– Ciągle, mimo Konstytucji biznesu i powołania rzecznika MSP, brakuje nam przyjaznego nastawienia administracji państwowej wobec przedsiębiorców. Rzecznik oczywiście działa, ale ma za słabe kompetencje do tego, by skutecznie interweniować, np. cofnąć decyzję administracyjną – mówi Dziennikowi Gazecie Prawnej Ryszard Florek, prezes FAKRO, pytany o oczekiwania pod adresem rządu. Jak podkreśla, chodzi o stworzenie w Polsce systemu ochrony konkurencji – wyeliminowania nadużywania przez zagraniczną konkurencję pozycji dominującej – który jego fundacja Pomyśl o Przyszłości postuluje od lat.

Prezes Florek podkreśla też wagę kapitału społecznego, pod którym to pojęciem kryje się patriotyzm, a raczej, jak mówi, racjonalizm gospodarczy polskich konsumentów.

Reklama

Wpływ pandemii na biznesy rodzinne

– Pandemia pokazała niestety, że nie umiemy tworzyć systemu pomocy we właściwy sposób – mówi DGP Henryk Orfinger, szef rady nadzorczej Dr Irena Eris oraz pierwszy wiceprzewodniczący Konfederacji Lewiatan, pytany o wnioski z pandemii.

Podaje przykład Niemiec, które pomagały tzw. końcowym beneficjentom – np. sklepom w galeriach handlowych, a nie galeriom. Jednak, jak mówi, dzięki temu, że sklep dostawał 75 proc. swojego wcześniejszego obrotu za okres zamknięcia, mógł zapłacić czynsz galerii i pensje swoim ludziom. Nie musiał dostawać pomocy z ZUS czy dopłat do stanowisk pracy. – U nas natomiast, mimo że wydaliśmy 200 mld zł, jest bałagan – dajemy po kawałku, a państwo wkracza w relacje między przedsiębiorcami (najemcy a najmujący), do czego nie ma prawa, chyba że wprowadzi stan wyjątkowy – ocenia Orfinger.

Jego zdaniem wniosek na przyszłość jest więc taki, że dobrze byłoby rozwiązywać problemy w sposób bardziej uporządkowany i przemyślany, a nie chaotycznie, tak jak miało to miejsce teraz. – Bardzo ważne jest też to, by rząd z nami rozmawiał. Bo dotychczas nikt z nami nie rozmawia albo udają, że rozmawiają. Przykładem tego, że się nas nie słucha, jest chęć zamykania basenów hotelowych, choć chlor zabija wirusa, na co mamy dowody w postaci badań – podkreśla. I dodaje: – Można się z tego śmiać, ale jako hotelarze pozyskaliśmy też nową umiejętność – nauczyliśmy się zamykać hotele.

Henryk Orfinger ocenia, że najbardziej ucierpiały wskutek pandemii małe firmy rodzinne, takie jak restauracje, gabinety kosmetyczne czy pensjonaty. COVID 19, dodaje, najmniej dotknął natomiast duży biznes rodzinny.

– Pandemia zdecydowanie wpłynęła na biznesy rodzinne, mimo że przedsiębiorcy niejako z natury zawsze żyją w trudnych czasach. To w jakiej formie i czy w ogóle udało się firmom rodzinnym przetrwać kryzys spowodowany przez COVID-19 nie zależy tylko od branży. Są bardzo różne sytuacje, czasami np. dana firma ma odnogę, która wpadła w kłopoty, a to przekłada się na resztę działalności i cały biznes jest na minusie – opisuje Katarzyna Gierczak-Grupińska, prezes Fundacji Firmy Rodzinne.

Według Gierczak-Grupińskiej na pewno wiele firm, w reakcji na koronawirusa dość solidnie zdywersyfikowało swoje biznesy, w myśl zasady, by nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka, czy też nie stać tylko na jednej nodze.

– Na pewno wyzwaniem dla przedsiębiorców w czasie pandemii jest również zwiększony zakres nieobecności pracowników. Jak ktoś jest na kwarantannie albo na zwolnieniu lekarskim, to trzeba znaleźć zastępstwo na jego miejsce, bo praca sama się nie zrobi. A za pracę w nocy czy w weekendy płaci się dużo więcej. W efekcie koszty utrzymania produkcji, dostarczenia klientom towarów na czas są w tym momencie horrendalne – wskazuje prezes Fundacji Firmy Rodzinne.

Co czeka rynek pracy

Kluczowym zagadnieniem w kontekście wyzwań spowodowanych przez COVID-19 jest przyszłość runku pracy.

– Z rynku docierają sprzeczne sygnały dotyczące rynku pracy. Z jednej strony Polska ma najniższe bezrobocie w Unii Europejskiej. Z drugiej - prawie co dziesiąta firma nie wie, czy utrzyma dotychczasowe zatrudnienie, a 2/3 jest zainteresowanych automatyzacją. Do tego nakłada się koniec ochrony rynku pracy związany z tarczami PFR – wskazuje w komentarzu dla DGP Dawid Rejmer, wiceprezes Stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych, partner w Kancelarii Finansowej LEX.

Przypomina, że począwszy od maja 2020 r. PFR udzielił wsparcia dla 350 tys. mikro, małych i średnich firm o wartości blisko 61 mld zł zatrudniających ponad 3 mln osób (19 proc. wszystkich zatrudnionych). Dodatkowo pracodawcy mogli skorzystać z dofinansowania do wynagrodzeń pracowników z Wojewódzkich Urzędów Pracy oraz Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Oprócz tego samozatrudnieni otrzymali jednorazowe wsparcie z Urzędów Pracy.

Wiceprezes IFR zwraca uwagę, że warunkiem większości programów pomocowych udzielanych w 2020 r. było utrzymanie firmy oraz średniego poziomu zatrudnienia. Zgodnie z warunkami udzielania subwencji z PFR część pomocy może być bezzwrotna, o ile przedsiębiorca przez 12 miesięcy utrzyma średnioroczne zatrudnienie na co najmniej takim samym poziomie, jak przed pandemią. – Ten okres 12 miesięcznej karencji na redukcję zatrudnienia dobiega końca. Większość wypłat z PFR była dokonywana w maju, czerwcu i lipcu 2020 r., co oznacza, że właśnie zbliżamy się do momentu, w którym przedsiębiorcy będą mogli redukować etaty bez konieczności zwrotu części otrzymanego wsparcia – wskazuje.

Rejmer zaznacza, że w porównaniu do 2020 r. istotnie wzrósł odsetek firm, które nie wiedzą, czy utrzymają dotychczasowy poziom zatrudnienia (z blisko 0 proc. do 7,2 proc.). Oznacza to, że firmy działają w stanie zwiększonej niepewności, który wynika z braku przewidywalności dotyczącej wprowadzania i luzowania obostrzeń, tempa szczepień oraz stanu zachorowań w sezonie jesiennym w 2021 r. Co ciekawe plany dotyczące redukcji zatrudnienia dotyczą w większym stopniu firm zatrudniających powyżej 250 pracowników. W tej grupie prawie 7 proc. firm planuje redukcje zatrudnienia, a prawie 12 proc. nie wie, jaka będzie polityka zatrudnienia w perspektywie jednego kwartału. Dla porównania w grupie małych i średnich firm redukcję zatrudnienia planuje już tylko 3 proc. firm zatrudniających do 49 pracowników oraz 2 proc. tych, które zatrudniają od 50 do 249 pracowników.

– Optymizm pracowników oraz analityków dotyczący polskiego rynku pracy może zatem okazać się przedwczesny. Prawdziwa weryfikacja przyjdzie bowiem jesienią, kiedy skończy się ożywienie wywołane wakacyjnym luzowaniem obostrzeń, pracami sezonowymi w rolnictwie, turystyce i gastronomii oraz zakończeniem okresu ochrony zatrudnienia wynikającego z rządowych programów pomocowych. Wówczas pracodawcy i pracownicy staną przed kolejną falą pandemii i to w dużej mierze od stanu naszego zdrowia i odporności będzie zależeć, czy Polska pozostanie „zieloną wyspą” – uważa Dawid Rejmer.

Jak dodaje, letnie miesiące trzeba wykorzystać na to, żeby przygotować rodziny, firmy, gospodarkę i służbę zdrowia do nadchodzącej zimy. – Wielka jest tu rola rządu, który powinien wprowadzić odrobinę przewidywalności w zasadach ograniczania i luzowania życia gospodarczego – podkreśla.

Temu, jakie wyzwania przed firmami rodzinnymi stawia pandemia koronawirusa i jaki ma ona wpływ na rozwój biznesu rodzinnego w Polsce poświęcony będzie panel „Firmy rodzinne w dobie pandemii. Wyzwania i perspektywy”, który odbędzie się podczas Impact’21 w najbliższą środę, 12 marca.