Oto poranny brief - wszystko, co musisz wiedzieć o tym, co teraz dzieje się w gospodarce.

Prezes NBP lubi mocnego złotego i wyklucza obniżki stóp w tym roku

Stopy procentowe w Polsce nie spadną jeszcze przez wiele miesięcy – wynika ze słów prezesa Narodowego Banku Polskiego, Adama Glapińskiego, który na swojej konferencji prasowej powiedział też wiele słów, które powinny umacniać złotego.

Reklama

Jego zdaniem ostatnie umocnienie złotego było bardzo pozytywne, bo działa to silnie antyinflacyjnie. Ten trend ma być podtrzymywany przez obniżki stóp na Zachodzie:

Podejmowane obniżki stóp procentowych przez EBC, później przez Fed spowodują dalsze wzmocnienie złotego, bo ta różnica między naszą stopą procentową, a stopą w tamtych bankach będzie większa i będzie działać na korzyść siły złotego – mówił szef NBP.

Z drugiej strony wzrost cen prądu i gazu od lipca spowoduje, że inflacja na koniec roku przekroczy 5 proc., a to oznacza, że „prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych w tym scenariuszu do końca roku jest zerowe”. W 2025 roku można się spodziewać, że inflacja po osiągnięciu 5 proc. zacznie stopniowo spadać i wtedy taki scenariusz „otwiera przestrzeń, aby w pewnym momencie, już z niższą inflacją, politykę pieniężną poluzować. Glapiński zaznaczył jednak, że to będzie zależne też od tego, jaka będzie w Polsce polityka fiskalna. Powiedział też, że ma nadzieję, że już w połowie przyszłego roku pojawią się przesłanki do obniżki stop. Nie powtórzył natomiast tego, co mówił miesiąc temu, że początek przyszłego roku będzie momentem, w którym Rada Polityki Pieniężnej będzie mogła zacząć dyskutować o obniżkach stóp.

Jeśli chodzi o bardziej konkretne wypowiedzi, to Glapiński wspomniał, że chciałby, aby inflacja bazowa zbliżyła się w okolice 2,5 – 3,5 proc., a wcześniej powiedział, że to dobry dla banku wskaźnik do obserwowania, bo jest niezależny od wahań np. cen energii. Możliwe więc, że te niesprecyzowane „przesłanki do obniżki stóp” dotyczą właśnie spadku inflacji bazowej, która obecnie jest tuż poniżej 4 proc.

Prezes Glapiński powiedział też, że jeśli inflacja będzie dalej rosnąć, to Rada będzie mogła też podnieść stopy procentowe, chociaż ocenił, że to scenariusz mało prawdopodobny. Złoty reagował na konferencję szefa NBP w sposób bardzo umiarkowany, tylko lekko się umacniając. Zapewne większość inwestorów na rynku spodziewała się właśnie takiego przekazu z jego strony.

EBC obniża stopy procentowe i nie wiadomo co dalej

Zdecydowanie mniej jasna niż w Polsce jest przyszłość polityki pieniężnej w strefie euro. Europejski Bank Centralny w czwartek obniżył stopy procentowe pierwszy raz po fali podwyżek z 2022 roku. Stopa depozytowa spadła do poziomu 3,75 proc.

Ruch nikogo nie zaskoczył, bo był już wcześniej zapowiedziany i oczekiwany. Teraz EBC najprawdopodobniej zrobi przerwę, czyli nie zdecyduje się na kolejną obniżkę w lipcu, nikt natomiast nie ma pojęcia, co zrobi następnym swoim posiedzeniu we wrześniu, tu zdania na rynku są mocno podzielone. Zaś szefowa banku Christine Lagarde sprawy nie ułatwia, mówiąc, że bank będzie się kierować w swoich decyzjach danymi ekonomicznymi napływającymi z gospodarki europejskiej na bieżąco.

Czyli dziś nie wiadomo, czy widzieliśmy właśnie początek wyraźnego cyklu obniżek stóp, czy może tylko coś, co za kilka miesięcy okaże się jednorazową korektą poziomu stóp o 25 punktów bazowych w dół.

Z jednej strony EBC podniósł prognozy inflacji w strefie euro do 2,5 proc. w tym roku i 2,2 proc. w przyszłym. Z drugiej strony Lagarde na konferencji prasowej mówiła, że polityka monetarna powinna wywierać mniejszą presję na aktywność gospodarczą, a w bilansie ryzyk dla wzrostu gospodarczego przeważają czynniki negatywne, związane z geopolityką, ale także np. z możliwą eskalacją napięć handlowych.

Co ciekawe, co do przyszłości polityki monetarnego w strefie euro odniósł się wczoraj też Adam Glapiński, który na swojej konferencji powiedział: „Proszę pamiętać, że to jest niekoniecznie rozpoczęcie jakiegoś cyklu dalszych obniżek w Europejskim Banku Centralnym”.

Bloomberg i Reuters napisały wieczorem, powołując się na źródła w EBC, że kolejna obniżka w lipcu jest mało prawdopodobna, natomiast będzie możliwa we wrześniu, jeśli opublikowane wtedy nowe prognozy EBC nadal będą widzieć inflację na koniec 2025 roku na poziomie tuż poniżej 2 proc. Jednak nawet taki scenariusz nie jest dziś pewny i podobno nie wszyscy w łonie ECB go popierają.

To, co będzie się dziać ze stopami procentowymi w strefie euro może mieć wpływ także na naszą gospodarkę, ponieważ po pierwsze: niższe stopy mogą pomóc ożywić gospodarkę w strefie euro, a wtedy skorzysta na tym nasz eksport. Po drugie: obniżki stóp tam i brak obniżek stóp u nas powinny relatywnie zwiększać atrakcyjność złotego na rynku walutowym, a więc może się on wtedy bardziej umacniać.

Wyraźny spadek popytu na kredyty mieszkaniowe w maju

Mamy dość wyraźny i zaskakujący spadek popytu na kredyty mieszkaniowe. Z nowych danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że liczba wniosków o taki kredyt w maju spadła do 27 tysięcy z 32,4 tys. w kwietniu. To pierwszy taki spadek od stycznia. Wtedy jednak była to rzecz oczywista, bo kończył się właśnie rządowy program „Kredyt 2 proc.”. Tym razem spadek jest bardziej zagadkowy.

W skali roku liczba wniosków wzrosła, ale tylko o 20 proc., czyli najsłabiej od roku. Jeszcze miesiąc temu wzrost ten sięgał 55 proc.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu urosła za to do 435,54 tys. zł, bijąc nowy rekord. To sygnał, że najprawdopodobniej ceny mieszkań na rynku nadal powoli idą w górę, ponieważ średnia wartość kredytów zwykle podąża za cenami. Wcześniejszy rekord był z grudnia ubiegłego roku i wynosił 435,27 tys. zł.

Mnożąc liczbę wniosków przez ich średnią wartość otrzymujemy wartość popytu na kredyty mieszkaniowe na poziomie 11,8 mld zł. To o 16 proc. mniej niż w kwietniu, ale nadal o 38 proc. więcej niż rok temu. Tyle że ta roczna różnica, to głównie efekt ubiegłorocznego dołka. Rok temu w maju popyt na kredyty był bardzo mały, bo wiadomo już wtedy było, że za chwilę pojawi się „Kredyt 2 proc.” i większość na niego czekała, wstrzymując się ze składaniem wniosku o kredyt w banku.

ikona lupy />
Popyt na kredyty mieszkaniowe / Inne

Stopa bezrobocia spadła do 5 proc.

Stopa bezrobocia spadła w Polsce w maju do 5 proc. – to szacunki Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które potem często okazują się zgodne z oficjalnymi danymi. W kwietniu stopa bezrobocia wynosiła 5,1 proc.

W urzędach pracy na koniec maja zarejestrowanych było 778,3 tys. bezrobotnych, o 18,8 tys. mniej niż miesiąc wcześniej. 1,6 proc. wszystkich bezrobotnych to 12,3 tys. obywateli Ukrainy. Na koniec kwietnia było ich 13 tysięcy, tu więc liczba bezrobotnych też spada.

Wraz ze spadkiem bezrobocia spada też popyt na pracowników ze strony przedsiębiorstw. W maju firmy zgłosiły do urzędów pracy 83,6 tys. ofert pracy i aktywizacji zawodowej. Była to liczba o 6,4 tys. mniejsza niż na koniec kwietnia. Czyli w maju na jedną taką ofertę przypadało średnio 9,3 bezrobotnego, a w kwietniu 8,9 bezrobotnego. Pod tym względem więc sytuacja się nieznacznie pogorszyła.

W tegorocznej ustawie budżetowej zapisano, że na koniec tego roku stopa bezrobocia wyniesie 5,2 proc.

Kolejny spadek zamówień przemysłowych w Niemczech

Z Niemiec znów nadeszły złe dane, świadczące o tym, że wciąż jest tam daleko do ożywienia, przynajmniej jeśli chodzi o przemysł.

W kwietniu niemieckie zamówienia przemysłowe zaskakująco spadły o 0,2 proc. w stosunku do marca i o 1,6 proc. w skali rok do roku. Oznacza to czwarty miesiąc z rzędu obniżek. Jednocześnie negatywnie zrewidowano dane za marzec. Okazało się, że wtedy spadek wynosił 0,8 proc. w skali miesiąca (a nie 0,4 proc.) i 2,4 proc. w skali roku (a nie 1,9 proc.).

Niemcy mogą pocieszać się tym, że tym razem złe dane to głównie efekt spadku o 15 proc. tych największych zamówień dotyczących np. samolotów, czy pociągów, natomiast jeśli chodzi o całą resztę mniejszych produktów, to nastąpił jednak wzrost o 2,9 proc. Wzrosły też zamówienia w sektorze motoryzacyjnym, o 4,1 proc.

Generalnie jednak, wdłuższym terminie, niemiecki przemysł wciąż wygląda bardzo słabo. Indeks nowych zamówień jest obecnie najniżej od czerwca 2020 roku, czyli od momentu, w którym mieliśmy lockdowny, środek pandemii. Teraz, już bez pandemii, sytuacja w niemieckim przemyśle jest tak samo zła, jak wtedy. Od szczytu z lipca 2021 roku wartość zamówień w niemieckim przemyśle spadła już o 22,5 proc.