Pędzimy racjonalnie ku przepaści. Wskaźnik Buffeta pokazuje, że czeka nas kolejny kryzys giełdowy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 listopada 2020, 07:47
Niewykluczone, że pandemia przyczyniła się do jeszcze większego przeszacowania spółek technologicznych przez inwestorów. A jeśli tak, to rynkowe „sprawdzam” będzie tym bardziej bolesne.

28 października 2020 r. na amerykańskiej giełdzie NASDAQ stało się coś niezwykłego. Spółka Zoom Video, producent aplikacji do telekonferencji, wyprzedziła koncern ExxonMobile pod względem kapitalizacji. Wyceniono ją na 140 mld dol., o 3 mld dol. więcej niż paliwowego giganta. Obie firmy są produktami różnych epok: Zoom liczy sobie dziewięć lat, a początki ExxonMobile sięgają 1870 r. – czasów Rockefellera i jego Standard Oil Company. Signum temporis?

Możliwe. W końcu Zoom nie jest jedyną spółką internetową, której notowania w ostatnich miesiącach rosną. A ExxonMobile nie jest jedyną spółką paliwową, której notowania spadają. Można odnieść wrażenie, że w czasie pandemii giełda nagradza elastyczne branże nowoczesnej gospodarki i karze skostniałe, niesterowne sektory starej. Zyskują nowe technologie, firmy IT, biomed, tracą z kolei paliwa, transport, banki, linie lotnicze. Pandemiczne wyceny akcji potwierdzają to, co od lat mówią eksperci: że oparta na węglu i ropie analogowa gospodarka musi odejść w niepamięć, nadszedł czas, by zastąpiły je rozwiązania cyfrowe. Inwestorzy zachowują się tak, jakby zaczęli słuchać zdroworozsądkowych analiz i wreszcie – po dekadach prób i błędów – stali się racjonalni, wyzbywając się zwierzęcych instynktów. Pandemia przyspiesza zmiany w realnej gospodarce, a inwestorskie decyzje stały się tego lustrzanym obiciem. Czy na pewno?

Spójrzmy na najważniejsze indeksy giełdowe. NASDAQ po chwilowym wiosennym załamaniu urósł do poziomów wcześniej nienotowanych w historii. Zwyżki pojawiły się także na europejskich parkietach, w tym GPW. Jednak światowe gospodarki były i są pogrążone w recesji, której końca – ze względu na drugą falę zachorowań – nie widać. Czy to nie jest raczej potwierdzeniem starej tezy, że giełdy oderwały się od realnej gospodarki i przypominają kasyno, nie zaś zgromadzenie mędrców?

Stara szkoła nie rdzewieje

John Maynard Keynes mawiał, że ludzie – zwłaszcza ci, którzy zwą się pragmatykami – często są niewolnikami idei jakiegoś dawno zmarłego ekonomisty. Jednak idea, która mogłaby skłonić nas dzisiaj do wiary w racjonalność inwestorów, pochodzi akurat od ekonomisty wciąż żyjącego. Mowa o prof. Eugenie Famie, autorze hipotezy rynku efektywnego (EMH – Efficient Market Hypothesis). Dominowała ona w myśleniu o finansach od lat 80. XX w. do kryzysu finansowego lat 2007–2009, gdy uznano ją za absurdalną. Ale obecnie znów pojawiają się eksperci produkujący utrzymane w jej duchu racjonalizacje ruchów cen akcji.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj