińska lekcja atomu. Warto wyciągnąć wnioski z kosztownych doświadczeń Helsinek [OPINIA]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
18 czerwca 2023, 08:58
Helsinki z lotu ptaka, Finlandia
Helsinki z lotu ptaka, Finlandia/ShutterStock
Na razie mamy atomowe plany, a nie rozpoczęte inwestycje. Tym bardziej warto wyciągnąć wnioski z kosztownych doświadczeń Helsinek.

Ambitny plan budowy w Polsce potężnych elektrowni atomowych oraz reaktorów „kieszonkowych” (SMR) to najlepszy sposób na porzucenie węgla i zaoszczędzenie przez gospodarkę gigantycznych wydatków na kupno uprawnień do emisji CO2. Ale zanim zostaną wbite pierwsze łopaty pod wielkie i mniejsze budowy, warto pomyśleć o tym, jak nie powtórzyć błędów Finlandii – żeby polski atom nie stał się finansową studnią bez dna.

Kwiecień 2023 r. przejdzie do historii energetyki w Unii Europejskiej. W Niemczech wyłączono ostatnie siłownie jądrowe (choć z powodu wojny w Ukrainie ich żywot nieco wydłużono), których przyszłość została politycznie pogrzebana przez zielone lobby w 2011 r. ze strachu przed skutkami katastrofy podobnej do Fukushimy i w związku z obawami dotyczącymi składowania odpadów radioaktywnych. Koniec atomu w Niemczech zbiegł się – przypadkowo – z oddaniem do użytku bloku atomowego w fińskiej elektrowni Olkiluoto.

Zatem mamy dwa państwa unijne i dwa różne podejścia do atomu: jedno zamyka siłownie, choć mogłyby jeszcze spokojnie przez lata pracować, drugie zaś otwiera najnowocześniejszą oraz największą elektrownię jądrową w Europie. To dowód na wewnątrzunijny dysonans w polityce energetycznej i klimatycznej, który ma wpływ także na inne państwa Wspólnoty, w tym Polskę, która właśnie ostro przygotowuje się do tego, by być największym placem budowy atomówek w Europie. Nasz przykład może stać się przełomem też dla całej UE, mimo niemieckiego „nein” dla energetyki jądrowej, w postrzeganiu znaczenia tej zeroemisyjnej technologii dla zapewnienia sobie przez państwa niezależności energetycznej. I która to technologia spełnia także warunki ambitnej polityki klimatycznej, czyli eliminacji spalania węgla (z czym także Niemcy nadal mają problem).

Na razie w Polsce mamy propagandowe podbijanie bębenka w sprawie atomu – a to kolejne deklaracje rządu o planowanych inwestycjach, a to spółek Skarbu Państwa w konsorcjach z inwestorami prywatnymi z kraju i zagranicy. Można odnieść wrażenie, że prąd z reaktorów jest w zasięgu naszych rąk i wystarczy naciśnięcie przycisku przez jednego wszechmocnego polityka, aby popłynął do naszych gniazdek. Nic bardziej mylnego. Można iść o zakład, że nasza droga do atomu będzie długa oraz wyboista, bardzo kosztowna, pełna finansowych i technologicznych niespodzianek. Dlaczego można to przewidywać w ciemno? Wystarczy spojrzeć na doświadczenia państw, które zdecydowały się na uruchomienie elektrowni jądrowych, aby zrozumieć, jak ogromne jest to wyzwanie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
publicysta ekonomiczny,  prezes Fundacji Przyjazny Kraj
Tomasz Prusek
publicysta ekonomiczny, prezes Fundacji Przyjazny Kraj
Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj