Nawet dziś, gdy jesteśmy w środku pandemii i nie znamy ostatecznych rozmiarów poniesionych strat (zarówno w sensie osobowym, jak i ekonomicznym), jedno wydaje się pewne: koronawirus to kolejny poważny zakręt i kryzys w dziejach ludzkości. Wszystko wskazuje na to, że nie będzie to kryzys mniejszy od tąpnięcia na rynkach w 2008 r. A chyba nawet większy, bo o ogromnym wymiarze psychologicznym i politycznym.

Wtedy świat przesunął się z Atlantyku nad Pacyfik, teraz grozi nam powtórka z historii. Szeroko rozumiany Zachód, włącznie z USA, ponosi w trakcie pandemii ogromne straty, podczas gdy Azja Wschodnia, począwszy od Chin, najwyraźniej poradziła sobie lepiej z tą groźbą, czego dowodem są dostępne, oficjalne dane.

Napięcia tak, konflikt nie

Pandemia, jak wiemy, to czas zamknięcia, izolacji, ale też zastanowienia się nad sobą, nad relacjami z najbliższymi, czy szerzej – nad stanem świata i ludzkości. Jako jeden z pierwszych taki trud podjął Hindus z pochodzenia, który stał się prawdziwą ikoną amerykańskiego świata medialnego, Fareed Zakaria. Najpierw na bieżąco pisał wnikliwe analizy i artykuły w cenionych periodykach, a w końcówce lata 2020 zebrał je w książkę, wydaną w USA w początkach października 2020 r.

Czas pisania i termin wydania jest ważny, bo widzimy, że fizycznemu zamknięciu jednostek towarzyszą tektoniczne zmiany na scenie globalnej. Na razie nie wiadomo jeszcze, co ostatecznie ze sobą przyniosą, bo pandemia trwa (a szczepionki dopiero ruszają, choć cieszy, że już się pojawiły). Jednak pierwsze wnioski można, a nawet trzeba wyciągać.

Reklama

Zakaria już w tytule książki mówi o „Dziesięciu lekcjach post-pandemicznego świata” (tytuł oryginalny: „Ten Lessons for a Post-Pandemic World”). Zastanawia się nad globalizacją i płynącą z niej szybkością połączeń; digitalizacją życia; jakością rządzenia; podejściem decydentów do nauki i ekspertyz; rynkiem jako mechanizmem regulującym gospodarkę; relacjami człowieka z naturą; pracy z najnowszymi technologiami, w tym sztuczną inteligencją; nad kwestią nierówności dochodowych i wreszcie nad powrotem do dwubiegunowego świata (USA, Chiny) oraz realizmu politycznego (po nadmiernej ekspansji liberalizmu, w tym także rynkowego).

Jak widać zakres tematyczny rozległy, a tom zbyt obszerny nie jest. Ma raczej charakter rozbudowanego eseju, choć mocno obudowanego (głównie internetowymi) źródłami. Naturalnie w jednych dziedzinach autor czuje się lepiej, w innych porusza się słabiej, ale jego podstawowy cel jest jasny – rozpocząć debatę nad tym, co się z nami stało i dokąd zmierzamy. Ten zamysł się udał, a książka odgrywa rolę drożdży do upieczenia post-pandemicznego ciasta.

Jeśli Stany Zjednoczone i Chiny wkroczą w nieograniczony konflikt – od militaryzacji kosmosu, przez nasycenie cyberprzestrzeni bronią, podsycane jeszcze wyścigiem w dziedzinie sztucznej inteligencji – to rezultat będzie katastrofalny.

Chyba istotny jest fakt, że Zakaria ma nieco inne rozeznanie i odczuwanie świata (wielokrotnie wspomina podróże do rodzinnych Indii) i po kryzysie z 2008 r. wydał książkę pod znamiennym tytułem „Świat post-amerykański”, u nas wydany jako „Koniec hegemonii Ameryki”. Pisał w niej o przesuwaniu się ośrodków siły, przede wszystkim – gospodarczej i handlowej, do Azji.

Tym razem twierdzi mocniej: „odbudowa ładu opartego na dominacji Ameryki już nie jest możliwa”, a przy tym autentycznie obawia się „nowej, zimnej wojny”. Pisze: „Jeśli Stany Zjednoczone i Chiny, dwa najbardziej dynamiczne i technologicznie zaawansowane państwa świata, wkroczą w nieograniczony konflikt – od militaryzacji kosmosu, przez nasycenie cyberprzestrzeni bronią, podsycane jeszcze wyścigiem w dziedzinie sztucznej inteligencji – to rezultat będzie katastrofalny (…) jak lunatycy wkroczymy w konflikt, niczym w 1914 roku”.

Oczywiście alternatywą jest dialog i dyplomacja, a nie siła. Albowiem: „Napięcia między USA i Chinami są nieuniknione. Ale konflikt – nie jest”. Tyle tylko, że nasze silniki są mocno rozgrzane, emocje podniesione trudnym przebiegiem pandemii, a wszelkie ostrzeżenia, jak te przed zarazą, są ignorowane. Rządzą nami, szczególnie w USA i na zdominowanym przez rynek oraz wielkie korporacje Zachodzie, doraźne interesy i krótkotrwałe korzyści. Ponadto, co nie mniej ważne, państwa narodowe zamykają się w swych kokonach.

Dobre rządy w dobie nieufności

Szczególnie mocno obrywa się prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi. Za to, że jest (czy był) „całkowicie niezainteresowany zewnętrznym światem (…) jego nacjonalizm, protekcjonizm i populizm były zdeterminowane hasłem »Ameryka nade wszystko«. W efekcie Trump, jak żaden inny prezydent w historii, wycofał USA z wielu organizacji, traktatów i porozumień”.

Autor pokazał i udowodnił, jak ważna we współczesnym świecie jest jakość rządzenia, szczególnie w zderzeniu z tak efektywnymi organizmami, jak Singapur. Chiny, mające ostatnio wiele sukcesów (zwłaszcza w wysokich technologiach), są w niego zapatrzone już od lat. Zakaria pokazuje też słabości, od rosnącego autorytaryzmu w wydaniu Xi Jinpinga, po „fundamentalną, geostrategiczną słabość, jaką jest obfitość państw w bezpośrednim sąsiedztwie podejrzliwie przyglądających się szybkiemu, chińskiemu wzrostowi”.

Zakaria daje swoją definicję rządzenia, zgodnie z którą: „Dobre rządy są ograniczone, ale przede wszystkim oparte na jasnym podziale kompetencji. Polegają na umiejętności nadania urzędnikom autonomii oraz stabilności, by mogli polegać na własnym rozeznaniu”. Jednym słowem – kompetencje oraz wiara w nie. Warto to wziąć pod uwagę również i u nas.

Dobre rządy polegają na umiejętności nadania urzędnikom autonomii oraz stabilności, by mogli polegać na własnym rozeznaniu.

Książka jest wielowymiarowa i chyba niemal każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego, a zapewne i dyskusyjnego, bo jednej formuły na to, co się dzieje, jak nie było, tak nie ma. Tym bardziej, że jak zauważa Zakaria, „każdy z nas jest połączony (wirtualnie), ale nikt nie sprawuje kontroli”. A na dodatek podkreśla tezę, że staliśmy się jeszcze bardziej podejrzliwi i nieufni wobec samych siebie, nie mówiąc o innych, a dominuje nad nami prawdziwa „zaściankowość” (ang. parochialism).

Globalizacja – zakręt czy odwrót?

Najistotniejsze w tej pracy są rozważania, w których autor, powołując się najczęściej na dane i badania Banku Światowego czy innych liczących się na świecie instytucji finansowych, udowadnia, że jeszcze nie do końca wyszliśmy i pozbieraliśmy się po poprzednim kryzysie z 2008 r., a już popadliśmy w kolejny, związany z pandemią.

Zakaria jest przekonany, że deglobalizacja, o której mówi się coraz głośniej, nam nie grozi. Jego zdaniem będziemy mieli raczej do czynienia z „pauzą” na rynkach, wywołaną koronawirusem. Jednakże dane, które podaje, warte są przytoczenia i zastanowienia się.

Deglobalizacja, o której mówi się coraz głośniej, nam nie grozi.

Jednym z powszechnych mierników jest udział eksportu w gospodarce. W wymiarze globalnym gwałtownie spadł po 2008 r. i wrócił do niemal poprzedniego poziomu dopiero w 2018 r., wynosząc 30,1 proc. (w 2008 r. wynosił 30,8 proc.). Tyle tylko, że wcześniej był o wiele niższy: w 2000 r. – 26 proc,. a dekadę wcześniej tylko 19 proc., co pokazuje, jak bardzo w ostatnich latach rynki przyspieszyły.

Jeszcze bardziej widać tę tendencję w przypadku bezpośrednich inwestycji zagranicznych, które w wymiarze globalnym w 1990 r. zamykały się sumą 240 mld dolarów, w roku 2000 sięgnęły 1,6 bln dolarów, a w roku 2016 było to już 2,7 biliona.

Podobnie było np. z podróżami i masową turystyką. Autor pisze, że „w porównaniu z 1990 r. globalizacja wprost galopowała do przodu”. Dowodami są szybko rosnące w górę wskaźniki obrotów handlowych, bezpośrednich połączeń, wymiany towarowej, osobowej i kapitałowej, nie mówiąc już o przepływach finansowych.

Skutki są takie, że dewastujemy środowisko naturalne, a zmiany klimatu zaczynają być kwestią wręcz nadrzędną, od czego zresztą autor rozpoczyna swój wywód. Podaje, ile było ostatnio pandemii (SARS, MERS, Ebola, HIV, itd.) i powołując się na poważne badania naukowe, dowodzi, że to efekty zmasowanego czy niepohamowanego wręcz ruchu ludzi i dramatycznego przyspieszenia życia.

Rachunku wynikającego z COVID-19 jeszcze nie zamknęliśmy.

Teraz, w trakcie pandemii COVID-19 i w jej następstwie, doświadczamy pewnego spowolnienia, ale czy będzie trwałe? Zakaria nie jest przekonany co do długotrwałych skutków, a także ostatecznych wniosków, jakie z tego zakrętu w dziejach ludzkości wyciągniemy. Widzi jednak konieczność poważnego zastanowienia się na tym, dlaczego tak silne państwo jak USA tak długo nie dało rady i „okazało się nieprzygotowane do stawienia czoła maleńkiemu mikrobowi”.

Nadszedł czas, by nieco inaczej definiować podstawowe pojęcia jak władza, autorytet, kryzys, czy np. siły szybkiego reagowania. Tych ostatnich w obronie przed wirusem w Europie zabrakło, w przeciwieństwie do Azji Wschodniej, która miała doświadczenie podobnych sytuacji i dobrze się przygotowała.

Teraz natomiast powinniśmy się znacznie poważniej niż dotychczas zastanowić nad kolejnymi wyzwaniami i zagrożeniami: zmiany klimatyczne, wylesianie, zagrożenia dla ekosystemów, zanieczyszczenie powietrza i wody, dezertyfikacja, czyli pustynnienie lub wyjaławianie gleb. Obyśmy tylko nie byli wkrótce ponownie zaskoczeni, bo koszty zderzenia się z nimi mogą być przeogromne, jeszcze większe niż wywołane przez pandemię, choć rachunku wynikającego z COVID-19 jeszcze nie zamknęliśmy.

A to wszystko dzieje się w czasach, gdy nie tylko „rozwój gospodarczy tworzy coraz większe zagrożenia klimatyczne”, ale, co gorsza, „technologia kroczy tak szybko, że po raz pierwszy w dziejach historii istoty ludzkie mogą stracić kontrolę nad swoimi kreacjami”. To też nakazuje nam zwiększenie odpowiedzialności za siebie i innych oraz kierowanie się realiami oraz zdrowym rozsądkiem, a nie ideologią czy teoriami (w tym spiskowymi).

Czas myśleć o świecie i o naszych losach inaczej niż dotychczas. Do nas należy wybór: czy po pandemii zastanowimy się i zwolnimy, czy po tej pauzie znów popędzimy naprzód, idąc na zderzenie czołowe z globalnymi wyzwaniami. Nie tylko rynki, globalizacja, nasilenie interakcji i ściślejsze powiązania, jak było dotychczas, lecz jakość rządzenia i zarządzania, więcej wiedzy, jakość, a nie ilość – to podstawowe wnioski z lektury „Ten Lessons for a Post-Pandemic World”, z którymi trudno się nie zgodzić.

Bogdan Góralczyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, politolog, dyplomata, znawca Azji.

Źródło nieznane