Z informacji od nauczycieli wynika, że rzadko zdarzają się sytuacje, by to oni byli zagrożeni – podkreśla Meidinger. Problem polega na tym, że w takich klasach często dochodzi do konfliktów między dziećmi z różnych klanów. „A te klany i w związku z tym także dzieci mają własne rozumienie prawa i wartości. Co, delikatnie mówiąc, ma niewiele wspólnego z naszym rozumieniem zdrowej koegzystencji” – wyjaśnia.

Jak dodaje prezes Stowarzyszenia Nauczycieli, wśród młodych najpopularniejsze są osoby, wyróżniające się swoimi działaniami. „A ich uwagę najprawdopodobniej przyciągną osoby, popełniające najbardziej rażące i brawurowe czyny” – zauważa.

Reklama

„Nauczycielom często bardzo trudno jest przekonać dzieci, że edukacja jest dla nich wielką szansą, a wysiłek ponoszony w szkole jest tego warty, skoro starszy brat bez ukończonej szkoły biega z Rolexem na nadgarstku, a ojciec, oficjalnie bezrobotny, jeździ wypasionym SUV-em” – mówi Meidinger. „Trudno też przekonać dzieci, że konflikty można rozwiązywać bez użycia przemocy, jeśli na co dzień doświadczają one różnych, brutalnych metod rozwiązywania problemów w swoim otoczeniu” - podkreśla.

Jak przekonuje Meidinger, rozwiązaniem problemu byłaby większa profilaktyka w szkołach oraz zwiększenie liczby pracowników socjalnych, mówiących po arabsku, jednak w tej kwestii istnieje poważny deficyt.

„Główny problem polega na tym, że w wielu klasach większość stanowią dzieci z klanów. W efekcie dzieci te narzucają klimat, mają też małe możliwości poznania dzieci z innych klas i grup społecznych. Nie możemy stać bezczynnie i obserwować rozwoju tej sytuacji!” – apeluje prezes Stowarzyszenia Nauczycieli.

mszu/ ap/