"Gazeta Wyborcza" napisała we wtorek, że według właściciela Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego przewodniczący KNF, w marcu 2018 r. zaoferował przychylność dla tego banku w zamian za mniej więcej 40 mln zł; Czarnecki nagrał tę ofertę i zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez szefa KNF. O sprawie napisał też we wtorek "Financial Times".

Barszczewski przyznał w rozmowie z dziennikarzami, że Chrzanowski spotkał się w marcu z Czarneckim, ale "podczas spotkania z nie padły propozycje dotyczące przyjęcia korzyści majątkowej i specjalnego traktowania".

Na pytanie czy to prawda, że podczas rozmowy były włączone różne "szumidła" uniemożliwiające nagrywanie, powiedział, że w KNF stosowane są "specjalne procedury", zapewniające poufność. "Tam gdzie są poruszane kwestie związane z tajemnicą bankową, z tajemnicą przedsiębiorstwa, są one praktykowane i nie mówimy tu o czymś nadzwyczajnym" - powiedział. "Mamy specjalny depozyt, gdzie zostawia się komórkę laptopy" - dodał.

Reklama

Zapytany czy normalne jest to, że szef KNF wyznacza konkretnego prawnika do banku, Barszczewski powiedział, że "trzeba na to patrzeć w szerszym kontekście".

Wyjaśnił, że Czarnecki chciał zatrudnić w swoim banku Filipa Świtałę, co spotkało się z dezaprobatą prezesa, bo widział w tym konflikt interesów. "Alternatywą było przedstawienie kandydata, który miał wiedzę i atuty, żeby pomóc Czarneckiemu w procesie restrukturyzacji (banku - PAP) i poprawy rentowności".

Pokreślił, że tej decyzji nie można uznać za ingerencję. "Nie mówimy tu o stanowczym niewyrażaniu zgody, mówimy tu o trybie konsultacji" - powiedział. "Przewodniczący KNF ma prawo wyrazić swoją opinię, jeśli widzi ryzyka, jego intencją jest dobro instytucji finansowych, które nadzoruje i to, żeby funkcjonowały poprawnie" - dodał.

Rzecznik KNF powiedział, że prezes Marek Chrzanowski jeszcze dzisiaj ma wrócić z Singapuru.