„Chiny to światowa fabryka. Najbardziej ucierpi nasz sektor przemysłowy, ponieważ Chiny wytwarzają około 30 proc. światowej produkcji przemysłowej, co z grubsza stanowi tyle, co wspólnie wytwarzają Unia Europejska i USA” – przypomniał w poniedziałek w rozmowie z rozgłośnią Żiniu Radijas Żigimantas Mauricas.

Zdaniem eksperta banku Luminor, przy tak dużym udziale w światowym rynku przemysłowym, Chiny często angażują się w globalne łańcuchy produkcyjne, więc ich komponenty są wykorzystywane przez inne kraje do wytwarzania własnych produktów. Według Mauricasa, Chiny obecnie dążą do usunięcia litewskich producentów z tego łańcucha dostaw w światowym handlu.

Reklama

W ocenie ekonomisty, Litwa w wyniku politycznego konfliktu z Chinami znalazła się w niebezpiecznej sytuacji ekonomicznej. Zdaniem Mauricasa Chiny będą wywierały presję na firmy, takie jak np. niemiecki gigant części samochodowych Continental, aby przestały używać litewskich komponentów.

Presja Pekinu może obniżyć atrakcyjność inwestycyjną Litwy

Ekspert podkreśla, że chińska presja może być tym dotkliwsza, gdyż w ostatnich latach sektor przemysłowy na Litwie notował znaczny wzrost i rozwijał się nie tylko w wielkich miastach kraju, ale też w regionach zmniejszając miejscowe wykluczenie. Pośrednia presja Pekinu może również obniżyć atrakcyjność inwestycyjną Litwy, gdyż inwestorzy zagraniczni wybierają kraje stabilne politycznie.

Agencja promocji inwestycji zagranicznych Investuok Lietuvoje (Inwestuj na Litwie) pod koniec ubiegłego tygodnia poinformowała, że 40 proc. ankietowanych litewskich przedsiębiorstw już przeżywa trudności w wyniku konfliktu Litwy z Chinami.

Elijus Czivilis, szef agencji wskazuje, że litewscy przedsiębiorcy mają problemy z nabyciem poszczególnych komponentów oraz z realizacją produkcji. Podkreśla przy tym, że wiele firm nie zdradza swych problemów, gdyż może to mieć wpływ na ich działalność.

W listopadzie ubiegłego roku w Wilnie zostało otwarte tajwańskie biuro przedstawicielskie, tym samym Litwa zerwała z obyczajami dyplomatycznymi, pozwalając misji mieć w nazwie "Tajwan" zamiast "Tajpej". Oburzyło to Chiny, które traktują Tajwan jako część swojego terytorium bez prawa do dyplomatycznego uznania. W reakcji na zaistniałą sytuację Chiny zawiesiły stosunki dyplomatyczne z Litwą i rozpoczęły blokadę wymiany gospodarczej.

„Nierozważna decyzja rządzących o podjęcie walki z Chinami jest wielkim błędem"

Prezydent Litwy Gitanas Nauseda przed tygodniem stwierdził, że zezwolenie na otwarcie w Wilnie przedstawicielstwa z nazwą Tajwan i wywołanie tym ostrej reakcji Chin było błędem. Prezydent zażądał od litewskiego MSZ przedstawienia planu działań w celu deeskalacji konfliktu. Krytyki nie szczędzą też litewscy opozycyjni politycy.

„Nierozważna decyzja rządzących o podjęcie walki z Chinami jest wielkim błędem, za który płacą teraz wszyscy mieszkańcy Litwy” – wskazuje przewodnicząca Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej (LSDP), europsłanka Vilija Blinkevicziute. Podkreśla, że konflikt z Pekinem został wywołany w obliczu rosnących cen energii i rosnącej inflacji.

Zdaniem Blinkevicziute Litwa we współpracy z krajami UE i partnerami międzynarodowymi powinna rozważyć zmianę nazwy tajwańskiej misji w Wilnie i tym samym zmniejszyć napięcie w stosunkach z Chinami.