Istnieją różne, kolidujące ze sobą stanowiska w tej sprawie – zauważa gazeta. Niektórzy wydają się mieć dosyć wojny na Ukrainie, podczas gdy inni uważają, że ta zbliża się coraz bardziej do NATO.

Według „El Confidencial” odnosi się wrażenie, że wszyscy pomylili się w ocenie rosyjskiej inwazji: Kreml oczekiwał szybkiego zwycięstwa, a UE opowiedziała się za sankcjami przekonana, że Rosję można pokonać ekonomicznie. Tymczasem wydaje się, że Rosja, choć sprzedaje mniej surowców, to dzięki znacznemu wzrostowi cen zarabia na nich więcej niż przed atakiem na Ukrainę.

Reklama

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski codziennie apeluje o więcej broni przekonany, że może odeprzeć agresję, a nawet odnieść militarne zwycięstwo - wskazuje „El Confidencial”. Wspierają go Amerykanie i Brytyjczycy, podczas gdy Francuzi i Niemcy wydają się być zmęczeni wojną i jej konsekwencjami dla swoich gospodarek, a więc „knują” jak wynegocjować pokój, w którym Rosja i Ukraina pójdą na jakieś ustępstwa.

Zdaniem dziennika, na szczycie w stolicy Hiszpanii może dojść do starcia tych różnych stanowisk, a inicjatorem polemiki będą prawdopodobnie państwa bałtyckie ze względu na swe ograniczone zdolności obronne. Od aneksji przez Rosję Krymu w 2014 roku kraje te czują, że są następne na liście do zaatakowania przez Kreml.

„El Confidencial” przypomniał, że po rosyjskiej agresji na Ukrainę z 2014 roku NATO przeprowadza duże manewry na swej wschodniej flance, a w 2017 roku utworzyło wielonarodowe siły tzw. wzmocnionej wysuniętej obecności. Takie kontyngenty zostały rozlokowane na Litwie, Łotwie, w Estonii i Polsce. W związku z obecną inwazją Rosji na Ukrainę zdecydowano o utworzeniu następnych czterech grup bojowych - w Bułgarii, na Węgrzech, w Rumunii i na Słowacji. Głównym celem było wykazanie spójności krajów NATO, a przesłanie do Rosji było jasne: jak zaatakujesz jednego z nas, to zaatakujesz wszystkich.

Mimo obecności NATO w krajach bałtyckich, państwa te dalej niepokoją się o swoje bezpieczeństwo i apelują o znaczne zwiększenie obecności Sojuszu. Jeżeli NATO zaakceptuje ich prośby, co wcale nie jest pewne, oznaczać to będzie przejście do obrony aktywnej, czyli siły NATO będą musiały być przygotowane do odparcia rosyjskiej inwazji podobnej do tej na Ukrainę - twierdzi „El Confidencial”.

Jednak w związku z poniesionymi na Ukrainie przez Rosję stratami zdolności jej armii wydają się być mniejsze niż sądzono. Pojawiają się wątpliwości, czy taki poziom przygotowania obronnego NATO, jakiego chcą państwa bałtyckie, jest naprawdę konieczny. Na większe zaangażowanie wojskowe NATO na flance wschodniej będzie nalegać Zełenski, kraje bałtyckie i prawdopodobnie Polska - twierdzi hiszpański dziennik.

Grażyna Opińska (PAP)