Borusewicz: Szykowałem strajk, nie mówiąc o strajku [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
30 sierpnia 2020, 14:00
Bogdan Borusewicz 2 Fot. Maksymilian Rigamonti
<p>Bogdan Borusewicz 2 Fot. Maksymilian Rigamonti</p>/Dziennik Gazeta Prawna
Moje ego nie przerosło rozsądku. Wiedziałem, że tej władzy nie można dociskać do ściany. Gdybym to ja usiadł za stołem, władza musiałaby uznać nie tylko postulaty stoczniowców, ale i KOR - mówi Bogdan Borusewicz, historyk, działacz opozycji demokratycznej, po 1989 r. poseł i senator.

Z Bogdanem Borusewiczem rozmawia Magdalena Rigamonti

Pan ma dopiero 70 lat.

Dopiero?

Myśli pan o sobie jak o starcu?

Nie, broń Boże.

Lech Wałęsa cały czas się żegna, mówi, że już się ze św. Piotrem wita.

Nie, ja się nie żegnam. Nieprzyjemne jest tylko to, że już nie chodzę na wesela, nie mówiąc o chrzcinach. Znajomych spotykam tylko na pogrzebach. Ostatnio Heniek Wujec odszedł. Poznałem go w 1976 r. W KOR, u Jacka Kuronia. W Warszawie dwa domy były otwarte, do których każdy mógł przyjść, o każdej porze. Jeden to właśnie dom Jacka. Drugi to Heńka i Ludki. I jak myślę o Heńku, to oczywiście myślę też o Ludce. To była jedność.

Jak pan i pana żona Alina Pienkowska.

Hm. Jak Heniek, to i Ludka. Zawsze. Raz spałem w domu Wujców. Po jednej nocy miałem dość, bo bez przerwy drzwi się otwierały i ktoś wchodził. Heniek kładł się o godz. 1, wstawał o godz. 5 rano. O godz. 23 to tam się jeszcze normalne życie toczyło. Często bywała bezpieka. Co najmniej raz na miesiąc Wujcowie mieli rewizję. Tam w normalny dzień było z 20 osób. I z 15 esbeków. Henio miał taką metodę, że jak esbecy coś znaleźli trefnego, to kładli to na środku pokoju. Stosik się robił coraz większy i wtedy Henio podchodził i jak gdyby nigdy nic wyciągał coś z niego i chował w inne miejsce. Pamiętam, miałem raz coś w kieszeni i kombinowałem, gdzie to ukryć. Byłem przekonany, że sterta płaszczy w jednym z pokoi należy do tych, którzy zostaną za chwilę zatrzymani, więc do kieszeni jednego z nich włożyłem to, co miałem trefnego. Po rewizji esbecy się ubierają. I nagle wybuch śmiechu. Jeden wyciąga bibułę z kieszeni płaszcza. Jego koledzy też pękali ze śmiechu.

Wywieźli was na komisariat?

Do aresztu. Wylądowaliśmy na Wilczej albo na Cyryla i Metodego. Warszawskie areszty – w porównaniu z gdańskimi – były fatalne. Śmierdzące, zasikane, koce i cele cuchnące. Jedno wyro. Brudno.

Na dobę zamykali?

Na 48 godzin. Heniek. Porządny, poukładany, zaskakujący. Ze wsi spod Biłgoraju. Dopóki brat miał gospodarstwo po rodzicach, jeździł na żniwa pomagać. Pierwsze jego przeżycie, o którym nie mówił, to Majdanek. Urodził się w 1940 r. Jak miał trzy lata, trafił do obozu koncentracyjnego. Boży człowiek. Na nim zawsze można było polegać. Pracowity. I w opozycji. I po 1990 r., jak był posłem. Zawsze z dwoma siatkami pełnymi papierów i dokumentów. Całe archiwum miał przy sobie. Heniek to historia Polski.

Pan też jest historią Polski. 40 lat mija od podpisania Porozumień Sierpniowych.

Nie liczę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj