Koronawirusowy lockdown. Sytuacja polityczna Gruzji to same znaki zapytania

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
20 czerwca 2020, 22:32
Batumi, Gruzja
<p>Batumi, Gruzja</p>/ShutterStock
Sytuacja polityczna i gospodarcza kaukaskiej republiki Gruzji to niemal same znaki zapytania.

Ingerencje duchownych w decyzje władz, pogarszająca się sytuacja gospodarcza i nasilający się podział polityczny – pandemia pogłębia problemy, z którymi Gruzja boryka się od odzyskania niepodległości.

Gruzińska Cerkiew Prawosławna kolejny raz zmusiła rząd do ustępstw. Tym razem przeciwstawiła się – częściowo skutecznie – decyzjom, które zakazywały wiernym uczestnictwa w nabożeństwach (patriarcha Ilia II uznał, że koronawirus jest dopustem bożym). Zamrożenie gospodarcze zadało potężny cios ekonomii i jasne jest, że bez międzynarodowej pomocy kraj nie podniesie się o własnych siłach. Na to wszystko nakłada się spór opozycji z rządem o jesienne wybory parlamentarne – na sobotę, 20 czerwca, jego przeciwnicy zapowiedzieli wielki wiec w Tbilisi.

Koronawirusowy lockdown

Władze w Tbilisi w zdecydowany sposób przystąpiły do walki z koronawirusem. Zamknięto szkoły, granice, lotniska, gastronomię, wstrzymano transport publiczny, wprowadzono ograniczenia dotyczące zgromadzeń publicznych i dystansowanie społeczne. 21 marca prezydent Salome Zurabiszwili zarządziła stan wyjątkowy, a 30 marca ogłoszono blokadę gospodarczą kraju i wprowadzono godzinę policyjną od godz. 21 do 6. – Rząd wprowadził drakońskie, ale skuteczne ograniczenia. Budziły niezadowolenie, ale z powodu niewielkiego odsetka zakażonych i zmarłych uznano je za zasadne – stwierdza Korneli Kakaczia z Gruzińskiego Instytutu Polityki. – Rząd nie był krytykowany za opieszałość, pojawiały się wręcz głosy, że reaguje przesadnie – zauważa prof. Gia Nodia z Uniwersytetu Państwowego im. Iliego Czawczawadzego w Tbilisi.

Ale na obostrzenia krzywo patrzyli zwierzchnicy konserwatywnej i wpływowej Cerkwi – duchowni nie chcieli apelować do wiernych, by w czasie Wielkanocy pozostali w domach. Część uważała, że koronawirus nie jest groźny, mówili, że Bóg ochroni wierzących – zauważa Tornike Szaraszenidze z Gruzińskiego Instytutu Spraw Publicznych. Trwało swoiste przeciąganie liny między władzą świecką a kościelną. Rząd wprowadził na kilka dni przed świętami blokadę największych miast – Tbilisi, Kutaisi, Batumi oraz Rustawi, zakazał ruchu samochodowego i wstępu na cmentarze. Mimo to w wielu cerkwiach nabożeństwa wielkanocne odbyły się (choć starano się przestrzegać zasady dystansowania), zaś duchowni nie zrezygnowali z praktyki udzielania komunii poprzez podawanie ręką chleba, a wina mszalnego za pomocą jednej łyżki wszystkim wiernym.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj