Jack Kellam badacz w brytyjskim ośrodku analitycznym Autonomy, który zajmuje się przyszłością pracy i planowaniem ekonomicznym
Z Jackiem Kellamem rozmawia Agnieszka Lichnerowicz
Reklama
Ile godzin tygodniowo pan pracuje?
W Wielkiej Brytanii jest oficjalna kampania na rzecz skrócenia tygodnia pracy „4 Day Week Campaign”, jej częścią jest specjalny system akredytacyjny dla firm i organizacji, które wprowadziły czterodniowy tydzień roboczy. Mamy ją w think tanku Autonomy, ale czasem pracuję również w piątek, jednak przy krótszym wymiarze pracy.
Skrócenie czasu pracy wchodzi w życie bez zmian w prawie? Może po prostu w bogatszych krajach ludzi stać na to, żeby pracować
mniej?
Jest kilka trendów, na które warto w tym kontekście zwrócić uwagę. Ja sam badam sytuację w Wielkiej Brytanii i USA, choć myślę, że nie tylko tam rzeczywiście więcej ludzi ma dziś krótszy tydzień pracy, ale wcale nie z wyboru, tylko dlatego, że trudno im znaleźć pełnowymiarowe zatrudnienie. Coraz więcej osób pracuje na część etatu albo na podstawie mniej stabilnych umów, w Wielkiej Brytanii są to choćby „umowy zero godzin” (pracownik zobowiązuje się do bycia w gotowości, pracodawca nie gwarantuje mu zajęcia – red.). Ludzie pracują więc mniej, ale w niestabilnych warunkach, i zarabiają mniej. Z drugiej strony prowadziliśmy ostatnio badanie wśród pracowników szkockiej służby cywilnej i w ich percepcji w czasie pandemii, gdy pracowali zdalnie, ich godziny pracy się wydłużyły. Chciałbym więc bardzo wyraźnie podkreślić, że fundamentem kampanii jest to, że wypłata ma zostać taka sama. Tyle samo za mniej godzin pracy.
Niby dlaczego?
Choćby dlatego, że skrócenie czasu pracy nie oznacza, że efekty pracy będą gorsze. Pracując krócej, łatwiej utrzymać wyższą produktywność, człowiek jest bardziej wypoczęty i zdrowszy. Poza tym od wprowadzenia 40-godz. tygodnia minęło 100 lat. Przez ten czas dokonaliśmy wielkiego postępu, produktywność wzrosła, a pracownicy nie mają z tego korzyści, ich tydzień pracy jest tak samo długi, czasem nawet dłuższy. Skrócenie czasu pracy da im szansę odzyskania poczucia równowagi między pracą a życiem.
Razem z Guðmundurem D. Haraldssonem analizowaliście efekty dwóch eksperymentów na Islandii. Naprawdę ludzie pracują mniej i nikt na tym nie traci?
Jest to już dosyć dobrze opisana i potwierdzona w literaturze z zakresu nauk społecznych prawidłowość: ludzie pracujący wiele godzin często przyjeżdżają do pracy niezdolni do jej wykonywania, bo są zmęczeni, wypaleni i zestresowani. Są więc w pracy, ale pracują niezbyt efektywnie. Wiele pracogodzin i tak jest zmarnowanych. Jednocześnie wiemy, że jeśli pracownicy mają możliwość odłączyć się mentalnie i odpocząć, są zdrowsi i bardziej produktywni. Większość ludzi, szczególnie pracujących w biurze, prawdopodobnie przyzna, że sporo czasu się marnuje. Widzieliśmy wielokrotnie, że jeśli skrócenie czasu jest dobrze przygotowane i zaplanowane, to produktywność wzrasta. Bo oczywiście nie skraca się czasu pracy z dnia na dzień. Trzeba działać ostrożnie, żeby osiągnąć korzyści z takiej reorganizacji, bo te mogą się nie pojawić automatycznie.
Islandzkie doświadczenia, które analizowaliście, dotyczyły jednak tylko pracowników sektora publicznego.
Rzeczywiście te dwa konkretne eksperymenty dotyczyły zatrudnionych przez islandzki rząd i urząd miasta w Reykjaviku, ale ważne, żeby podkreślić, że nie chodzi tylko o pracowników biurowych. W eksperymencie uczestniczyli też pracownicy departamentu ochrony zdrowia, przedszkoli, policji itp. W niektórych sektorach skrócenie czasu może oczywiście wymusić konieczność zatrudnienia dodatkowego personelu, szczególnie jeśli miałoby oznaczać przeorganizowanie go w czterodniowy tydzień pracy. Z drugiej jednak strony, z badań w Wielkiej Brytanii wynika, że pracownicy sektora publicznego, zwłaszcza szpitali i szkół, bardziej niż inne zawody zmagają się ze stresem związanym z pracą, wypaleniem i przemęczeniem, więc szczególnie potrzebują odpoczynku. Jeśli medycy będą zdrowsi, to lepiej będzie też ich pacjentom. Wypoczęci ludzie podejmują lepsze decyzje. My przekonujemy, że skrócenie tygodnia pracy jest inwestycją w ludzi i usługi publiczne. Jeśli więc w niektórych przypadkach skrócenie tygodnia pracy będzie wymagało zatrudnienia dodatkowych osób, to należy na to patrzeć jak na inwestycję. No i więcej osób pracujących oznacza więcej zapłaconych podatków.

Cały wywiad z przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP.