Z Romualdem Skrzypeckim rozmawia Magdalena Rigamonti

Komu pan ma za złe?

O polityków pani pyta?

Tak.

Za ustawę?

Reklama

Tak.

Za 2016 r. to mam generalnie pretensje do obozu rządzącego, do PiS. A w ogóle to wszyscy mamy za złe prof. Andrzejowi Rzeplińskiemu, który w 2009 r., będąc prezesem Trybunału Konstytucyjnego, swoim głosem przeważył, że zgodne z konstytucją jest odebranie nam części praw emerytalnych. Gdyby prof. Rzepliński stanął po stronie siedmiu sędziów, którzy twierdzili, że to niekonstytucyjne, dziś PiS miałby związane ręce. Byłby wyrok TK, że nie można odbierać nam emerytur. Teraz PiS mówi, że to PO zaczęła, ba, uznała, że jest to zgodne z konstytucją.

Panu wtedy nie obniżono emerytury.

Nie obniżono, bo jako oficer operacyjny byłem w tzw. zbiorze zastrzeżonym. Razem z ponad 400 osobami. Pamiętam, jak jeszcze w 2015 r. jeden z moich kolegów, czynny oficer, twierdził, że jest zapewnienie z najwyższego szczebla, że ten zbiór przez co najmniej 30 lat jest nie do ruszenia. I co? Szefem Agencji Wywiadu został Piotr Krawczyk i okazało się, że wszystko jest do ruszenia. Jego poprzednik, płk Grzegorz Małecki, poleciał ze stanowiska, bo nie chciał się zgodzić na ujawnienie zbioru zastrzeżonego i miał krytyczne uwagi do obcięcia nam emerytur. Przynajmniej taka jest fama. Kiedy go wymieniono w 2016 r., ja i wielu moich kolegów zostaliśmy uznani za bandytów, komuchów służących Moskwie. Choć przez 21 lat od 1990 r. byłem oficerem wywiadu wolnej Polski. Nie, nie siedziałem za biurkiem, byłem oficerem polowym w takich krajach, jak choćby Iran czy Syria. W 2016 r. okazało się, że to nie ma żadnego znaczenia, że prawo działa wstecz i dwa razy można karać za to samo. Wielu moim kolegom obniżono emerytury i w 2009 r., i siedem lat później. Proszę przeczytać tę ustawę z 2016 r. Naprawdę musiał pisać ją ktoś nieznający się kompletnie na prawie. Teraz znowu czekamy na wyrok TK w kwestii konstytucyjności ustawy z 16 grudnia 2016 r. o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu (z pytaniami prawnymi w tej sprawie wystąpił w 2018 r. Sąd Okręgowy w Warszawie, TK ma się nimi zająć 15 lipca – red.).

Pokazał mi pan list, który grupa emerytowanych funkcjonariuszy napisała do Agencji Wywiadu.

To list otwarty. Podpisało go 35 osób, w tym ważni oficerowie Agencji Wywiadu, którzy przez lata narażali życie i zdrowie, służąc wolnej Polsce. Większość to ludzie z cienia. A w zasadzie już wycięci z tego cienia. 29 czerwca świętowano 18. rocznicę powstania Agencji Wywiadu. Firma chlubi się, że to 18 lat służby w cieniu dla Polski. Tylko jakoś nie ma żadnej wzmianki, kto tę Agencję Wywiadu zakładał, kto tam pracował, kto to wszystko robił. Nie ma słowa o nas. Zostaliśmy usunięci. Tak, jakbyśmy tam nigdy nie pracowali, jakby nas tam nigdy nie było. A to my tworzyliśmy Zarząd wywiadu i później Agencję Wywiadu. Większość kadry to byli ludzie, którzy pracowali tam przed 1989 r. Agencja teraz się chwali swoimi osiągnięciami, a przecież zdecydowana część z nich to sukcesy byłych oficerów Departamentu I MSW, którzy tak jak i ja zostali wymazani z historii. Co więcej, ujawniono nasze prawdziwe nazwiska oraz operacje, w których braliśmy udział. Na stronach IPN w zbiorze zastrzeżonym jest ponad 400 nazwisk oficerów i informacji, które powinny być tajne i chronione dla dobra Polski, naszych relacji sojuszniczych i bezpieczeństwa wielu ludzi.

Wchodzę w zbiór zastrzeżony i...

I tam jest moje prawdziwe nazwisko, nazwisko legalizacyjne, dane identyfikujące oraz lata i moje miejsce pracy przed 1990 r.

Cały wywiad z Romualdem Skrzypeckim przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP