Demografia na pewno będzie w najbliższym czasie często poruszanym tematem. Chodzi nie tylko o tragiczną statystykę liczby zgonów z 2020 r. i 2021 r. Zaniepokojenie wzbudza również niska liczba urodzeń. Kwestia liczby narodzin na pewno nie byłaby tak istotna, gdyby cała Polska cechowała się podobnym wskaźnikiem dzietności, jak chociażby podregion gdański (1,75), poznański (1,68) oraz warszawski wschodni (1,67). Ciekawa analiza, którą przygotowali eksperci portalu RynekPierwotny.pl potwierdza, że w kilku aglomeracjach dzietność jest wysoka, jak na polskie warunki. Znaczenie tracą natomiast regiony tradycyjnie cechujące się dużą częstością urodzeń. Opisywana sytuacja będzie miała daleko idące konsekwencje społeczne i ekonomiczne. Chodzi również o perspektywy lokalnych rynków mieszkaniowych.

Aglomeracja poznańska ma więcej urodzeń niż świętokrzyskie

Reklama

Najłatwiejsze jest znalezienie danych na temat współczynnika dzietności dotyczących całego kraju albo poszczególnych województw. Przypomnijmy, że GUS pod pojęciem tego wskaźnika rozumie „liczbę dzieci, które urodziłaby przeciętnie kobieta w ciągu całego okresu rozrodczego (15 - 49 lat) przy założeniu, że w poszczególnych fazach tego okresu rodziłaby z intensywnością obserwowaną w badanym roku”. Po dokładniejszych poszukiwaniach okazuje się, że dostępne są dane na temat tak obliczanego wskaźnika dzietności dla podregionów wyznaczonych według unijnej klasyfikacji NUTS-3.

Poniższa mapa uwzględniająca współczynnik dzietności w skali podregionów NUTS-3 pokazuje, że największymi wynikami wyróżniają się głównie okolice dużych aglomeracji. Najwyższy poziom wskaźnika dzietności z 2020 roku, GUS odnotował na terenie następujących podregionów:

  • gdański - 1,75
  • poznański - 1,68
  • warszawski wschodni - 1,67
  • leszczyński - 1,61
  • warszawski zachodni - 1,59
  • nowosądecki - 1,59
  • Warszawa - 1,58
  • chojnicki - 1,56

Warto podkreślić, że na powyższej liście znajdziemy już tylko jeden podregion tradycyjnie znany z wysokiej dzietności (nowosądecki). Znacznie lepiej od polskiej średniej (1,38 w 2020 r.) wypadły też m.in. następujące podregiony: miasto Poznań (1,53), siedlecki (1,53), miasto Wrocław (1,52) oraz miasto Kraków (1,50).

O dość dużym znaczeniu, jakie w kontekście dzietności i urodzeń mają aglomeracje świadczy ciekawy przykład dotyczący jednej z nich. Mianowicie, w 2019 roku na terenie Poznania i powiatu poznańskiego urodziło się więcej dzieci niż w całym województwie świętokrzyskim, które zmaga się z demograficznym regresem. To porównanie jest interesujące, gdyż nie dotyczy bardzo dużej aglomeracji warszawskiej. Okazuje się, że dużo mniejsza od niej aglomeracja poznańska ma odczuwalny wpływ na ogólnopolską liczbę urodzeń.

„Ściana wschodnia” utraciła już swoje demograficzne atuty

Do ciekawych wniosków prowadzi również porównanie danych Głównego Urzędu Statystycznego na temat dzietności w 2002 r. oraz 2020 r. Warto przypomnieć, że wynik sprzed 20 lat (1,25) był jeszcze gorszy niż ten odnotowany w pandemicznym 2020 roku (1,38). Poniższa tabela potwierdza, że 20 lat temu terytorialny rozkład regionów z największym współczynnikiem dzietności wyglądał zupełnie inaczej. Wyniki dość zbliżone do średniej notowały wówczas dwa województwa będące obecnymi liderami, czyli mazowieckie oraz wielkopolskie. Na podium znajdowało się natomiast województwo warmińsko - mazurskie, podkarpackie oraz pomorskie.

Porównanie wyników z 2002 r. i 2020 r. w dokładniejszym układzie podregionów NUTS-3 również pokazuje nam, że tzw. „ściana wschodnia” popadła w regres dotyczący liczby urodzeń. Wyjątek stanowią tylko najbliższe okolice miast wojewódzkich. Na czoło wysunęły się natomiast regiony przyciągające młode osoby lepszą sytuacją na rynku pracy i ofertą edukacyjną. Ta zmiana będzie bardzo ważna w kontekście przyszłości rynków mieszkaniowych - nawet wziąwszy pod uwagę mobilność młodych Polaków.

Zmiany współczynnika dzietności / Rynekpierwotny.pl

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl