Nowy podatek w wysokości 75 proc. zamiast rządowego programu „Ceny Paliw Niżej” (CPN)? Limit cen paliw zostanie zastąpiony daniną – czy raczej sposób na wsparcie budżetu państwa?

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
46 minut temu
podatek, danina, koszty, paliwo, ceny paliw
Nowy podatek w wysokości 75 proc. zamiast rządowego programu „Ceny Paliw Niżej” (CPN)? Limit cen paliw zostanie zastąpiony daniną – czy raczej sposób na wsparcie budżetu państwa?/Materiały prasowe
To już praktycznie przesądzone. Wkrótce do Sejmu trafi projekt ustawy wprowadzającej podatek od nadzwyczajnych zysków osiągniętych w 2026 roku przez część firm działających na rynku paliwowym. Pojawia się jednak pytanie, które dla kierowców może być ważniejsze niż sama nowa danina – czy podatek stanie się w alternatywą dla obecnych mechanizmów osłonowych utrzymujących ceny paliw na niższym poziomie? Znamy odpowiedź.

Nowy podatek coraz bliżej

19 maja 2026 r. na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów opublikowano założenia projektu ustawy dotyczącej podatku od nadzwyczajnych zysków osiąganych z tytułu wytwarzania i obrotu niektórymi paliwami ciekłymi. Projekt oznaczony numerem UD411 ma być odpowiedzią rządu na wyjątkową sytuację gospodarczą wywołaną konfliktem zbrojnym na Bliskim Wschodzie.

Według autorów projektu eskalacja działań militarnych doprowadziła do zakłóceń na światowym rynku ropy naftowej. Ograniczenia w przepływie surowca przez jeden z kluczowych szlaków transportowych wywołały silną reakcję cenową na rynkach. Jeszcze w ubiegłym tygodniu cena baryłki ropy utrzymywała się powyżej 110 dolarów.

Droższa ropa oznacza natomiast znacznie więcej niż wyższe ceny na stacjach paliw. Rosną koszty transportu, a to automatycznie przekłada się na handel, produkcję i usługi. W praktyce wyższe koszty odczuwają niemal wszyscy -zarówno przedsiębiorcy, jak i gospodarstwa domowe. Szczególnie mocno problem dotyka osoby o niższych dochodach.

Odpowiedzią rządu na kryzys był pakiet „Ceny Paliw Niżej” (CPN). W jego ramach obniżono VAT na benzynę i olej napędowy do 8 proc., ograniczono akcyzę do ustawowego minimum, a dodatkowo wprowadzono maksymalne ceny detaliczne paliw, które muszą stosować koncesjonowani sprzedawcy.

Firmy paliwowe zarabiały na kryzysie?

Od początku kryzysu pojawiały się pytania, czy część podmiotów działających na rynku paliwowym nie wykorzystuje sytuacji do zwiększania marż. Eksperci zwracali uwagę, że gwałtowny wzrost cen na stacjach nie zawsze musi odpowiadać rzeczywistemu wzrostowi kosztów zakupu surowca.

Już w marcu alarmował o tym Michał Hetmański z Fundacji Instrat. W rozmowie z PAP wskazywał, że państwo powinno dokładnie sprawdzić, czy sprzedawcy paliw nie zawyżają cen ponad poziom uzasadniony sytuacją rynkową.

Kupujemy ropę przede wszystkim z Arabii Saudyjskiej, Norwegii i USA w ramach długoterminowych kontraktów. Obecne wzrosty cen nie powinny więc automatycznie oznaczać aż tak dużych podwyżek na stacjach – wskazywał.

Jak podkreślał, jeśli cześć paliwa kupowana jest po bieżących cenach rynkowych, wzrost kosztów powinien być odzwierciedlany proporcjonalnie. Nie powinno natomiast dochodzić do zwiększania marż wyłącznie dlatego, że sytuacja rynkowa daje taką możliwość.

To właśnie ten argument coraz częściej pojawia się także po stronie rządowej. Według projektodawców część przedsiębiorstw mogła osiągać dodatkowe korzyści finansowe nie dzięki inwestycjom czy większej efektywności, ale wyłącznie przez wyjątkową sytuację rynkową.

Rząd chce przenieść część kosztów kryzysu na sektor paliwowy

Ministerstwo Finansów nie ukrywa, że utrzymywanie mechanizmów osłonowych kosztuje budżet miliardy złotych. Jednocześnie – jak argumentuje resort – ta sama sytuacja, która wymusiła publiczne wydatki, stała się źródłem ponadprzeciętnych zysków części przedsiębiorstw paliwowych.

Według projektodawców pojawia się więc problem nierównowagi. Koszty stabilizowania sytuacji gospodarczej ponoszą podatnicy, podczas gdy część firm osiąga dodatkowe korzyści wynikające z wyjątkowych warunków rynkowych -nowa danina miałaby częściowo tę sytuację skorygować. W uzasadnieniu projektu wskazano, że obecnie ciężar działań osłonowych ponosi całe społeczeństwo poprzez budżet państwa. Jednocześnie część przedsiębiorstw związanych z rynkiem paliwowym osiąga ponadprzeciętne marże wynikające z sytuacji kryzysowej. Nowy podatek ma umożliwić redystrybucję części tych środków i wykorzystanie ich m.in. do finansowania działań osłonowych.

Jak przekonuje resort finansów, celem nie jest ograniczanie standardowej działalności przedsiębiorstw ani karanie firm za rozwój. Chodzi o objęcie dodatkowym obciążeniem wyłącznie tych zysków, które nie pojawiłyby się w normalnych warunkach rynkowych.

Jak będzie działał nowy podatek?

Założenie jest stosunkowo proste. Państwo chce opodatkować wyłącznie tę część przychodów, która przekracza poziom uznawany za standardowy. W praktyce obecne wyniki przedsiębiorstw mają zostać porównane z historyczną rentownością.

Projekt przewiduje, że podstawę opodatkowania będzie stanowiła nadwyżka przychodów ze sprzedaży paliw ponad poziom, jaki przedsiębiorstwo osiągnęłoby przy zastosowaniu swojej średniej marży z 2025 roku powiększonej o 20 proc Tak wyliczony poziom ma stanowić tzw. marżę referencyjną. Jeżeli firma przekroczy ten pułap, nadwyżka zostanie uznana za zysk nadzwyczajny.

Rząd przekonuje, że takie rozwiązanie pozwala pozostawić przedsiębiorcom standardową rentowność działalności i nie obejmuje zysków wynikających z inwestycji czy naturalnego rozwoju biznesu.

Największe emocje budzi jednak wysokość nowej daniny. Stawka podatku ma wynieść aż 75 proc. podstawy opodatkowania. Ministerstwo Finansów argumentuje, że poziom ten odpowiada skali nieoczekiwanych korzyści osiąganych przez przedsiębiorstwa, jednocześnie pozostawiając firmom część dodatkowych zysków. System rozliczeń ma opierać się na samoobliczeniu podatku. Firmy będą wpłacały miesięczne zaliczki, a następnie rozliczały całość w deklaracji rocznej.

CPN się skończy, a zostanie podatek?

Pojawia się jednak pytanie, które dla wielu kierowców może być najważniejsze – czy nowa danina oznacza początek końca programu „Ceny Paliw Niżej”? Przedstawiciele rządu wielokrotnie podkreślali, że obniżony VAT, niższa akcyza i maksymalne ceny paliw mają charakter tymczasowy ponieważ ich utrzymywanie oznacza ogromne koszty dla budżetu państwa. Na problem zwraca uwagę również Rada Fiskalna.

Według jej analiz przedłużenie programu CPN do końca roku oznaczałoby dalszy wzrost deficytu sektora finansów publicznych o około 0,37 proc. PKB i mogłoby wymagać nowelizacji budżetu. Rada ocenia obecny mechanizm jako rozwiązanie kosztowne, doraźne i niewłaściwie ukierunkowane.

W ocenie ekspertów pakiet nie usuwa źródeł wzrostu cen paliw. Jednocześnie zwiększa ryzyko dla stabilności finansów publicznych i może okazać się trudny do wycofania. Pojawiają się również obawy dotyczące przewidywalności polityki budżetowej oraz odporności państwa na kolejne zewnętrzne wstrząsy gospodarcze.

Na ten moment wszystko wskazuje jednak na to, że oba rozwiązania będą funkcjonować równolegle. Ministerstwo Finansów podkreśla, że nowy podatek ma pełnić rolę instrumentu uzupełniającego wobec obecnych działań osłonowych.

Pakiet „Ceny Paliw Niżej” ma stabilizować ceny dla kierowców i ograniczać skutki kryzysu dla gospodarstw domowych. Nowa danina miałaby natomiast stworzyć finansowe zaplecze pozwalające utrzymywać takie rozwiązania bez dalszego zwiększania obciążeń dla budżetu.

Źródła:

KPRM, MF, PAP, bankier.pl

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj