Ambasador Izraela wezwany do MSZ. Ekspert: Żądania Polski nie przypadną do gustu Izraelowi

Andrzej Szejna, Paweł Wroński
Warszawa, 05.04.2024. Rzecznik MSZ Paweł Wroński (P) i wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Szejna (L) podczas konferencji prasowej w siedzibie MSZ w Warszawie, 5 bm. po spotkaniu z ambasadorem Izraela Jakowem Liwne. Jakow Liwne został wezwany do MSZ po tym jak siedmioro wolontariuszy organizacji humanitarnej World Central Kitchen, w tym Polak, zginęło w izraelskim ataku w Strefie Gazy. (sko) PAP/Radek Pietruszka/PAP
Nota protestacyjna, jaką otrzymał izraelski ambasador w Polsce oraz zapowiedzi naszej dyplomacji ws. podjęcia dalszych kroków dotyczących konfliktu izraelsko-palestyńskiego, cieszą dr. Janusza Siborę, eksperta ds. dyplomacji. Nie ma on złudzeń, że część polskich żądań może nie przypaść Izraelowi do gustu, ale uważa, że to był najwyższy czas na jakąś ostrzejszą reakcję. - Nie można stosować podwójnych standardów moralnych, szczególnie gdy tam mówimy już o śmierci głodowej dzieci – mówi w rozmowie z Forsal.pl dr Sibora.

Izraelski ambasador pojawił się w piątek przed południem w siedzibie Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie otrzymał z rąk wiceministra Andrzeja Szejny notę protestacyjną.

- Przekazałem w imieniu MSZ notę protestacyjną. Ale też na samym wstępie pan ambasador przeprosił za to zdarzenie niemające precedensu w historii cywilizowanego świata, czyli zbombardowanie konwoju humanitarnego zmierzającego z pomocą do Strefy Gazy, objętej głodem – powiedział po spotkaniu wiceminister Szejna.

Nota protestacyjna. Ekspert ocenia ruch rządu

W ocenie specjalisty ds. dyplomacji dr. Janusza Sibory, krok, na który zdecydowała się polska dyplomacja, nie należy do rewolucyjnych, a przekazanie na ręce ambasadora noty dalekie jest od obniżenia rangi stosunków dyplomatycznych, czy nawet wydalenia ambasadora.

- Jest to taki sygnał, że utrzymujemy z wami kontakty dyplomatyczne, ale na tym poziomie dana kwestia nam się nie podoba i oczekujemy reakcji – komentuje Janusz Sibora.

I choć ekspert nie spodziewa się, by reakcja polskiej dyplomacji miała wpłynąć w znaczący sposób na stosunki między naszymi państwami, to już zupełnie inną kwestią jest fakt, czy Izrael przejmie się stanowiskiem Polski.

- To stanowisko jest chyba bardziej skierowane do polskiej opinii publicznej i jest sygnałem dla Izraela, że coś nam się nie podoba. Ale z tego sygnału Izrael może sobie wiele nie robić, jeśli on lekceważy Bidena i Blinkena, czyli najważniejszych sojuszników – mówi Janusz Sibora.

Polska domaga się powstania dwóch państw

Polska dyplomacja poinformowała również, iż będzie domagać się, aby nasi prokuratorzy zostali włączeni w przebieg izraelskiego śledztwa oraz żądać będzie odszkodowań dla ofiar ataku. W oczach Janusza Sibory prawdopodobne jest, iż Izrael puści żądania wspólnego śledztwa mimo uszu, jednak taki krok polskiej dyplomacji ocenia jak najlepiej. W piątkowej rozmowie w MSZ równie głośno wybrzmiało, że Polska będzie robić wszystko, aby doprowadzić do zakończenia konfliktu w Strefie Gazy i dopomóc w stworzeniu dwupaństwowego organizmu izraelsko-palestyńskiego.

- Mamy tu pewne podkreślenie kontynuacji, bo jednak przez cały czas tego konfliktu dyplomacja polska nie zmienia głównej linii rozwiązania dwupaństwowego. Może się to oczywiście Izraelowi nie podobać, ale uważam, że to jest prawidłowa linia. Widać, że nie wycofujemy się z tej polityki, którą gorzej lub lepiej prowadzi Abbas. Widać, że wszystkie te posunięcia kładą nacisk na prawo międzynarodowe i jest to postępowanie stanowcze, nie histeryczne – mówi Janusz Sibora.

 Nie można stosować podwójnych standardów

Jak zauważa ekspert, Polska po raz pierwszy zabrała tak zdecydowany głos w sprawie konfliktu izraelsko-palestyńskiego, a od października ubiegłego roku unikała stawiania stanowczych żądań. Ta zmiana widoczna jest gołym okiem.

- Z pewnym jednak żalem zauważam, że bardzo długo postępowanie naszej dyplomacji w kwestii konfliktu palestyńskiego było wstrzemięźliwe. Porównując nasze działania z innymi krajami, nasza dyplomacja w zasadzie bardzo długo nie wypowiadała się zdecydowanie w sprawie Palestyny. Na palcach jednej ręki można policzyć wystąpienie ministra Sikorskiego i uważam, że myśmy za długo milczeli i odwracali głowę od tego konfliktu – słyszymy.

Skąd w takim razie brała się opieszałość polskich dyplomatów i czy trzeba było aż takiej tragedii, aby pojawiło się tak mocne stanowisko? Zdaniem Janusza Sibory, przez długi czas w Polsce temat wojny w Palestynie był tematem tabu i każdy, kiedy tylko mógł, omijał go szeroki łukiem. To natomiast kojarzyć mogło się ze stosowaniem podwójnych standardów w sytuacji, gdy w sprawie choćby rosyjskiej agresji na Ukrainę Polska nie waha się używać mocnych słów.

- Takie unikanie przez naszą dyplomację tematu palestyńskiego kojarzy się z czymś na wzór stosowania podwójnych standardów moralnych w stosunku do tych dwóch wielkich konfliktów, które mamy. Jeden obok nas, na Ukrainie, a drugi tam. Bo nie można stosować podwójnych standardów moralnych, szczególnie gdy tam mówimy już o śmierci głodowej dzieci – podkreśla Janusz Sibora.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Wojtek Kubik
Wojciech Kubik
Dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej specjalizujący się w tematyce obronności i bezpieczeństwa.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraAmbasador Izraela wezwany do MSZ. Ekspert: Żądania Polski nie przypadną do gustu Izraelowi »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj