Realny rozwój nie opłaca się firmom. Liczy się wzrost wartości akcji [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
16 kwietnia 2021, 22:00
Realny rozwój wielu firmom się już nie opłaca, a liczy się przyrost wartości akcji na ulotnych rynkach – pracownik przestał być „najważniejszym potencjałem firmy”, jak głosiły dogmaty zarządzania w latach 80.

Szaraki z Goldman Sachs skarżą się, że muszą harować po 95 godzin tygodniowo. Zaś sam bank w kryzysowym 2020 r. był do przodu o prawie 9,5 mld dol. Na pierwszy rzut oka widać, że coś tu nie gra. Ale co właściwie jest dzisiaj kluczowym problemem społeczno-gospodarczym?

Słabnąca pozycja pracownika. To proces zdeterminowany strukturalnie, a więc do czasu, gdy nie pojawią się głębokie zmiany systemowe, możliwość choćby korekty jest znikoma. Warto też pamiętać o tym, że na szaraków z Wall Street harują także pracownicy z globalnego Południa, często za cenę zdrowia i życia.

Jest aż tak źle?

Tak, bo mamy do czynienia z rosnącą pozycją modelu własności, który nazywamy shareholder value.

Na czym on polega?

To jeden z najgroźniejszych patogenów naszych czasów. O zagrożeniu mówią wszyscy, prócz polskiego głównego nurtu nauk i mediów głównego nurtu. Ostrzegają przed nim wybitni teoretycy zarządzania, jak Henry Mintzberg czy Prem Sikka. W dużym uproszeniu shareholder value polega na oderwaniu własności od jądra działalności organizacji. I tak sektor finansowy, który sam nie wytwarza realnej wartości, został systemowo uczyniony głównym twórcą wartości gospodarczej.

Dlaczego to jest tak szkodliwe?

Dla akcjonariuszy, na ogół funduszy inwestycyjnych, najważniejsza jest wartość akcji. Pompuje się ceny papierów i pomnaża finansową wartość księgową, zaniedbując sferę realną: to, co firmy produkują, w jakich warunkach pracują ludzie, co się dzieje ze środowiskiem naturalnym. Profesor zarządzania i finansów Prem Sikka ostrzega, że to model szkodliwy dla długo-, a nawet średniookresowego dobrostanu przedsiębiorstw.

Czyli?

Akcjonariusze współczesnych korporacji stali się właścicielami kapitału „fikcyjnego”, który różni się od kapitału „rzeczywistego”. Posiadacze takiego „fikcyjnego kapitału” z powodu presji, jaką wywiera system, stale obracają akcjami oraz obligacjami w pogoni za szybkimi zyskami. Okres posiadania udziałów stale maleje, a akcjonariusze są coraz bardziej rozproszeni, co sprawia, że nie mogą kontrolować korporacji ani wywierać na nie nacisku. W takich warunkach nie sposób się wyłamać i zarządzać po ludzku, nawet jeśli jest się dobrym człowiekiem.

Treść całego wywiadu można przeczytać w piątkowym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej oraz w eDGP.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj