Sprawę jednego z oskarżonych Mateusza S. - b. szefa zdelegalizowanego już stowarzyszenia "Duma i Nowoczesność" i organizatora imprezy - musi rozpoznać ponownie sąd rejonowy. Wyrok w I instancji zapadł w maju 2022 r. Sąd Rejonowy w Wodzisławiu Śląskim uznał, że obchody były publicznym propagowaniem nazizmu. Za to i za inne przestępstwa sześciorgu uczestnikom tego spotkania wymierzył kary więzienia w zawieszeniu – od trzech miesięcy do roku. Obrona domagała się uniewinnienia lub uchylenia wyroku. Prokuratura chciała kar bezwzględnego więzienia.

Sąd uznał, że urodziny Hitlera miały charakter publiczny

Zwracając do sądu rejonowego sprawę Mateusza S. – który jako jedyny przyszedł w poniedziałek do sądu - sąd odwoławczy podzielił stanowisko jego obrońcy, który wskazał, że podczas procesu zostało naruszone jego prawo do obrony. Chodzi o art. 79 Kodeksu postępowania karnego, według którego oskarżony musi mieć obrońcę, jeśli zachodzi uzasadniona wątpliwość co do jego poczytalności. Adwokat zwracał uwagę, że taką obligatoryjną obronę powinien mieć jego klient, skoro prokuratura zasięgała w sprawach oskarżonych opinii biegłych psychiatrów. Tymczasem na kilku terminach rozpraw Mateusz S. nie był reprezentowany przez obronę.

Reklama

Wyjaśniając tę sprawę, sąd uznał, że w przypadku S. zaszła tzw. bezwzględna przyczyna odwoławcza. Były cztery terminy rozpraw, na których nie było żadnego z trzech jego obrońców z wyboru, podczas gdy ich udział był obligatoryjny. SO ocenił, że trudno za to uchybienie winić wyłącznie sąd I instancji. "Żaden z tych obrońców nie usprawiedliwił nieobecności, nie wnosił o odroczenie terminu rozprawy, prokurator nie zorientował się, że ta obrona jest obligatoryjna, uchybienia tego też nie ustrzegł się sąd rejonowy (…)" – powiedziała przewodnicząca składu orzekającego Aleksandra Odoj-Jarek. Jak zauważyła, choć to sąd czuwa nad prawidłowym przebiegiem procesu, powinny o to dbać także strony postępowania, w szczególności obrońcy. Sędzia dodała, że sąd "rozważa ocenę tego zachowania [obrońców - PAP] w kontekście ewentualnego naruszenia zasad etyki zawodowej".

Sąd odwoławczy w poniedziałkowym wyroku zmienił też opis czynu zarzucanego pozostałym oskarżonym, uznając, że działali oni wspólnie także wraz z dwiema innymi osobami. W pozostałym zakresie utrzymał wyrok wodzisławskiego sądu w mocy, uznając, że proces był poprowadzony prawidłowo, rzetelnie i szczegółowo, a jedyny błąd dotyczył Mateusza S.

Podobnie jak sąd I instancji, sąd okręgowy nie miał wątpliwości, że urodziny Hitlera były publicznym propagowaniem nazizmu. "Jednoznacznie – podkreślam - jednoznacznie sąd odwoławczy stoi na stanowisku, że takie zachowanie to nie jest zabawa, to nie jest żart, to nie jest żaden happening. Pozdrowienie poprzez podniesienie prawej ręki, taki gest hajlowania, jeszcze w naszym kręgu kulturowym, kojarzy się jednoznacznie z nazistowskimi Niemcami i III Rzeszą, a ten salut wykonywany w otoczeniu flag III Rzeszy musi być traktowany jako afirmacja tej ideologii" - powiedziała sędzia Aleksandra Odoj-Jarek.

"To nie jest tak, jak mówił tutaj obrońca oskarżonych, że takie zachowanie jest jedynie amoralne i nieakceptowalne – tak się wyraził. Nie, zdaniem sądu odwoławczego takie zachowanie jest przede wszystkim karalne" – podkreśliła sędzia. Jak dodała, taka ocena podobnych zachowań musi być przestrogą, ale także dać poczucie sprawiedliwości tym, którzy boleśnie doświadczyli działań, które mają swoje źródła w ideologii nazistowskiej. "Wiedza o tym, co ci ludzie przeżyli, czego doświadczyli, do czego ta ideologia doprowadziła, do czego przyczynił się Adolf Hitler, to jest wiedza ogólnodostępna, powszechna, wystarczy tutaj wykształcenie na poziomie podstawowym (…). Na takie propagowanie, afirmowanie i propagowanie nazistowskiego państwa nie może być naszego przyzwolenia i powinno być to eliminowane w zalążku" – powiedziała sędzia.

Wbrew stanowisku obrony sąd uznał, że urodziny Hitlera miały charakter publiczny – odbywały się w miejscu i w sposób, które mogły dostrzec inne osoby, o czym uczestnicy spotkanie doskonale wiedzieli. Odnosząc się do kar, sąd nie podzielił stanowiska prokuratury, która domagała się bezwzględnego więzienia. Zwrócił uwagę, że oskarżeni nie byli wcześniej karani, teraz prowadzą ustabilizowane życie i w ich przypadku można mówić o pozytywnej prognozie kryminologicznej.

"Myślę, że mimo wszystko mój klient będzie już żył zgodnie z przepisami prawa"

Prok. Agnieszka Marcińczyk wyraziła satysfakcję, że sąd uznał za winnych większość oskarżonych i nie miał wątpliwości, że swoim zachowaniem publicznie propagowali nazistowski ustrój państwa. "W tym zakresie ten wyrok będzie znaczący w naszym systemie prawa, gdyż definicja tych pojęć, tych znamion na gruncie tej sprawy, moim zdaniem, została wyjaśniona już dokładnie" – oceniła. Przyznała, że w przypadku Mateusza S. zarówno sąd rejonowy, jak i strony postępowania popełniły błąd. Odnosząc się do kar, oskarżycielka mówiła, że urodziny Hitlera nie były jedynie "incydentem" w życiu uczestników tego spotkania i uważała, że powinni zostać skazani na więzienie bez zawieszenia.

"Na pewno dla mojego klienta był to wyrok niekorzystny, jednak z uwagi też na czas, najważniejsze było to, że to postępowanie już się zakończyło (…). Myślę, że mimo wszystko mój klient będzie już żył zgodnie z przepisami prawa, i myślę, że po raz kolejny się tutaj już nie spotkamy" - powiedziała broniąca Adriana K. Patrycja Kosidło-Pardej, która domagała się uniewinnienia. Podobnie jak pozostali obrońcy przekonywała, że urodziny Hitlera nie miały charakteru publicznego, a zatem nie były przestępstwem.

Dwa lata temu wodzisławski sąd na rok więzienia w zawieszeniu skazał Mateusza S. To on rozesłał przez internet znajomym ponad 80 zaproszeń w postaci plakatu z programem uroczystości. Na plakacie znalazły się m.in. godło III Rzeszy, swastyka i wizerunek Hitlera. Za to przestępstwo Mateusz S. został skazany na 11 miesięcy więzienia. Poza propagowaniem nazistowskiego ustroju państwa podczas imprezy w Wodzisławiu S. odpowiada też za podobne zachowania – na festiwalu Orle Gniazdo, gdzie nosił koszulkę ze swastyką, i podczas koncertu w rybnickiej dzielnicy Boguszowice, gdzie wykonywał gest nazistowskiego pozdrowienia. S. odpowiada także za nielegalne posiadanie amunicji. Sąd rejonowy wymierzył mu karę łączną roku więzienia, warunkowo zawieszając jej wykonanie na trzy lata.

Na dziesięć miesięcy więzienia w zawieszeniu wodzisławski sąd skazał Krystiana Z., który usłyszał zarzuty propagowania nazizmu w lesie w Wodzisławiu i podczas dwóch edycji festiwalu Orle Gniazdo. Na osiem miesięcy w zawieszeniu został skazany Dawid K., oskarżony o publiczne propagowanie nazistowskiego ustroju podczas obchodów urodzin Hitlera i na koncercie w Boguszowicach. Pozostali oskarżeni zostali skazani na kary od trzech miesięcy do pół roku więzienia, również w zawieszeniu na okres próby. Poza karą pozbawienia wolności oskarżeni zostali przez sąd I instancji zobowiązani do zapłaty grzywien i informowania co trzy miesiące kuratora o przebiegu próby.

Śledztwo w tej sprawie wszczęto w styczniu 2018 r. po emisji w TVN reportażu "Polscy neonaziści". Dziennikarze pokazali w nim m.in. obchody 128. rocznicy urodzin Hitlera, które odbyły się ponad pół roku wcześniej w lesie koło Wodzisławia Śląskiego. Na polecenie prokuratury ABW zatrzymała wówczas uczestników spotkania i przeszukała ich mieszkania. Znaleziono w ich domach flagi, odznaki, naszywki i publikacje o symbolice nazistowskiej.

Materiał "Superwizjera: TVN pokazywał m.in. rozwieszone na drzewach czerwone flagi ze swastykami i "ołtarzyk" ku czci Hitlera z jego czarno-białą podobizną oraz wielką drewnianą swastyką nasączoną podpałką do grilla. Swastyka po zmroku została podpalona. Widać było też przebranych w mundury Wehrmachtu i SS uczestników spotkania, wznoszenie toastów "za Adolfa Hitlera i naszą ojczyznę, ukochaną Polskę" i częstowanie tortem w barwach flagi Trzeciej Rzeszy.

Autor: Krzysztof Konopka