Ani „cicha”, ani „rezygnacja”. Pracownice i pracownicy naukowi w poszukiwaniu work-life balance

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
8 marca 2023, 06:35
zmęczony naukowiec
Ani „cicha”, ani „rezygnacja”. Pracownice i pracownicy naukowi w poszukiwaniu work-life balance/Shutterstock
Jeśli przypadkiem w waszych wyobrażeniach figuruje postać naukowca, który na spokojnie, w zaciszu zapewniającej mu stabilność akademii, pracuje nad wiekopomnym odkryciem czy technologią, zapomnijcie o nim. Akademia bardziej przypomina korporację. Przynajmniej tak wynika z opublikowanego w internetowym „Nature” artykułu Nikki Forester. 

Sądząc po wypowiedziach cytowanych przez dziennikarkę, również nauka nie uchroniła się przed czymś, co dość nietrafnie nazywamy quiet quittingiem. „Ani to cicha, ani rezygnacja”, mówią zirytowane badaczki i badacze. I głośno domagają się uwzględnienia ich potrzeby równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym.

Suma możliwych kombinacji

W listopadzie zeszłego roku „Nature” przeprowadziło na swojej stronie ankietę, pytając o zagadnienia związane z quiet quittingiem. Wzięło w niej udział 1748 osób, w większości (73 proc.) akademików i akademiczek. Według wyników 75 proc. ankietowanych, poczynając od marca 2020 roku, ograniczyło swój zakres pracy. Powody? Najczęściej wskazywane (można było zaznaczyć dowolną ilość) to: sprzeciw wobec bezpłatnych nadgodzin (48 proc.), poczucie niedocenienia przez przełożonych (45 proc.), potrzeba życia prywatnego (44 proc.), brak motywacji finansowej (44 proc.). Czy już wiecie, co będzie, kiedy to wszystko wymieszać? Bingo, wypalenie zawodowe. Wskazane jako przyczyna przez większość (67 proc.). 

Jak naukowcy i naukowczynie zmniejszają zakres swoich obowiązków? Rezygnują z udziału w konferencjach. Ograniczają mentoring i dydaktykę. Nie angażują się w poboczne projekty. Odpuszczają sobie recenzowanie prac naukowych – jakiś czas temu „Nature” pisało o coraz częstszym zmęczeniu i wypaleniu recenzentek i recenzentów. Niektóre osoby decydują się na porzucenie pracy naukowej i zmianę branży.

Podejmowane przez środowisko naukowe działania, które mają zapobiegać wypaleniu zawodowemu, trudno jednak uznać za dziwne czy wydumane, albo wskazujące na ich „rezygnację” zawodową. Paleoceanograf Jeroen Goeneveld z Narodowego Uniwersytetu Tajwańskiego przestał przygotowywać i analizować próbki dla innych badaczy, zamiast tego zaprasza ich do swojego laboratorium i uczy technik tej pracy. Inne osoby wspominają o nieorganizowaniu egzaminów w weekendy i nieodpowiadaniu na e-maile w nocy. „Jeśli praca nie jest w stanie zamknąć się w pięciodniowym tygodniu roboczym, to znaczy, że jest jej za dużo” – twierdzą. 

Pracodawco, pójdź po rozum do głowy

Isabel Müller, matematyczka z Amerykańskiego Uniwersytetu w Kairze, w 2021 roku objęła stanowisko adiunktki. Zaczęła pracować po 16 godzin dziennie przez 7 dni w tygodniu. Nie to, że tego od niej wymagano; po prostu nie była w stanie tak zarządzić wszystkimi projektami, żeby zmieścić się w mniejszej liczbie godzin. Z kolei zachowująca anonimowość profesorka medycyny z USA wspomina, że poza pracą dydaktyczną i naukową, wykonywała też harówkę emocjonalną – wspierała studentów i studentki w tematach związanych z problemami psychicznymi czy przemocą domową, nie mając w tych kwestiach odpowiedniego przygotowania. Obie naukowczynie zdecydowały się postawić granice i zmniejszyć zakres wykonywanej pracy, aby zmieścić się w zakontraktowanym w ich umowach czasie.

W ankiecie „Nature” padają też inne deklaracje. „Koniec z przynoszeniem pracy do domu”. „Nie jesteśmy doceniani ani odpowiednio wynagradzani”. „Dzięki ograniczeniu pracy mogę się zastanowić, jakie ja mam hobby poza życiem zawodowym”. „Muszę zmieścić się w terminie z dwoma wnioskami grantowymi, nie przyjmę więc żadnych artykułów do recenzowania”. „Ludzie mają życie poza pracą, czasami równie trudne i skomplikowane co ona”. „To bardzo zły pomysł, żeby pracować przez 24 godziny na dobę, 365 dni w roku”.

Jakie rozwiązania sugerują badacze i badaczki podmiotom, które je zatrudniają? Wśród nich można znaleźć takie, które wydają się oczywiste – płatne dni chorobowe i urlopy rodzicielskie, dotowanie opieki nad dziećmi i starszymi krewnymi, więcej urlopów, elastyczne godziny pracy. A także nieoszczędzanie na zatrudnianiu pracowników laboratoryjnych, dydaktycznych i administracyjnych. Bo nadmierne obciążenie jednostki pracą często wynika z tego, że pracodawca próbuje oszczędzić na liczebności swojej kadry.

Pozostaje tylko życzyć – nie tylko osobom zajmującym się nauką, ale wszystkim pracownikom i pracownicom – żeby ich pracodawcy poszli po rozum do głowy. Wypoczęty, doceniony i dobrze opłacany człowiek będzie wykonywał swoją pracę lepiej i z większym zapałem. Ku zadowoleniu wszystkich i dobru postępu naukowego.

 

Przygotowując artykuł, posiłkowałam się materiałem opublikowanym w witrynie „Nature”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj