Forsal logo

Palisz w ogrodzie? 5 tys. zł to nie najwyższa kara. Grzywna może sięgnąć nawet 30 tys. zł

gałęzie, Liście, ogród, grzywna, mandat
Palisz w ogrodzie? 5 tys. zł to nie najwyższa kara. Grzywna może sięgnąć nawet 30 tys. zł/Shutterstock
Sterta liści, kilka gałęzi po przycinaniu drzew, zapałka i po problemie. Przez lata właśnie tak wyglądały jesienne albo wiosenne porządki w wielu ogrodach. Dziś taki sposób pozbywania się zielonych odpadów może skończyć się mandatem, a w razie skierowania sprawy do sądu – grzywną sięgającą 5000 zł. Jeśli jednak sposób rozpalania ognia narusza również przepisy przeciwpożarowe, kara może być znacznie wyższa – nawet do 30 tys. zł.

To tylko liście? Prawo widzi to inaczej

Liście zgrabione z trawnika, skoszona trawa czy gałęzie po przycinaniu drzew mogą być odpadami, jeśli właściciel chce się ich pozbyć. Ustawa o odpadach pozwala na spalanie zgromadzonych pozostałości roślinnych poza instalacjami tylko wtedy, gdy nie są one objęte obowiązkiem selektywnego zbierania. Taki wyjątek przewiduje art. 31 ust. 7 ustawy o odpadach.

W przypadku typowych bioodpadów z przydomowego ogrodu pole manewru jest niewielkie. Bioodpady komunalne są objęte systemem selektywnej zbiórki, dlatego zgrabionych liści, skoszonej trawy czy innych zielonych pozostałości co do zasady nie można zebrać na stos i spalić.

Gałąź gałęzi nierówna

Sporo nieporozumień budzą gałęzie i drewno. Samo drewno nie jest bowiem automatycznie odpadem. Jeśli jest przeznaczone do wykorzystania jako opał, sytuacja wygląda inaczej niż w przypadku gałęzi ściętych podczas pielęgnacji ogrodu i spalanych wyłącznie po to, by zniknęły z posesji. To samo dotyczy innych materiałów roślinnych. Znaczenie ma ich przeznaczenie i okoliczności.

500 zł mandatu. W sądzie kwota rośnie dziesięciokrotnie

Kilka worków liści, których właściciel chciał się pozbyć w kilkanaście minut, może więc okazać się wyjątkowo złym kosztownym pomysłem. Za spalanie odpadów niezgodnie z przepisami można odpowiadać na podstawie art. 191 ustawy o odpadach. W typowej sytuacji funkcjonariusz może nałożyć mandat do 500 zł. Jeżeli sprawa trafi do sądu, stawka robi się znacznie poważniejsza. Grzywna za wykroczenie może wynieść od 20 do 5000 zł.

Na tym jednak ryzyko się nie kończy. Od 2026 roku za część wykroczeń związanych z bezpieczeństwem pożarowym grożą również surowsze kary.

Grzywna 5000 zł to jeszcze nie górna granica

Każde ognisko może zostać ocenione zarówno pod kątem przepisów o odpadach, jak i zasad bezpieczeństwa pożarowego. Jeśli sposób posługiwania się ogniem narusza przepisy przeciwpożarowe, zastosowanie może znaleźć art. 82 Kodeksu wykroczeń. Po zmianach obowiązujących od 2 stycznia 2026 r. sankcje za niektóre takie wykroczenia wyraźnie wzrosły.

Ważne

Mandat może wówczas sięgnąć 5000 zł, a grzywna wymierzona przez sąd – nawet 30 000 zł.

Aby „zasłużyć" na taką karę muszą wystąpić przesłanki określone w przepisach przeciwpożarowych. Znaczenie ma między innymi miejsce rozpalenia ognia, sposób jego zabezpieczenia i ryzyko rozprzestrzenienia się pożaru.

To, że „zawsze tak robiliśmy” nie jest żadnym wyjątkiem

Palenie liści jeszcze kilkanaście lat temu było stałym elementem krajobrazu wielu ogródków i działek. Charakterystyczny dym jesienią nikogo specjalnie nie dziwił. Stąd bierze się przekonanie, że skoro kiedyś było to powszechne, dziś również można tak robić.

System gospodarowania odpadami wygląda już jednak inaczej. Bioodpady mają trafić do selektywnej zbiórki albo zostać zagospodarowane w sposób przewidziany przez lokalne przepisy. Dawny zwyczaj nie tworzy wyjątku od tych zasad.

Dym z ogniska rzadko zatrzymuje się nad jedną posesją. Może przeszkadzać sąsiadom, ograniczać widoczność, a w niektórych sytuacjach prowadzić do odpowiedzialności za immisje. Co więcej, przy suchej trawie lub silniejszym wietrze niewielkie ognisko może szybko przerodzić się w znacznie poważniejsze zagrożenie.

Co zrobić z liśćmi i gałęziami?

Najprościej sprawdzić zasady obowiązujące w swojej gminie. Bioodpady mogą być odbierane bezpośrednio z nieruchomości albo przyjmowane w punkcie selektywnego zbierania odpadów komunalnych, czyli PSZOK.

Część odpadów roślinnych można też zagospodarować na miejscu. Liście, trawa oraz wiele innych resztek ogrodowych nadają się do kompostowania. Przydomowy kompostownik pozwala ograniczyć ilość odpadów oddawanych do gminnego systemu, a po czasie daje materiał, który można wykorzystać w ogrodzie.

Szczegółowe zasady odbioru bioodpadów, wymagania dotyczące pojemników czy przydomowych kompostowników mogą różnić się w zależności od gminy. Warto zajrzeć do lokalnego regulaminu zamiast kierować się tym, co od lat robią sąsiedzi.

Źródła:

  • ustawa z dnia 14 grudnia 2012 r. o odpadach (t.j. Dz.U. z 2023 r., poz. 1587 z późn. zm.)
  • ustawa z dnia 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (t.j. Dz.U. z 2025 r., poz. 733 ze zm.).
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Krzysztof Rybak
Krzysztof Rybak

Krzysztof Rybak – prawnik, redaktor Forsal.pl, absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zajmuję się tematyką podatków, nieruchomości oraz prawa cywilnego i gospodarczego. W swoich tekstach wyjaśniam zmiany w przepisach i ich praktyczne skutki. Przez lata byłem związany z branżą naukową i rolniczą. Zostałem wyróżniony przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi za osiągnięcia w obszarze rynku konopnego. 

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraKasztan spadł z drzewa na auto i uszkodził szybę. Odpowiedzialność finansowa właściciela nieruchomości za drzewa na działce »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj