HRE Investments powołując się na najnowsze dane NBP podkreśliło, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy oprocentowanie przeciętnej lokaty bankowej spadło o osiem razy. Oprocentowanie bankowych depozytów nigdy jeszcze nie było aż tak niskie. Bank centralny wyliczył, że zakładając lokatę w lipcu 2020 roku mogliśmy liczyć jedynie na 0,2 proc. odsetek - dodano.

"Winne są oczywiście cięcia stóp procentowych, których konsekwencją jest spadek kosztu pieniądza w gospodarce. Cieszą się z tego kredytobiorcy. Deponenci z trudem szukają dziś jednak oprocentowania na poziomie 1-2 proc., czym jeszcze rok temu wielu oszczędzających by po prostu wzgardziło" - zauważył Bartosz Turek.

Analityk wyliczył, że tak niskie oprocentowanie lokat oznacza, że powierzając bankowi 10 tys. zł, po roku możemy liczyć jedynie na 16,20 zł odsetek.

"Tak, to nie pomyłka. Bank co prawda naliczy nam 0,2 proc. odsetek, czyli skromne 20 złotych od powierzonych mu na rok 10 tys. złotych, ale i tak tym skromnym zyskiem trzeba się podzielić, czyli zapłacić podatek (19 proc.). Formalności załatwia bank, ale w efekcie otrzymujemy na konto tylko wcześniej wspomniane 16 złotych i 20 groszy odsetek" - podkreślił przedstawiciel HRE Investments.

Analityk zwrócił uwagę, że jeszcze rok temu banki oferowały ośmiokrotnie większe oprocentowanie, a zakładając lokatę w lipcu ub.r. oszczędzający mógł liczyć przeciętnie na 129 zł odsetek w skali roku. "Już wtedy wiele osób na to narzekało" - zaznaczył.

Reklama

Bartosz Turek dodał, że najnowsze dane NBP co do oprocentowania lokat wyglądają jeszcze gorzej jak się porówna je z danymi historycznymi. I tak - jak wskazał - w 2014 roku statystyczny depozyt dawał zarobek kilkanaście razy wyższy niż dziś (200-220 zł rocznie). W 2012 roku mogliśmy na bezpiecznej lokacie zarobić nawet 400 zł rocznie (25 razy więcej niż dziś). "W ostatnich latach szczególnie rozpieszczał deponentów przełom 2008/9. Wtedy przeciętny roczny depozyt pozwalał zarobić nawet ponad 560 złotych i to już po opodatkowaniu. To nawet 35 razy więcej niż dziś" - zauważył analityk.

Przedstawiciel HRE Investments wyjaśnił, że przy dzisiejszej inflacji (wstępny szacunek w sierpniu to 2,9 proc. rok do roku) jest praktycznie niemożliwe, by znaleźć ofertę banku, która pozwala zachować siłę nabywczą zdeponowanego tam kapitału.

"Trochę lepiej sytuacja wyglądać będzie jeśli wzrosty cen w sklepach, punktach usługowych czy na stacjach – zgodnie z prognozami banku centralnego - faktycznie zaczną hamować. NBP przewiduje bowiem, że w trzecim kwartale 2021 roku urząd statystyczny zaraportuje inflację na poziomie 1,6 proc. Jeśli fatyczne tak się stanie, to, aby zachować siłę nabywczą posiadanego kapitału, należałoby dziś założyć lokatę na około 2 proc. w skali roku (2 proc. minus 19 proc. podatku daje 1,6 proc. odsetek po opodatkowaniu)" - ocenił.

Turek zwrócił jednak uwagę, że z przeprowadzonych analiz najlepszych lokat i rachunków oszczędnościowych przygotowanego przez HRE Investments wynika, że we wszystkich polskich bankach takich depozytów jest teraz zaledwie siedem.

"Gdyby tego było mało, to mówimy tu o promocyjnych depozytach, które są na różne sposoby limitowane poprzez ograniczenie maksymalnej kwoty, możliwość skorzystania tylko raz czy konieczność spełnienia przeróżnych dodatkowych warunków" - zauważył.

Analityk dodał, że przy takim oprocentowaniu depozytów i poziomie inflacji nie dziwi, że resort finansów sprzedaje sporo obligacji skarbowych, a na rynku mieszkaniowym znowu dużo osób kupuje mieszkania z przeznaczeniem na wynajem.

"Do tego oblężenie przeżywają dystrybutorzy złota inwestycyjnego, pod długiej flaucie do biur maklerskich przychodzą nowi klienci, a do funduszy inwestycyjnych napływają nowe pieniądze" - podsumował. (PAP)

autor: Michał Boroń