Byliśmy o krok od paraliżu całej Polski
Minister Cyfryzacji - Krzysztof Gawkowski - ujawnił w jednym z ostatnich wywiadów fakty, które mogły zmrozić krew w żyłach. Zgodnie z jego przekazem, pod koniec grudnia 2025 roku Polska była "bardzo blisko blackoutu". Oznacza to, że znaleźliśmy się w sytuacji, w której dostawy prądu w naszym kraju mogłyby zostać zakłócone.
Fakt ten nie wynikał jednak z problemów polskiej infrastruktury energetycznej, nie wystąpił tu także żaden błąd ludzki. Mowa bowiem o skoordynowanym ataku na nasze systemy energetyczne, który - tutaj nie ma przesady - mógł sparaliżować dosłownie cały kraj.
To był największy atak na sektor energetyczny w ostatnich latach. Skoordynowana akcja, która miała wyłączyć obywatelom w Polsce prąd – mówił minister w rozmowie na antenie RMF FM.
Również minister energii Miłosz Motyka zabrał głos w tej sprawie i ujawnił kolejne niepokojące szczegóły. Podkreślił, że rodzaj opisywanego ataku był czymś do tej pory niespotykanym, bo po raz pierwszy ataki wycelowano w różne miejsca całego kraju.
Celami wroga stały się nie tylko duże obiekty, ale także pojedyncze źródła wytwarzające energię, takie jak farmy fotowoltaiczne, a nawet pojedyncze wiatraki. Trudno o bardziej dobitny znak, że jako państwo powinniśmy zachować szczególną ostrożność.
"Cyfrowa wojna" nie trzeba karabinów i huku czołgów, żeby nieść zniszczenie
Jest to bardzo dobitne potwierdzenie, że wojna w XXI wieku przybierać może naprawdę różne oblicza. Sceny, które obserwujemy na Ukrainie, nie muszą być widoczne i u nas, aby doprowadzić cały kraj do paraliżu i zaburzyć rytm jego działania.
W bardzo podobnym tonie wypowiedział się sam Krzysztof Gawkowski, który na antenie radia wprost przyznał, że "cyfrowe czołgi już tu stoją". Potwierdza to też informacje, że to właśnie Polska jest najbardziej atakowanym państwem w całej Unii Europejskiej, jeśli chodzi o sferę wojny hybrydowej.
Ta, w przeciwieństwie do działań konwencjonalnych, ma kilka odsłon. Z jednej strony są to cyberataki na infrastrukturę, z drugiej mowa też o akcjach sabotażowych czy zmasowanych atakach dezinformacji. W takiej sytuacji każdy z nas jest narażony na niebezpieczeństwo, choć nikt nie celuje do nas z karabinu.
Kto stoi za atakiem na infrastrukturę krytyczną?
Choć oficjalne wskazanie sprawców nie nastąpiło, to wiele wskazuje na to, że była to kolejna akcja sabotażowa ze strony lub z inspiracji Rosji. Takie stwierdzenie pada też ze strony rządowej. Jest to więc nic innego, jak kolejna odsłona wojny hybrydowej, która odzwierciedla aktualną sytuację w Europie.
Jest to sytuacja, która może przypominać, to, z czym mieliśmy do czynienia w przypadku blackoutu w Berlinie. Choć tam do podpalenia infrastruktury energetycznej przyznała się lewicowa organizacja Vulkangruppe, tak niemieckie służby zajmują się badaniem, czy nie ma w tym incydencie żadnego wątku rosyjskiego.
Przykład ten pokazuje też, co mogłoby się stać w razie takiego blackoutu. W tym przypadku mowa o około 100 tysiącach osób, które pozostały bez dostępu do prądu przez cztery dni. To też sprawiło, że część z nich nie miała ogrzewania, a przywrócenie prądu zakładało obejście uszkodzonej infrastruktury. Przekładając to na skalę całego kraju widać, jak na dłoni, że skutki mogłyby być jeszcze bardziej dotkliwe, nie licząc nawet ofiar śmiertelnych.
Raz odparty atak nie zniechęci - czy Polacy powinni szykować się na blackout?
Naiwne jest twierdzenie, że w aktualnych warunkach do podobnej sytuacji nie dojdzie. Niemal pewne jest, że podobne ataki będą się powtarzać i eksperci ds. cyberbezpieczeństwa nie mają co do tego złudzeń. Atak na infrastrukturę krytyczną jest tak popularny właśnie ze względu na to, jak dużo szkód może wywołać.
Wobec tego Polacy zdecydowanie powinni przygotować się na ryzyko wystąpienia blackoutu w ich regionie kraju. Nawet jeśli nasze służby pracują nad tym, aby do takiej sytuacji nie doszło, tak nadal zawsze mogą nie odeprzeć kolejnych ataków, lub będą one na tyle silne, że odparcie ich w całości stanie się niewykonalne. Wówczas konsekwencje tego może odczuć każdy z nas, bez względu na to, gdzie mieszka, czym się zajmuje i jakie ma poglądy, bo blackout nie wybiera.
Świadomość takiego stanu rzeczy może nie napawa optymizmem, jednak skłania do myślenia i pozwala przygotować się na różne scenariusze. Dlatego też tak ważne jest posiadanie jakichkolwiek zapasów, pewnej kwoty pieniędzy w gotówce, ale także alternatywnych źródeł zasilania czy możliwości zapewnienia sobie schronienia tam, gdzie faktycznie da się ogrzać.