Dioksyny, furany, smog, związki rakotwórcze. To wszystko ma trafić do naszych płuc, jeżeli nie zatrzymamy owczego pędu samorządów, które chcą dziś masowo budować spalarnie odpadów, bo nie umieją uporać się z nadmiarem śmieci. Za ich krótkowzroczność zapłacimy nie tylko zdrowiem. Zabetonujemy też obecny niewydolny system odpadowy na najbliższe 25 lat, czym pogrzebiemy szanse na osiągnięcie wymaganych poziomów recyklingu i ściągniemy na siebie wielomilionowe kary, rok w rok. Wszystkiemu winne lobby wielkich firm, które nie troszcząc się o środowisko, chcą jedynie zarobić i wybudować w Polsce ponad 100 nowych spalarni.

W takim sensacyjnym duchu rozgorzała ostatnio kampania społeczna przeciwko instalacjom termicznego przekształcania odpadów komunalnych (ITPOK), której przewodzi Instytut Spraw Obywatelskich i grupa aktywistów. Zbierają podpisy pod petycją do Ministerstwa Klimatu, by wprowadzić moratorium na budowę nowych instalacji. Argumentują, że w przeciwnym razie ceny za odpady jeszcze wzrosną, a do tego dołożymy sobie kolejne źródło emisji smogu. Brzmi populistycznie, ale być może takie uproszczenie jednego z największych problemów, z którym dziś mierzy się branża odpadowa, jest niezbędne, by kontrowersyjny temat wyszedł poza eksperckie gremia, które od lat nie potrafią się porozumieć. A problem jest palący. Na skutek wieloletnich zaniedbań gmin, rygorystycznej polityki rządu, załamania się koniunktury na światowym rynku recyklingu, zamknięcia chińskich granic dla odpadów z Europy, nieproporcjonalnie niskich opłat producentów, rosnącej konsumpcji i wieloletnich zaszłości inwestycyjnych mamy dziś kryzys śmieciowy.

Cierpimy na tym wszyscy, stojąc w inwestycyjnym rozkroku: od lat nie potrafimy poprawić selektywnej zbiórki odpadów i zbudować systemu opartego na recyklingu, a równocześnie nie mamy tylu spalarni co inne kraje w Europie, które uciążliwy balast po prostu puszczają z dymem.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP